Data:2017-10-19
Wyświetleń:26961

Yes, me too. Yes, all women
Julia Miniszewska | Natalia Rojek

Słowem wstępu: nie zastanawiaj się, proszę, czy mówi do Ciebie Julia czy Natalia. To może być też twoja siostra, która nigdy się do tego nie przyzna. Wiecznie sfrustrowana sąsiadka, która patrzy na ciebie spode łba lub miła pani od plastyki, o której fantazjowałeś. Yes, all women.

Na moim facebookowym wallu pojawił się post zatroskanego mężczyzny, ubolewającego nad niewiarygodnością akcji #metoo. Wiecie, nie był to post spod szyldu „same chciałyście”. Ten rozsądny człowiek zdaje sobie sprawę z problemu, jakim są przestępstwa seksualne. Po prostu nie widzi subtelnych niczym tkanina Arachne nici łączących napaść fizyczną z „usłyszeniem brutalnego fajna dupa”. Widzą je za to uczestniczki akcji, wobec czego tak, jak początkowo przeżywał szok i smutek spowodowany ogromem ofiar, tak teraz zwyczajnie nie ufa nikomu. Ot, moda na bycie ofiarą!

Może to właśnie ta pozorna racjonalność postującego sprawiła, że zechciałam mu odpowiedzieć. Rebecca Solnit napisała: „Mamy skłonność do traktowania przemocy i nadużyć władzy tak, jak gdyby można było ich przejawy przyporządkowywać do osobnych, jasno określonych kategorii: molestowanie, zastraszanie, groźby, bicie, gwałt, morderstwo. Jednak kiedy tak o tym mówię, uświadamiam sobie z całą jasnością ciągłość, jaka istnieje między poszczególnymi zjawiskami z tej listy, i widzę, że opowiadam o równi pochyłej”*. Gdzieś na samym początku tej listy są zachowania dnia codziennego, do których jesteśmy przyzwyczajone i przyzwyczajeni. Zaczepka nieznajomego na przystanku tramwajowym czy partner, który pomimo dwukrotnej odmowy seksu pyta: „A może chociaż zrobiłabyś mi loda?”. W całej tej sytuacji jest jeden, zasadniczy problem. Nie możemy pozwolić sobie na odgórne założenie: każdy facet, który dopuszcza się patriarchalnego zachowania wobec dziewczyn to potencjalny kat, którego powinno się skazywać na co najmniej odosobnienie. Ci faceci to nasi czuli tatusiowie, najukochańsi narzeczeni i zabawni kumple, z którymi uwielbiamy chodzić na piwo. A jednak. Czasem nas krzywdzą.

Zacznijmy od tego, że rzeczywiście – napaść fizyczna, a komentarz obleśnego konesera kobiecych ciał, który nawet nie rusza spod sklepu, gdy ty przychodzisz kilka metrów dalej, nie jest tym samym. Wyobraź sobie jednak, drogi mężczyzno, że masz jedenaście lat i codziennie wracając ze szkoły przechodzisz przez tory. Krzaki, w których zawsze ktoś może się kryć; schody, z których łatwiej spaść niż z nich zejść; pociągi z węglem, które na dobre kilka minut uniemożliwiają ucieczkę. A ty modlisz się, żeby dziś nie czaili się tam pijani dwudziesto-trzydziestolatkowie, ucieleśniający całą patologię twojego osiedla. Rechoczący na twój widok i proponujący seks, o którym właściwie nic nie wiesz. Czasem idący za tobą. Albo po prostu mówiący: „Ej, mała, fajne cyce ci rosną”.

Nie zgwałcili. Nawet nie dotknęli. Do tej pory boję się chodzić sama po moim rodzinnym osiedlu i niemal nigdy tego nie robię, chociaż w Krakowie nie mam problemu z samotnymi spacerami w środku nocy.

Oczywiście nigdy nie powiedziałam rodzicom, że dużo starsi bracia mojego kolegi z klasy namawiają mnie na wspólną „zabawę”. Bałam się, że w efekcie nie będę mogła wychodzić z domu, a poza tym to była jednak niesławna rodzina. Po co mój tata miałby szukać z nimi konfliktu? Bałabym się jeszcze bardziej.

Albo wyobraź sobie, że idziesz do szkoły. Jesteś pochłonięty swoimi sprawami. Nie wysyłasz żadnych sygnałów, mówiących o tym, że masz ochotę na poznanie kogoś czy komentowanie twojego wyglądu. Czy czujesz zadowolenie, kiedy myśląc o trudnej kartkówce z matmy, słyszysz nagle, że słodko ci w tym sweterku? Czy czujesz się bezpiecznie, gdy ktoś zachodzi ci drogę i puszcza oko? Gdy gwizd wyrywa cię z zamyślenia? Co byś zrobił, gdyby w uwielbianej przez ciebie pracy przełożony postanowił zaproponować ci wspólne wyjście albo zaczął cię dotykać, podczas gdy twoja pozycja tam zależy tylko od niego?

Poza tym warto pamiętać, że deklarowana lewicowość wcale nie implikuje wrażliwości. Pan, który zaczyna wątpić w wiarygodność ofiar, mógłby sobie uświadomić, że nie wymyślamy tego dla zabawy ani w celu odegrania się. Chcemy się po prostu czuć bezpiecznie. Przez tak wiele lat wmawiano nam, że nie znamy się na żartach, że wymyślamy, że nie mogłyśmy się tak czuć. Nierzadko udaje się nam w to uwierzyć, w związku z czym odpuszczamy nawet gwałcicielom. Bo pewnie go zmyliłyśmy. A liczba jego ofiar rośnie... Mnóstwo moich znajomych „z bańki” przyznaje, że dopiero ta akcja uświadomiła im, przez co przechodzimy i są przerażeni tym, ile krzywd sami mogli nieświadomie wyrządzić. Dosłownie chwilę temu powstała kontrakcja #itwasme. Wystarczyło o tym głośno powiedzieć. Bo to milczenie napędziło ten krąg przemocy! Nawet czuły partner, który towarzyszy ci na czarnym proteście, może cię zgwałcić, o czym sama się przekonałam.

Mogłabym bardzo długo opowiadać o tym, kto i w jaki sposób nie uszanował moich granic. Dzieje się to odkąd zaczęłam dojrzewać, a zaczęłam stosunkowo wcześnie. Mogłabym to zrobić, ale dopiero teraz, chociaż zawsze czułam dumę, że moja świadomość polityczna zaczęła kwitnąć w wyjątkowo młodym wieku. Niestety, pomimo wieloletniego słuchania zaangażowanego punk rocka i lewicowego aktywizmu, dopiero w tamtym roku uświadomiłam sobie, że to, jak traktuje mnie duża grupa mężczyzn, wcale nie jest tym, czego powinnam od nich oczekiwać. Niestety, kwestią dopiero ostatniego miesiąca jest odkrycie, że przełamanie milczenia daje siłę, której nigdy bym się nie spodziewała, a także odkrycie, że siostrzeństwo to nie jest tylko modny w środowisku frazes. Większość kobiet nie miała jeszcze tego szczęścia.

Zasadniczo chodzi mi jednak o podkreślenie wspominanej już relacji pomiędzy słowem, a czynem. Pomiędzy zaczepką, komentarzem, niechcianym „komplementem”, a naruszeniem nietykalności cielesnej. Otóż zarówno jedno, jak i drugie jest atakiem na prawo do samostanowienia jednostki i jej cielesną integralność. Pierwsze uprawomocnia drugie. Nie jest niewinną rozrywką znudzonych mężczyzn, lecz codziennym doświadczeniem niemal każdej kobiety i dziewczynki. Czymś, co przypomina nam o tym, że cały czas jesteśmy oceniane przez pryzmat naszego wyglądu, a co gorsza, że obce osoby roszczą sobie prawa do naszej seksualności. Czymś, co wiele z nas po prostu ignoruje, ale też czymś, co każe nam się zastanawiać, czy koneser zrobi krok więcej, czy miłościwie pozostanie przy ocenie słownej. Nieważne, ile mamy lat. Czym jest zmuszanie słabszej od siebie do bania się o swoje bezpieczeństwo, jeśli nie przemocą?

Nam niemal nigdy nie dawano przyzwolenia na manifestowanie potrzeb – często nie mogłyśmy ich nawet wykształcić, bo nasza rola miała polegać na dostosowywaniu się do cudzych oczekiwań. Począwszy od siedzenia prosto, podczas gdy chłopcy „muszą sobie trochę pokopać i poszaleć”, poprzez zniechęcanie nas do zabierania głosu i zmuszanie do obserwowania, z jaką uwagą słucha się naszych kolegów (mimo że wcale nie byli lepsi merytorycznie, z automatu przypisywano im pozycję liderów), aż do wytresowania nas jako posiadaczek ciała, którym my same nie możemy zarządzać. Temu pewnie też jesteśmy winne, prawda? Przecież Bartuś ciągnie cię za warkoczyk, bo jesteś ładną dziewczynką. Przecież gdybyś nie miała fajnej dupy, to Tomek by cię po niej nie klepał**.

Mocna teza przywoływanej już Rebeki Solnit, wyróżniona na tyle bardzo ważnego, wydanego w tym roku zbioru esejów pt. „Mężczyźni objaśniają mi świat”, brzmi następująco: „Przemoc zaczyna się od przyjęcia założenia, które brzmi: mam prawo cię kontrolować”. To nie tylko przemoc mężczyzn w stosunku do kobiet, ale także przemoc państwa w stosunku do obywateli_ek, zinstytucjonalizowanej religii w stosunku do wiernych czy dorosłych w stosunku do dzieci. Kobiet w stosunku do mężczyzn również. Jednak teraz jest mowa o nas. Z powodów dla mnie osobistych, z powodu skali zjawiska. To nieistotne. Uciszanie pokrzywdzonych, ponieważ nie są jedyną cierpiącą grupą, jest postępkiem wyjątkowo okrutnym. Nie próbujcie więc zbijać, proszę, naszych historii argumentami o dzielnych ojcach dyskryminowanych w sądach rodzinnych. Są tacy i to niedopuszczalne. Trzeba z tym walczyć na poziomie systemowym. Z kolei na poziomie ludzkim niedopuszczalne jest uciszanie ofiar. Powiedziałabym więcej: niezachęcanie ich do mówienia, w tym już tkwi wina. Czasu nie da się cofnąć, ale jeśli przestaniecie negować nasze słowa, świat zmieni się dla nas wszystkich.

*Rebecca Solnit, „Mężczyźni objaśniają mi świat”, tłum. Anna Dzierzgowska, wyd. Karakter, Kraków 2017, s. 150-151.

**Fantastyczny tekst bardzo mądrej mamy na ten temat możecie przeczytać po kliknięciu!

Źródło grafiki:

https://www.instagram.com/thaaks.i/

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne