Data:2017-09-03
Wyświetleń:863

Sytuacja lokatorów to nasza wspólna sprawa
Michalina Kobla

Wątek lokatorski był od początku obecny w agendzie PiS. Partia ta, ze względu na swoją naturę, nie mogła pominąć skupisk elektoratu wyrzuconego poza obrzeża rynkowego mieszkalnictwa. Na wyborczych sztandarach zawisła więc obietnica tanich czynszów, a na deser otrzymaliśmy reprywatyzacyjne Koloseum. I właśnie w tym miejscu uwypukla się hipokryzja rządzących. Bo rada ministrów regulująca rokrocznie maksymalną wysokość czynszu to soft wersja handlarzy roszczeń. A zapis o 14 dniach na opuszczenie lokalu, zawarty w ustawie o KZN, jest równie antyludzki, co działanie „czyścicieli” kamienic.

W tym kontekście nic nie usprawiedliwia PiS. Nawet jego przewidywalność. Partia powtórzyła w przypadku Mieszkania+ właściwy swoim działaniom schemat: były konsultacje społeczne, wysłuchano głosu ludu, a ostatecznie z parlamentu wyszła ustawa nieskażona cechami poprzedniej, tak samo nazwanej wersji. Przegłosowana została oczywiście pod osłoną nocy. Miało być egalitarnie, a starczy dla wybranych; miało być tanio, a tu guzik; miano zapewnić ludziom godne warunki życia, a wyszła jedna z najokrutniejszych ustaw, jakie wydał ten rząd.

Brzmi jakbym wykorzystała nieadekwatnie dużo złości? Bo na skutek tej ustawy ucierpi tylko pewna liczba ludzi? Bo trójpodziału władzy, którego obrona przyćmiła sprawę Mieszkania+, może do garnka nie włożysz, ale — w dłuższej perspektywie — jego pozbawieni wszyscy obudzimy się na Białorusi? Ustawa o KZN zakłada, że każda osoba, korzystająca z programu PiS-u może skończyć na ulicy. Bez prawa do mieszkania socjalnego czy tymczasowego lokum. Przypomnijmy sobie dokładnie jak skonstruowano kontrowersyjne zapisy.

Ustawa o KZN jest fundamentem pod sztandarowy projekt PiS-u dotyczący mieszkalnictwa. Zmienia obowiązujące do tej pory zapisy o ochronie lokatorów i wprowadza najem instytucjonalny, którego charakter zdaje się przeczyć idei programu socjalnego. Los najsłabszych poddaje bowiem urynkowieniu, które w pierwszej kolejności wykreowało potrzeby potencjalnych beneficjentów Mieszkania+. Nadal to prywatny właściciel decydować będzie o tym, co stanie się z najemcami. A jest on w tej kwestii, powiedzmy sobie szczerze, omnipotentny.

Do umowy najmu instytucjonalnego lokalu załącza się oświadczenie najemcy w formie aktu notarialnego, w którym najemca poddał się egzekucji i zobowiązał się do opróżnienia i wydania lokalu używanego (…) oraz przyjął do wiadomości, że w razie konieczności wykonania powyższego zobowiązania prawo do lokalu socjalnego ani pomieszczenia tymczasowego nie przysługuje.

W założeniu Mieszkanie+ miało służyć osobom, które nie łapią się ani na kredyt hipoteczny, ani na mieszkanie komunalne. Miały one uzyskać możliwość „wynajmu mieszkania na korzystniejszych warunkach niż rynkowe”. Tutaj pojawia się pytanie, czy wątpliwa obniżka ceny czynszu rekompensuje straty moralne, niesione przez widmo wyrzucenia na bruk.

Sprzeczności, którymi obarczone jest Mieszkanie+, nawarstwiają się w toku jego analizy. Warto podkreślić, że wykraczają one poza same zapisy programu. Ustawa, na której jest budowany ma niewiele wspólnego z kreowanym przez PiS wizerunkiem. Partii, pochylającej się nad obywatelami odrzuconymi przez chłodnych technokratów. Stawiającą rodzinę na piedestale. Program nie udziela dyspensy nikomu — ani niepełnosprawnym, ani obłożnie chorym, ani kobietom w ciąży, ani żadnej inne grupie, której w innych przypadkach na drodze sądowej bezwzględnie przysługuje lokal. Warto wspomnieć, że PiS już wcześniej próbował wykreślić z ustawy o ochronie praw lokatorów zapis dot. katalogu osób objętych szczególną ochroną. Ugiął się pod falą krytyki po to, aby te same rozwiązania chwilę później wdrożyć w innej ustawie.

Jak to się stało, że w 2017 roku w państwie, które należy do Unii Europejskiej i jest sygnatariuszem zobowiązujących do respektowania praw człowieka umów międzynarodowych, doszło do wdrożenia tak skandalicznych przepisów? Postaram się rozłożyć winy w myśl zasady, że władza w ustroju demokratycznym nie jest przecież szajką obcych najeźdźców. Wręcz przeciwnie — rekrutuje się spośród społeczeństwa. A to jego mobilizacja w dużej mierze determinuje wachlarz posiadanych przez nie praw.

Możemy podejrzewać, że rząd zdecydował się na podłożenie pod Mieszkanie+ tak nieludzkich rozwiązań prawnych z kilku przyczyn. Truizmem będzie wskazanie, że na kształcie ustawy zaważyła presja lobbystów. Można również wyjść z odważną tezą, że właściciele i deweloperzy poczuli się ośmieleni obecnym, politycznym trendem. Nie jest tajemnicą, że ruchy lokatorskie pozostają w bliskiej relacji z tymi anarchistycznymi. Ich wpływy w dobie legalnych faszystowskich marszów w stolicy są, mówiąc eufemicznie, ograniczone.

W końcu należy również przypomnieć, gdzie skierowany był wzrok suwerena, kiedy ustawa o KZN przechodziła przez parlament. Demonstrowaliśmy pod obiema izbami i Sądem Najwyższym w obronie tego ostatniego. W całej Polsce w imię protestu przeciwko zawłaszczaniu przez PiS władzy sądowniczej płonęły białe świeczki. Oczywiście przypuszczać można, że władza świadomie w ten, a nie inny, sposób rozłożyła plan procedowania poszczególnych ustaw. Decydenci z PiS-u mieliby przy tym założeniu celowo uczynić z sądownictwa fasadę spychającą ustawę o KZN na dalszy plan. Debatowanie nad prawdopodobieństwem tej tezy nie ma jednak większego znaczenia, kiedy uświadomimy sobie rolę społeczeństwa w tej materii. To ono tworzy państwo, a więc to jego zaangażowanie determinuje przysługującą mu paletę praw. Uzupełniając wyeksploatowaną, ale wciąż aktualną frazę o tym, że „demokracja nie jest dana raz na zawsze”, miejmy zawsze oczy szeroko otwarte i pełne empatii.

Mówiąc o wadach Mieszkania+, podkreślić należy, że nie ograniczają się one jedynie do już skrytykowanych przepisów jej podkładki w postaci ustawy o KZN. Program jest źle skonstruowany od podstaw. Rola, jaką odgrywają w nim przedsiębiorcy, jest nieoceniona. Począwszy na deweloperach, którzy dostaną ziemię za bezcen, przez biznesmenów, którzy dostaną tanie metry kwadratowe do rozproszenia po wolnym rynku, do pozbawionych fundamentalnych praw lokatorów.

Warto powiedzieć sobie, że echo ustawy dotrzeć może do każdego z nas. Należy pamiętać, że nasze życiowe położenie jest wypadkową czynników od nas niezależnych. W pierwszej kolejności to odziedziczony kapitał — materialny czy symboliczny — sprawił, że mamy dach nad głową. Nie mityczna w kapitalizmie ciężka praca. Co więcej, nie możemy przecież skutecznie ochronić się przed zdarzeniami losowymi. Niepełnosprawność tożsama z niemożnością spłacenia czynszu może spotkać każdego. Jednak to nie tylko truizmy dotyczące społecznego determinizmu sprawiają, że reperkusje ustawy mogą dotknąć każdego z nas. Wprowadzenie wspomnianego najmu instytucjonalnego jest niebezpiecznym precedensem, z którego właściciele będą mogli korzystać poza programem Mieszkanie+.

Staram się nakreślić tak dosadnie konsekwencje sojuszu między PiS a bezdusznymi biznesmenami, ponieważ wiem, jak trudne może być zmobilizowanie ludzi do protestu w tej sprawie. Wierzę jednak, że 17 września przejdziemy tłumnie spod PKiN-u pod słynną siedzibę na Nowogrodzkiej. Mam nadzieję, że na moment odłożymy na bok potencjalne ambicje polityczne i przypomnimy sobie, dlaczego postanowiliśmy działać społecznie.

Deficyt mieszkaniowy jest jednym z najbardziej palących społecznych problemów w Polsce. Mieszkanie+ go nie rozwiązuje. Możemy rozważać różne rozwiązania, które sprawdziły się w innych krajach. Na ten moment jednym z państw, w których funkcjonuje eksmisja na bruk, jest Francja. Tam jednak obywatele korzystać mogą z dodatku mieszkaniowego, którego wysokość zabezpiecza ich przed bezdomnością.

Chciałabym, abyśmy rozważyli dziś poszerzenie wachlarza niezbywalnych praw człowieka. Dodali do niego m.in. prawo do dachu nad głową. Żyję jednak w kraju, którego prawo nie dopuszcza nawet takiej dyskusji. Odwołując się do najbardziej podstawowych wartości, czy możemy nazwać domem miejsce, które należy nam się tylko póki jesteśmy sprawni i samowystarczalni? Właśnie takie pytania zadadzą sobie „beneficjenci” Mieszkania+.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

mikropolityka

felietony

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne