Data:2017-10-14
Wyświetleń:652

Wywiad: Ten system opiera się na lojalności
Wojciech Łobodziński

Przeprowadziłem ten wywiad dzięki pomocy Martyny Równiak w „Samodzielnym Publicznym Dziecięcym Szpitalu Klinicznym”, dnia siódmego października 2017 roku, w trakcie protestu głodowego lekarek i lekarzy.

Wojciech Łobodziński: Jak się nazywasz i czym się zajmujesz?

Kaja Filaczyńska: Nazywam się Kaja Filaczyńska, jestem na trzecim roku rezydentury z endokrynologii, czyli w połowie, pracuję w Opolu.

WŁ: W jaki sposób się tu znalazłaś, co Cię motywowało?

KF: Przyjechałam tutaj, na miejsce protestu, bo miałam kurs w Warszawie. Nie planowałam zostać ani dołączyć do głodówki. Działałam w innym sposób, tak jak mogłam, żeby pomóc. Natomiast gdy spędziłam tutaj kilka godzin, porozmawiałam z ludźmi i poznałam tutejszą atmosferę, to poczułam, że to jest bardzo ważny protest. Że to jest mój protest i że chcę zrobić jak najwięcej – wszystko, co mogę. Przełożyłam pracę i przyjechałam, żeby zostać na dłużej.

WŁ: Dlaczego stwierdziłaś, że to Twój protest? Co takiego się wydarzyło?

KF: Jestem zaangażowana w działania Porozumienia Rezydentów od początku. Natomiast ze względu na odległość – byłam w Opolu, a większość działań miało miejsce w Warszawie – nie było to dla mnie tak emocjonalnie ważne. Tutaj jednak panuje bardzo specyficzna atmosfera. Gdy ludzie słabną, tracą siły, fizycznie czują się trochę gorzej, to wszystko schodzi na dalszy plan ze względu właśnie na atmosferę. Przychodzą tu studenci, stażyści, profesorowie, inni lekarze czy pacjenci, wczoraj byli tutaj protestujący głodowo z Dobrzenia Wielkiego… Wszyscy okazują nam wsparcie i solidarność. Mówią, że to jest ważne, a zdjęcia spływają z całego kraju. Więc gdy tu przyszłam, poczułam, że jeśli mogę zrobić coś więcej, to po prostu chcę to zrobić.

WŁ: Czyli sądzisz, że solidarność społeczeństwa względem tego protestu jest spora?

KF: Uważam, że jest coraz większa. Obserwuję konto Porozumienia Rezydentów na Twitterze, gdzie jest coraz więcej dyskusji wśród pacjentów. Bardzo duża część to pozytywne komentarze. Wiele pacjentów i pacjentek mówi, że popierają protest ze względów egoistycznych, bo potrzebują dobrej ochrony zdrowia, bo zasługują na nią, bo mają już dość tych kolejek, tej bylejakości. Wraz z tym zaczyna się przebijać jednak przekaz, że w pierwszej kolejności chodzi nam o to, żeby w końcu to zdrowie było priorytetem. Minister Radziwiłł przyznał, chyba dwa dni temu, że zdrowie nie jest priorytetem i to jest jasne dla nas. Od wielu lat, w polityce ostatnich różnych kadencji, były i są bardzo niskie nakłady na ochronę zdrowia. Chcemy, wraz z pomocą wszystkich, którzy się z nami zgadzają, przekonać rządzących, żeby zdrowie wreszcie stało się najważniejsze. Uważam, że zapewnienie dobrej ochrony zdrowia dla wszystkich obywateli, to jest podstawowy obowiązek państwa. Co jest ważniejsze od tego, żeby ludzie żyli długo, szczęśliwie i nie chorowali? Dla mnie to jest ważniejsze niż słupki wzrostu gospodarczego i chciałabym, żeby nacisk w polityce został skierowany właśnie na to, na ludzi.

WŁ: A jak stan ochrony zdrowia wpływa na atmosferę w waszej pracy, zarówno wśród pracowników i pracownic, jak i pacjentów i pacjentek?

KF: W miejscach pracy jest nas za mało, przez co od rana pracujemy w stresie i w pośpiechu. Jest dużo pacjentów i wiemy, że jak się nie wyrobimy ze wszystkim, to zostaniemy po godzinach. Bardzo często pojawiają się sytuacje, że na przykład ktoś zachoruje i już rozpada się grafik dyżurowy, więc pojawia się presja, że ktoś ten dyżur musi wziąć. To jest nasz obowiązek względem pacjentów, bo jeśli ktoś nie weźmie tego dyżuru, jeśli ja nie wezmę dyżuru i nie zostanę popołudniu, to wtedy albo pacjenci zostaną bez opieki, albo mój kolega lub koleżanka z zespołu będą musieli wziąć mój dyżur, albo zostaną sami. Taka lojalność względem kolegów, koleżanek i pacjentów to jest coś, na czym ten system opiera się od lat. Działa on dzięki strasznemu wyzyskowi, dzięki lojalności pielęgniarek, ratowników, ratowniczek, lekarzy i lekarek. Po prostu wiemy, że gdyby nas tam nie było, to pacjenci zostaną bez opieki.

WŁ: Jak to wpływa na wasze tak zwane życie prywatne?

KF: Po pierwsze zostaje na nie mniej czasu. Po drugie, ze względu na system pracy, bardzo różne godziny, weekendy, noce, to jednak też wymaga to większej regeneracji, większej ilości odpoczynku. Gdy wychodzimy z pracy po całym dniu czy dyżurze, jesteśmy zmęczeni i raczej nie mamy już sił i czasu na nic. Wymaga to bardzo dużej motywacji. Nie ma prawie możliwości, aby robić coś poza pracą, by mieć hobby, spędzić czas z rodziną. Naszym marzeniem i celem tego protestu jest właśnie to, aby pracownicy służby zdrowia też mieli szansę na odpoczynek. Również dlatego, że zmęczony pracownik ochrony zdrowia, pracujący trzydziestą godzinę, dużo łatwiej może popełnić błąd. Obecna sytuacja jest więc niebezpieczna dla pacjentów. Jeśli chodzi o dane statystyczne, to mówią one, że wśród zawodów medycznych, we wszystkich grupach wiekowych, jest bardzo duży odsetek zaburzeń psychicznych. Są to zawody, gdzie jest ogromny odsetek uzależnień i samobójstw, bo my też jesteśmy ludźmi. Rządzący od wielu lat traktują nas jak nadludzi. Bo my jesteśmy grupą ludzi z „powołaniem”, chcemy pomagać ludziom, od tego jesteśmy. Kierowcy tirów mają tachometry – my ich nie mamy. Minister Radziwiłł powiedział, że lepiej mieć lekarza zmęczonego niż żadnego. A my też jesteśmy ludźmi. Chcemy wykonywać swoją pracę dobrze. Są takie dni, gdy pacjentów jest mniej, mamy wtedy na wszystko więcej czasu. Wtedy to potrafi być bardzo satysfakcjonująca i spełniająca praca. Jednak w warunkach, w jakich zwykle ją wykonujemy, to jest praca, która nas wyniszcza. To zderzenie z rzeczywistością boli. Wiemy, jakby mogło być i chcemy właśnie takiej opieki zdrowotnej. Najlepszej i dla naszych pacjentów i dla nas.

WŁ: Cały proces wyniszczania przez pracę jest procesem wyizolowanym, czy jednak lekarze i lekarki, jak i inne grupy personelu medycznego, przeżywają to wspólnie? Mam na myśli to, czy jest to wspólnotowe przeżycie, czy raczej powoli każda jednostka przeżywa to sama i wypala się?

KF: Raczej dzieje się tak w naszym gronie. Nie wiem, jak to wygląda pokoleniowo, ale mam wrażenie, że wśród młodych lekarzy, wśród pokolenia dwudziesto-trzydziestolatków, w różnych grupach zawodowych, królują już inne priorytety. Nam zależy na tym, aby odnaleźć równowagę między pracą i życiem osobistym, dlatego w naszym pokoleniu często o tym rozmawiamy. Stąd się wziął ruch Porozumienia Rezydentów: z tego, że każdy osobno przeżywał swoje frustracje, że zaczęliśmy rozmawiać i dowiedzieliśmy się, że mamy bardzo podobne problemy, podobne odczucia i widzimy rozwiązania w podobny sposób. Pomimo bardzo różnych poglądów politycznych! Tutaj większość ma podobne potrzeby. Zawiązało się też Porozumienie Zawodów Medycznych, co jest historycznym wydarzenie, bo do tej pory wszystkie zawody medyczne operowały osobno, próbowały wyrwać tylko swoje, co też było na rękę rządzącym, wedle zasady „dziel i rządź”. Teraz mamy kilkanaście związków zawodowych, reprezentujących wszystkich pracowników ochrony zdrowia, które uznały, że skuteczna naprawa systemu, wymuszenie działań na rządzących, to musi być działanie wspólne. Dlatego ten protest jest popierany przez wszystkie zawody medyczne. Mamy tutaj ze sobą psychologów przez cały czas, ratownicy i pielęgniarki są w gotowości, jak tylko czegoś potrzebujemy. Jest to bardzo cenne, bo wiemy, że nie jesteśmy sami. Zwłaszcza, że inne zawody medyczne mają bardzo podobne problemy. Ich też jest za mało. Brakuje nam kadr medycznych właściwie każdej profesji. Jeśli chodzi o pielęgniarki i pielęgniarzy, to tutaj średnia wieku przekroczyła już 50 lat. Bardzo wiele absolwentek i absolwentów pielęgniarstwa w ogóle nie podejmuje pracy w zawodzie, bo już w trakcie studiów są rekrutowani do wyjazdów za granicę. W związku z obniżeniem wieku emerytalnego są szacunki, że nawet kilkanaście czy dwadzieścia procent pielęgniarek i pielęgniarzy może odejść na emeryturę. Jeśli chodzi o warunki pracy, naszą codzienność, to jesteśmy zespołem i pracujemy wszyscy razem. W momencie, kiedy w ciągu dnia mamy na 20 pacjentów tylko jedną pielęgniarkę, to wszystko idzie gorzej, bo trzeba coś zrobić szybko, trzeba zareagować. Gdy jesteśmy przy jednym pacjencie, trzymamy kciuki, by innym nic się nie stało. Nie ma szans, aby być w dwóch miejscach równocześnie, aby wszystkim zapewnić opiekę. Jeśli jedna pielęgniarka jest zestresowana, biega nerwowo, to jest gorsza atmosfera. Wśród ratowników z kolei królują śmieciówki i kontrakty. Ratownicy są jednoosobową działalnością gospodarczą, więc w jednej karetce jest trzech prezesów – taki żart krąży. Tak że to są problemy, które łączą nas wszystkich i Porozumienie Zawodów Medycznych. Bez udziału w walce jednej z medycznych grup zawodowych, bez dobrych warunków pracy dla wszystkich, kompleksowa zmiana nie nastąpi.

WŁ: Jakie widzisz prognozy wydarzeń, co się stanie jeśli? Jest dużo możliwości. Jeśli protest głodowy zostanie zignorowany? Albo jeśli jakaś część postulatów zostanie przyjęta itd. Co dalej?

KF: Najtrudniejsza będzie dla nas sytuacja, jeśli nie uda się nam nic uzyskać. Od dwóch lat wszelkie działania eskalowały, ale naszym głównym celem było to, żeby nie odchodzić od łóżek pacjentów. Natomiast ostateczną formą protestu byłoby odejście od łóżek i strajk generalny w ochronie zdrowia. Mamy jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie.

WŁ: Jest w ogóle taki pomysł? Na strajk generalny?

KF: Porozumienie Zawodów Medycznych powołało komitet protestacyjny, zaraz przed naszym protestem głodowym, i są takie rozmowy, są takie przymiarki. Na pewno nie byłoby to zaraz po proteście głodowym, bo jest to bardzo duże przedsięwzięcie, wymagające organizacji. Natomiast wydaje się, że doszliśmy do takiego momentu, że jeśli chodzi o kadry i zasoby, to stoimy przed ścianą. Dalszym wyzyskiwaniem pracowników ochrony zdrowia grozimy sobie kompletnym rozsypaniem się jej struktur. Jest takie porównanie, że jesteśmy jak zszywki, które trzymają rozdzierający się materiał. Zszywki zaczynają strzelać. Ten protest jest wymierzony w ten rząd, ale nie tylko. To są zaniedbania długoletnie, wielu rządów, wielu kadencji. Po prostu już dłużej nie możemy.

Martyna Równiak: Jak uważasz, co trzeba zrobić, aby nie dać się na przetrzymanie? Gdy się patrzy na strategię, jaką ma rząd wobec w ogóle jakichkolwiek grup protestujących, to jednak widać próby przetrzymywania, próby często udane. W ten sposób można spojrzeć na ruch walczący o prawa kobiet. Wzięcie nas na przetrzymanie dało pewien efekt, ponieważ coraz mniej osób jest zaangażowanych w protesty. Co zrobić, by zminimalizować tę strategię? By jednak coś ugrać?

KF: Obóz rządzący jest w o tyle trudnej sytuacji, że zaczyna dostrzegać rosnące kolejki. Nie tylko my o tym mówimy. Wszyscy mają serdecznie dość, więc nawet jeśli rządzący zignorują nasz protest, to wszystko i tak prędzej czy później się rozsypie. Mam nadzieję jednak, że widmo strajku generalnego w ochronie zdrowia będzie motywacją, żeby temu zapobiec i wyjść nam naprzeciw. My jesteśmy gotowi do rozmów, gotowi na ustępstwa. Naszym najważniejszym postulatem jest wzrost nakładów pieniężnych na ochronę zdrowia. Tak że pole manewru istnieje! Teraz piłka jest po ich stronie.

WŁ: Ale jeśli wezmą was na przetrzymanie, to powiększycie swój zestaw żądań? Czy w momencie strajku generalnego będziecie już walczyć o coś więcej, czy pozostaniecie przy obecnym pakiecie żądań?

KF: Na pewno podstawą zawsze będzie wzrost nakładów na ochronę zdrowia.

WŁ: Zawsze można zwiększyć na przykład nacisk na nakłady, zwiększyć ich liczbę itd.

KF: Sądzę, że inaczej mogą się zmienić postulaty. W momencie, kiedy wybuchnie strajk generalny to będzie strajk różnych grup zawodowych. Więc sądzę, że do tego pakietu postulatów mogą dojść żądania innych: na przykład związki zawodowe pielęgniarek od dawna upominają się o normy zatrudnienia w ochronie zdrowia, żeby był minimalny bezpieczny poziom pielęgniarek, które musza być na oddziale. Protest ratowników, który był na wiosnę, upominał się o upaństwowienie ratownictwa, żeby to była służba na zasadzie straży pożarnej. To jest na tyle ważna działka, że nie powinno to tak wyglądać.

WŁ: To prawda, że jeśli ratownik zostanie pobity, to jest inaczej traktowany niż policjant czy strażak?

KF: Tak, a to właśnie ratownicy są często narażeni na agresję. Są zawsze pierwsi w różnych miejscach, wyjeżdżają w teren. Często mają do czynienia z osobami, które są agresywne, są pod wpływem leków, choroby, różnie bywa. Nie mają oni ochrony. Co więcej, jeśli doznają jakiegoś urazu w pracy, no to w związku z tym, że są na śmieciówce, nie mogą nawet pójść na zwolnienie lekarskie i skorzystać z odpoczynku.

WŁ: Czyli możliwość tego strajku masowego jest realna?

KF: To jest ostateczna opcja, ale mamy nadzieję, że do tego nie dojdzie. Są na ten temat rozmowy. Czas pokaże.

Redagowała:

Natalia Rojek

Źródło zdjęcia:

Michał Dyjuk / www.poranny.pl

Losowe Artykuły

teksty historyczne

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

felietony