Data:2017-02-24
Wyświetleń:362

Narodowa frakcja teatrologów amatorów
Sebastian Słowiński

Tak samo jak oburzeni mężczyźni z narodowych kółek polityczno-bojówkarskich spektaklu „Klątwa” Frljića nie widziałem, tak więc tekst ma być odpowiedzią dla protestujących pod warszawskim Teatrem Powszechnym, erratą do polskich wartości chrześcijańskich.

Sztuka, wszelkie formy ekspresji artystycznej są – zależnie od autorów, autorek – suwerenne, nie podlegają zewnętrznej presji normatywności. Sztuka nie spełnia tylko postulatów estetycznych. Bardzo często sztuka wypowiada posłuszeństwo pięknu na rzecz prawdy, sprawiedliwości, przekracza granice tak zwanej normatywnej przyzwoitości, aby ukazać pewne elementy rzeczywistości z innego punktu widzenia. Papież, którego przedstawienie zgorszyło piewców mitu polskości, jest dostępny wszystkim, tj. funkcjonuje w społeczeństwie jako osoba publiczna, legenda, figura. Jana Pawła II można oglądać z wielu perspektyw, pod różnym kątami, również z poziomu krytycznego – jest to rzecz jasna truizm, ale warty przypomnienia; narodowcy w poczynaniach z osobami o identycznym statusie co papież nader często o tym zapominają.

Po raz kolejny obserwujemy ruch wokół teatru, który się komuś nie podoba. Najpierw „Śmierć i dziewczyna”, teraz „Klątwa”, a wcześniej, w 1968 roku, „Dziady”. Pożądane jest nawet, żeby to, co wystawiane na deskach teatrów było przedmiotem debat, rozmów, manifestacji. To symptom sztuki przenikającej do ludzi, wychodzącej ze świątyni piękna, profanacji. Natomiast formy blokad i nieprzyzwolenia na sztukę, której się nie widziało, spowodowane osobistym oburzeniem i naruszeniem etosu, mitu, wartości, narzucanym pod płaszczykiem polskości jest tym, co nazywam cenzurą. Ruchy narodowe cenzurują wszelką inność, krytykę, wszystko, co obce, niejasne i pozbawione narodowo-katolickich wartości. Łatwiej jest bronić społeczeństwa zamkniętego, obudowanego pomnikami pomordowanych żołnierzy, zaczytanego w ściśle określonym kanonie.

Zaskakujące było to, że protestujący pod Teatrem spektakl nazwali pseudosztuką, ale to chyba zostało wyjaśnione powyżej. Nie mam kompetencji, aby rozpisywać się o turpizmie, szpetocie i brzydocie w sztuce oraz o paszkwilu i formach ironii. Niemniej mam kompetencje ku temu, aby zaznaczyć, że są to środki wyrazu niezastępowalne przez inne, niemożliwe do przypudrowania i retuszowania. Bez „brzydkiej sztuki” będziemy legitymizować status quo, a idzie o to, aby go znieść. Równie pasjonującym elementem pseudokonferencji prasowej Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej było porównanie „Klątwy” do gówna, fekaliów, sedesu, szamba. Jednym chórem, powtarzając za Winnickim (zdanie wstępu nie zostało rozszerzone, ani skrytykowane, tylko podtrzymane wielokrotnymi powtórzeniami zdania pierwszego; jedynym urozmaiceniem było zmienienie szyku oraz improwizacyjna enumeracja), sztuka stosująca naturalistyczne, a więc „fizjologiczne”, środki wyrazu jest zła. Po prostu sztuką nie jest. Narodowa frakcja teatrologów amatorów najwyraźniej zastosowała ironię, używając tylu naturalistycznych metafor.

Tego typu zdarzeń nie należy ani ignorować ani skrupulatnie odnotowywać na, rzecz jasna długiej, liście kompromitacji narodowców. Są one antycypacją czegoś niebezpiecznego, co nadchodzi – cenzury, faszyzmu i betonowych granic pod specjalnym nadzorem chłopców, co bardzo chcą umierać za Polskę, aby pośmiertnie się odznaczyć w budowaniu ciasnej narracji polski. Ignorancja i biurokratyzacja faszystowskich antycypacji ewolucyjnie prowadzi do wpisania na państwowo-kościelny indeks całej literatury „naturalistycznej”, „niepięknej”, „niepolskiej”, rozpalenia hestii nienawiści, której podpałką będzie Gombrowicz.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

kultura

Coś jest źle

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne