Data:2017-02-20
Wyświetleń:1748

Feminizm, reprodukcja i komunizm
Morgane Merteuil

Poniżej jeden z wywiadów przeprowadzonych w trakcie konferencji na temat komunizmu (18-22 stycznia 2017), do których mamy dostęp dzięki współpracy z Viewpoint Magazine.

Federica Giardani: W ciągu swojego życia byłaś prostytutką uzwiązkowioną w STRASS (Syndicat du Travail Sexuel) oraz agitującą przeciw kampaniom na rzecz zniesienia prostytucji. W jaki sposób pracownicy seksualni znajdują swoje miejsce w analizowaniu, krytykowaniu i kreowaniu nowych możliwości?

Morgane Merteuil: Jako pracownica seksualna spotykałam się się z różnymi feministycznymi poglądami. Niektóre, jak sądzę, stygmatyzują każdego, kto nie odpowiada modelowi wyzwolonej kobiety, która dowolnie dysponuje pieniędzmi, seksualnością oraz sentymentami. Model ten nie jest jednak dostępny wszystkim. Co więcej, uzasadnia on rozróżnienie pomiędzy bardziej i mniej feministycznymi drogami. W związku z tym, praca seksualna ma rzekomo uderzać w poczucie godności, ponieważ polega ona na poddawaniu swej seksualności służbie innym. Zamiast tego uważam, że z punktu widzenia kobiety pracującej, godność mogłaby być konsekwencją pracy, która pozwala na wyżywienie rodziny, wychowanie swoich dzieci czy też po prostu korzystanie z środków do życia.

FG: To przede wszystkim feminizm państwowy wyraża wątpliwości w kwestii prostytucji. Czy związek z polityką społeczną jest ślepym zaułkiem?

MM: Nie powiedziałabym, że pole polityki społecznej musi zostać opuszczone. Może ono dawać możliwość: służyć za instrument feministycznego oporu. Fakt jest taki, że wiele rozwiązań polityczno-społecznych jest odpowiedzialnych za opresję kobiet. Jest zatem niezbędne konfrontowanie się z tymi wątpliwościami. Jednym z problemów powstałych po półwieczu intensywnych walk feministycznych jest fakt, że feminizm zrównany został raczej z polityką państwową niż zmieniony w szansę na transformację i wyzwanie wobec idei państwa kapitalistycznego. Tylko raz integracja kwestii feministycznej w swej najgorszej formie stworzyła nowy problem. Zdarzyło się to rok temu, a propos kwestii noszenia burek. Ci, którzy opowiedzieli się za usunięciem kobiet ze szkół, zrozumieli, że ich argumenty – niezależnie od intencji – zostały uwzględnione ze względu na powód, który oni sami uznawali za rasistowski. To wydarzenie daje nam wiele do myślenia. Feministki, które przez lata zachęcały do stygmatyzacji islamu w imię równości płci, powinny ponieść odpowiedzialność za swoje stanowisko.

FG: Jakie relacje widzisz pomiędzy powrotem narracji nacjonalistycznych oraz narracji skoncentrowanych na rodzinie nuklearnej oraz powstającym pytaniem na temat podziału pracy, pracy produktywnej i nieproduktywnej, a także podziale na obywateli i tych, którzy są deportowani?

MM: Nie znam dokładnie sytuacji we Włoszech, ale we Francji dyskurs na temat rodziny i migracji wydobywa sprzeczności neoliberalnego porządku, który zmierza w kierunku coraz większej prywatyzacji reprodukcji społecznej. Nie powiedziałabym, że we Francji rodzinna narracja jest rozproszona, chociaż ryzyko to istnieje. Myślę na przykład o możliwościach mobilizacyjnych sił reakcyjnych w kontekście inicjatywy "La Manif pour tours" (działającej przeciwko małżeństwom jednopłciowym) i o wpływie, jaki mogą one mieć na politykę społeczną, zwłaszcza, gdy mówimy o edukacji i prawach reprodukcyjnych. Niemniej jednak musimy pamiętać, że Francja ma znacznie większy wskaźnik urodzeń niż inne kraje europejskie. Wynik ten zawdzięcza imigrantkom. Dokładnie tym samym kobietom, na które spada ciężar polityki społecznej (opieka nad starszymi, dziećmi itd.). Jeśli więc zaniknąć ma płciowy podział pracy, to zaniknie on, ponieważ zastąpi go inny podział – płciowy i rasowy.

FG: Czerpiąc z twojego doświadczenia, w jaki sposób zjawisko przemocy seksualnej jest teraz obecne?

MM: Z doświadczenia prostytutki perspektywa na przemoc wobec kobiet artykułuje się sama. Kwestia ta nie jest przypisana tylko "męskiej opresji". Miejsce ma polityczna produkcja przemocy, której ofiarą może być pracownica seksualna. Nie jest to zagrożenie płynące z pewnych jednostek, "męskich opresantów", lecz konsekwencją drogi, którą podąża państwo definiując relacje władzy i dominacji, na przykład wtedy, kiedy mając na celu walkę z imigracją uznaje niektóre kobiety, niektóre pracownice za nielegalnych.

FG: Twoja analiza teraźniejszości podnosi tezy Latty Femministy (Mariarosa Dalla Costa, Alisa Del Re, Leopoldina Fortunati), które w latach siedemdziesiątych zapoczątkowały kampanię na rzecz płacy za prace domowe, wraz z nowszymi opracowaniami (Silvia Federici, Kathi Weeks, Cristina Morini). Czy osoby zajmujące się emancypacją warunków pracy i wyzwoleniem spod dominującego dyskursu tworzą dziś wspólny front?

MM: Myślenie to wywodzi się z analizy społecznej i ekonomicznej okresu powojennego. Niemniej jednak uważam za możliwe wykorzystanie go dzisiaj w kontekście neoliberalnym. Zostało to już ukazane w okresie, gdy produktywna praca została społecznie oddzielona od reprodukcyjnej, pozbawionej wynagrodzenia. Charakter tej ostatniej skutkował procesem akumulacji kapitału. Była to kwestia poddająca pod wątpliwość obie koncepcje, które naturalizowały "kobiece role" oraz ideę sfery prywatnej oddzielonej od kapitalistycznej dynamiki. Teraz neoliberalizm sprzyja podporządkowywaniu pojęć bardziej ogólnych tym bardziej ścisłym. Przykładem może być wtłoczenie sfery prywatnej w logikę produkcji poprzez normy elastyczności i prywatyzacji, którymi ona się posługuje. To sprawia, że samo podejmowanie tematu, ukonstytuowanego przez całe gromady dyskursów, jest produktywne. Temat ten zorientowany jest na wartości takie jak pragnienie, wolność i samorealizacja. Wydaje mi się ważne, by zrozumieć sprzeczności spowodowane przez kapitalizm w tematach, które skłaniają do przemyśleń wiele osób, na przykład w temacie dotyczącym tego o jaką emancypację walczymy. To znaczy, czy jest to kwestia emancypacji indywidualnej czy też ma ona na celu służenie masom.

FG: Korzystając ze swojego doświadczenia zaczerpniętego ze STRASS, podejmujesz dyskusję w zakresie wymagań ekonomicznych i żądań dotyczących zmiany prawa, lecz mówisz także o pracy politycznej mającej na celu powiększanie świadomości, tak indywidualnej jak i kolektywnej.

MM: Praca związku jest o tyle ważniejsza, że pracownicy seksualni są częściej wyizolowani z innych walk czy związkowych struktur, ponieważ organizowanie pracy w kontekście prohibcjonizmu prostytucji tworzy grunt dla wzrastania aspiracji indywidualistycznych jak i drobnomieszczańskich. Niezbędne jest promowanie rozwiązań, które sprzyjają zbiorowej emancypacji. Pierwszorzędnym żądaniem pracowników seksualnych nie jest tworzenie uregulowanych prawnie przestrzeni, lecz bezwarunkowa dekryminalizacja oraz otworzenie granic.

FG: Dla Ciebie praca seksualna stanowiła możliwość, aby walczyć z nowymi formami wyzysku i potępiać je. Podczas drugiego ogólnokrajowego protestu przeciwko przemocy 26 października data globalnego strajku kobiet została ustalona na 8 maja. Jak możemy sobie wyobrazić strajk w kontekście pracy od reprodukcyjnej do seksualnej, uczuciowej i innych pokrewnych?

MM: Ostatnio zastanawiałam się nad tym, co powinno być pierwszoplanowe w feministycznej walce. Narracja skupiona na "białym-bogatym-wyćwiczonym-heteryku" wydaje się nazbyt jałowa, aby nadać konkretną perspektywę ruchowi, gdy ten musi zajmować się rzeczami znacznie szerszymi niż sfera osobista. Ta ostatnia z pewnością korzysta z opresji kobiet, lecz przeczucie mówi mi, że opresja mogłaby istnieć i bez jej udziału. Faktem jest, że ujawniliśmy relacje wyzysku tam, gdzie narracja ta również pełni swoją rolę. Strajk kobiet może zatem stać się efektywnym instrumentem nadającym widoczność płciowemu podziałowi pracy, a także ukazującym niewidzialną dotychczas pracę kobiet. By osiągnąć istotną zmianę nadal musimy blokować wytwarzanie kapitalistycznych zysków. Taki strajk staje się trudny, ponieważ nie polega on tylko na powstrzymywaniu powstawania kolejnych dóbr, ale także na zaprzestaniu reprodukcji ludzi, która ostatnio została wciągnięta w logikę akumulacji kapitału. Sądzę więc, że bardziej efektywnym byłoby żądanie i wspieranie uspołeczniania pracy reprodukcyjnej, mając na uwadze podwójny cel: rewaloryzacji oraz pozwolenia na jej ponowne odkrycie.

Tłumaczył:

Wojciech Łobodziński

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

felietony

mikropolityka

felietony