Data:2017-10-09
Wyświetleń:891

Kapitalizm nie jest demokratyczny
Piotr Ikonowicz

Na poświęconej lewicy w Polsce konferencji zorganizowanej przez Partię Razem wypowiedział się były przewodniczący Unii Pracy, Ryszard Bugaj. Oznajmił on uroczyście, iż wierzy w „kapitalizm demokratyczny”. To było stwierdzenie dla mnie bardzo ważne, bo wreszcie w sposób jasny wytyczyło granicę między lewicą prokapitalistyczną i antykapitalistyczną. Między tymi, którzy sądzą, że system może mieć ludzką twarz, która im wystarczy i na tych, zdających sobie sprawę z istoty tego systemu.

Demokracja to ustrój, w którym rządzą ludzie, a władza jest odzwierciedleniem układu sił i interesów różnych grup, warstw i klas społecznych. W tym kontekście trudno mówić o czymś takim jak „demokratyczny kapitalizm”, bo tu swą wolę narzuca kapitał, a konkretnie jego właściciele. Zasadę „rządów ludu” zastępuje zasada rządów pieniądza, czyli postępująca oligarchizacja władzy politycznej. Klasycznym przykładem jest Grecja, gdzie wbrew wyrażonej w „wolnych wyborach” woli zdecydowanej większości społeczeństwa władza wyłoniona z tych wyborów realizuje program międzynarodowych instytucji finansowych, a nie program wyborczy (lewicowy), na który głosowali obywatele.

W USA, gdzie kupowanie interesów politycznych (lobbing) ma charakter otwarty i legalny, kolejnych prezydentów i ich administracje wyłaniają inwestorzy z sektora wojskowo-przemysłowego i finansowego. Trudno się więc dziwić, że prezydentem został multimiliarder Donald Trump. Olbrzymie sumy wydawane na kampanie wyborcze szybko się zwracają dzięki korzystnym dla inwestorów decyzjom politycznym, budżetowym, a nawet wojnom wywoływanym na zamówienie koncernów.

W Europie, gdzie kupowanie interesów politycznych jest czymś wstydliwym i załatwianym w zaciszu gabinetów, Emmanuel Macron objął najwyższą funkcję w państwie, by w imieniu kapitału „dyscyplinować” świat pracy, czyli odbierać milionom Francuzów ich pracownicze i związkowe prawa.

Tacy ludzie jak Macron czy Mateusz Morawiecki przechodzą do czynnej polityki wprost z sektora finansowego. Bankierzy u steru rządów realizują interesy banków, stąd cofnięcie się polskiego rządu w sprawie oszukanych przez banki „frankowiczów”, czy rezygnacja z uczciwego opodatkowania dochodów pochodzących nie z pracy, tylko z kapitału. O uprzywilejowanej roli banków, które wkraczają do polityki świadczy też wylansowanie Ryszarda Petru i jego partii .Nowoczesna, która bez żadnych gwarancji uzyskała kredyty na rozpoczęcie działalności. Sam Petru zaś wszedł na scenę polityczną po tym, jak przez wiele lat pełnił w mediach rolę dyżurnego eksperta, który między innymi umożliwił bankom przekręt frankowy, do końca zapewniając dłużników, że cena franka szwajcarskiego nie wzrośnie. System wydaje się dosyć szczelny, aby nie dopuścić do udziału w grze wyborczej i parlamentarnej, czy nawet do debaty publicznej, tych sił, które próbują organizować ludzi pracy. Zwykłych obywateli, niezamożną większość. Istniejące i działające partie polityczne składają się z takich jak Ryszard Bugaj zwolenników „kapitalizmu demokratycznego”, czyli rządów pieniądza ukrytych pod płaszczykiem rzekomo demokratycznych gier i procedur.

Brak wiary w demokratyczny charakter panującego ustroju nie oznacza wszak, że nie należy uczestniczyć w wyborach lub że lepszą drogą do zmiany tego systemu jest oparta na przemocy mobilizacja mas. Istnieje bowiem możliwość, że owe masy zorganizują się przeciw rządzącej oligarchii (elicie pieniądza) i je przegłosują. Aby to jednak było możliwe i sensowne, lewica musi postawić sobie cele ustrojowe, nie tylko reformy sprowadzone do tego, co kiedyś Janusz Palikot, ekscentryczny milioner, nazwał „korektą kapitalizmu”. Niesprawiedliwy podział dochodu prowadzący do absurdalnego rozwarstwienia dochodowego i majątkowego można powstrzymać tylko dokonując przemiany społecznej, która zrewolucjonizuje stosunki pracy. Bo właśnie na etapie wypłacania wynagrodzeń za pracę dokonuje się największa grabież owoców pracy. Korygowanie tego na etapie redystrybucji budżetowej niewiele tu może pomóc, bo zagarnięte w procesie pierwotnego podziału kapitału fortuny (na płace i zyski) pozwalają deformować, wypaczać proces demokratyczny sprawiając, że to inwestorzy, a nie wyborcy, uzyskują korzystne dla siebie decyzje władzy ustawodawczej i wykonawczej. Chodzi o to, żeby ludzie pracy zamiast wciąż walczyć z państwem, które jak pisali klasycy „jest komitetem wykonawczym interesów klas posiadających”, zdołali przejąć państwo i w sposób demokratyczny podporządkować sobie kapitał.

Taki projekt „przemiany społecznej” musi być jednak uświadomiony przez zrewoltowane masy, a nie tylko przez jakąś polityczną awangardę. Bo tylko zmiana masowej świadomości, zrozumienie wspólnego interesu ludzi pracy, doprowadzi do tego, że owa przemiana okaże się trwała i cieszyć się będzie stabilnym poparciem większości obywateli, wyborców.

Redagowała:

Natalia Rojek

Źródło grafiki:

https://paratic.com

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

felietony

felietony

felietony