Data:2017-10-01
Wyświetleń:1374

Zapomniana sprawa Sacco i Vanzettiego
Jan Kuśmirski

23 sierpnia minęło 90 lat od tragicznej śmierci dwójki niewinnych ludzi, która stała się symbolem okrucieństwa i stronniczości ówczesnych władz Stanów Zjednoczonych.

Kim byli Sacco i Vanzetti?

Ferdinando Sacco i Bartolomeo Vanzetti byli włoskimi imigrantami, którzy w poszukiwaniu bezpieczeństwa i zarobku udali się do Stanów Zjednoczonych Ameryki w 1908 roku. Na teren „Ojczyzny wolności” przybyli nie znając się nawzajem. W owym czasie Sacco miał 17 lat, a Vanzetti 20, ale poznać mieli się dopiero osiem lat później, w 1916 roku.

Tłumy imigrantów ściągających do tej „ziemi obiecanej” składały się głównie z taniej i pokornej siły roboczej, której tak pragnęli amerykańscy fabrykanci.

Jak miał się później wyrazić Vanzetti:

Pierwsze zaskoczenie przeżyłem w punkcie imigracyjnym. Widziałem pasażerów najniższej kategorii, z którymi urzędnicy obchodzili się jak z bydłem. Jednego słowa sympatii, jednego słowa otuchy, które by pomniejszyło ciężar łez tak silnie przygniatający nowo przybyłych na amerykański brzeg.

Bezrobotni Sacco i Vanzetti zmuszeni byli do pukania „od drzwi do drzwi” i imania się każdej możliwej pracy, aby nie umrzeć z głodu.

Lata mijały, a trudniący się szewstwem Sacco zdołał znaleźć zatrudnienie w fabryce obuwia w Milford w stanie Massachusettes. Pracował sześć dni w tygodniu po dziesięć godzin dziennie, a mimo to brał czynny udział w wielu strajkach i demonstracjach o lepsze traktowanie robotników, humanizację warunków pracy i wyższe płace. Oprócz tego zaangażowany był w działalność charytatywną, wspierał jak tylko mógł potrzebujących, chociaż sam nie miał wiele.

Vanzetti jako człowiek bez zawodu imał się najróżniejszych zajęć. Od pracy w restauracji po robotę w kamieniołomie, od huty żelaza po fabrykę parowozów. Uwielbiał czytać książki. Studiował Marksa, Zolę, Dantego, Darwina czy Gorkiego.

W roku 1916 stanął na czele strajku w fabryce lin i parowozów w Plymouth, w Massachusettes. Za ten czyn został wpisany na tzw. „Czarne listy” wszystkich okolicznych przedsiębiorstw. Aby utrzymać się przy życiu został handlarzem ryb.

Sacco i Vanzetti poznali się właśnie we wspomnianym roku 1916. Połączyła ich wierność ideałom, która wkrótce potem przerodziła się w niezwykłą przyjaźń.

Aby uniknąć poboru do wojska, Sacco i Vanzetti wraz z grupą innych pochodzących z Włoch anarchistów przedostali się do Meksyku i tam przeczekali wojnę.

Gdy po latach, podczas procesu, prokurator Frederick Katzmann zadał następujące pytanie: Czy nie uważa Pan za podłe opuścić kraj, który Pana potrzebuje?, Sacco bez cienia ironii w głosie odpowiedział: Nie wierze w wojnę.

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej obaj wrócili do domów w Massachusettes złączeni wyjątkową przyjaźnią.

Gdy wydawało się, że najgorsze chwile zostawili daleko w tyle, dotarła do nich wiadomość o śmierci bliskiego przyjaciela Vanzettiego, który zajmował się drukowaniem książek – Andrei Salsedo.

Salsedo aresztowano osiem tygodni wcześniej w Nowym Jorku z „niesprecyzowanych powodów” i przetrzymywano w areszcie. 3 maja 1920 roku Salsedo „wypadł przez okno” znajdujące się na 14 piętrze gmachu Ministerstwa Sprawiedliwości.

Sacco i Vanzetti niezwłocznie zabrali się do organizacji wiecu, na którym zebrani mieli domagać się szczegółowego śledztwa i wyjaśnienia zagadkowej śmierci przyjaciela.

Ostatecznie wiec nie odbył się, gdyż organizatorów aresztowano pod zarzutem „działalności godzącej w dobro publiczne”. Bezpośrednim powodem aresztowania były ulotki nawołujące do udziału w wiecu.

Sacco i Vanzettiemu groził najwyższy wymiar kary za ten czyn, czyli pozbawienie wolności na okres 12 miesięcy. Czekający na rozprawę przyjaciele dowiedzieli się o jeszcze jednej zbrodni popełnionej rzekomo przez nich, mianowicie o napadzie rabunkowym na konwój bankowy, w którym zastrzelono dwóch funkcjonariuszy eskortujących pieniądze. Mimo niewątpliwego alibi i wielu świadków potwierdzających niewinność oskarżonych postawiono im zarzuty.

Zanim doszło do głównego procesu Bartolomeo Vanzettiego oskarżono o usiłowanie obrabowania innego konwojenta bankowego.

Jak miał powiedzieć sędzia prowadzący sprawę – Webster Thayer:

Ten człowiek zawinił w sensie moralnym, choćby nie popełnił przypisywanego mu przestępstwa. Zawinił jako wróg obowiązującego u nas porządku społecznego.

Sacco i Vanzetti w celi śmierci spędzili 6 lat. Do rozpatrywania ich sprawy powołano specjalną radę. Podczas obrad szanownej komisji setki tysięcy ludzi pisały telegramy przeciwko wykonaniu wyroku, a były pośród nich takie znakomitości jak: Sinclar Lewis, H.G. Wells, Georg Bernard Shaw czy Albert Einstein. Na nic zdały się pikiety, wiece i prośby. Wyrok poprzez śmierć na krześle elektrycznym wykonano 23 sierpnia 1927 roku.

Tego dnia odbywała się również egzekucja prawdziwego zbrodniarza – Celestino Madeirosa, który na chwilę przed egzekucją przyznał się do zbrodni zarzucanych Sacco i Vanzettiemu.

Mimo to wykonano na nich wyrok.

Na miejscu kaźni jako drugi pojawił się Sacco, a jego ostatnie słowa brzmiały:

Niech żyje Anarchia! Żegnaj moja żono, żegnajcie dzieci, żegnajcie przyjaciele. Witam Panów. Żegnaj matko.

Trzecim, a zarazem ostatnim skazanym, był Vanzetti. Na moment przed śmiercią powiedział:

Chcę wam oznajmić, że jestem niewinny. Nigdy nie popełniłem zbrodni, choć czasem grzeszyłem. Nie jestem winny żadnej zbrodni, nie tylko tej, o którą mnie oskarżają, ale w ogóle żadnej. Jestem niewinny. Chciałbym przebaczyć ludziom za to, co teraz ze mną zrobią.

Tragiczna śmierć dwójki niewinnych ludzi stała się symbolem okrucieństwa i bezwzględności systemu wobec bezbronnej jednostki.

Ta sprawa nie jest wyjątkiem. Od setek lat nierówności społeczne prowadzą do licznych patologii, będących następstwem niepohamowanej żądzy władzy wśród panujących elit. Ocena postępowania oskarżonego wielokrotnie bywała rozpatrywana przez pryzmat jego statusu społecznego, pochodzenia czy niechęci wobec porządku społecznego w danym państwie, a nie realnych przewinień. Stany Zjednoczone Ameryki stanowią tyko i wyłącznie przykład. Niemalże identyczne procesy odbywały się chociażby w nieistniejącym już Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich czy na Białorusi. Oczywiście nie są to jedyne kraje, w których władza sądownicza nie spełnia należycie swojej funkcji, ale wymieniłem je ze względu na bliskość geograficzną wobec kraju, w którym żyjemy – Polski.

Paradoksalnie to my, obywatele, mamy największy wpływ nie tylko na wyroki sądu, ale i w ogóle na funkcjonowanie państwa.

Wyobraźmy sobie, że społeczeństwo to morze, a elity rządzące to niewielka wyspa pośród ogromu obywateli. Jeśli wszystko funkcjonuje tak jak należy – morze jest spokojne. Jeśli społeczeństwo się z czymś nie zgadza – tworzy się fala. Z początku ledwie zauważalna, ale wraz ze wzrostem niezadowolenia staje się coraz większa i większa, aż w pewnym momencie wyspa zostaje całkowicie zalana.

Wiec tylko do nas należy decyzja:

Zmieniać czy ignorować?

Redagowała:

Natalia Rojek

Grafika ze strony:

https://daily.jstor.org/how-labor-lost-may-day/

Losowe Artykuły

kultura

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

felietony