Data:2017-02-18
Wyświetleń:760

Z kim i o co walczą operatorzy?
Florian Nowicki

Obecnie najważniejszą spra­wą, którą zajmuje się nasza Ko­misja, jest walka o przywrócenie rozporządzenia o transporcie bli­skim, które kilka lat temu „zniknę­ło” z polskiego prawa. Chodzi nam przy tym nie tyle o przywrócenie dokładnie tego, co obowiązywa­ło wcześniej, ile o przeforsowanie nowego projektu, zachowującego to, co było słuszne w rozporządze­niu z 1954 roku, ale uwzględnia­jącego też pewne nowe problemy.

Walcząc o przeforsowanie nowego projektu rozporządzenia reprezentujemy interesy nie tylko na­szej grupy zawodowej, lecz praktycznie całej budowlanej klasy robotniczej. Walcząc o cywilizowa­ne warunki pracy operatora, walczy­my o cywilizowane warunki pracy wszystkich grup zawodowych, któ­rych praca zazębia się z pracą opera­tora żurawia. Presja na podkręcanie tempa i wydłużanie czasu pracy na budowach bez względu na wymogi bezpieczeństwa i zmęczenie „mate­riału ludzkiego” dotyka w równym stopniu wszystkich grup pracow­ników budowlanki. Przeciwstawia­jąc się tej presji w jednym punkcie, osłabiamy ją w pozostałych. Do tego właśnie ma nam posłużyć roz­porządzenie o transporcie bliskim. W tej walce operato­rzy mają naprzeciwko sie­bie aż trzy grupy kapitalistów. Interesy tych trzech grup nie są ze sobą całkowicie tożsame. In­nymi słowy, nie każdy nasz postulat uderza z tą samą siłą w każdą z tych grup. A to daje nam pewną siłę.

Pierwsza grupa kapitalistów to nasi bezpośredni pracodawcy, czyli tzw. pośrednicy. Pośrednicy to grupa stosunkowo nowa. Wielu z nas pamięta całkiem nie tak dawne czasy, kiedy ich nie było. Pośredni­cy zajmują się zapewnianiem obsady operatorskiej żurawi, które do nich nie należą. Jedyny kapitał pośred­nika to kontakty do operatorów i układy z właścicielami żurawi (czyli firmami wypożyczającymi żurawie firmom wykonawczym na konkretne budowy). Jego „misja” polega na do­pilnowaniu, by na każdym przydzie­lonym mu żurawiu każdego dnia był operator (a przynajmniej człowiek posiadający uprawnienia operato­ra). Nic więcej go nie interesuje. Za pośrednictwo dostaje od właściciela żurawia kwotę, której część prze­znacza na wypłaty dla operatorów, a część – chowa do kieszeni jako swój zysk. Jeżeli na przydzielonym mu żurawiu któregoś dnia zabrak­nie operatora, pośrednik płaci karę. Pośrednika interesuje wyłącznie różnica między kwotą otrzymaną od właściciela żurawia za zapewnienie obsady operatorskiej na konkret­nych żurawiach, a sumą wypłat dla operatorów. Jest więc zainteresowa­ny tym, by właściciele żurawi płacili jak najwięcej za obsługę operator­ską i tym, by stawki operatorów były jak najniższe. Wszystkie po­zostałe sprawy (BHP na budowach, jakość pracy operatora, stan tech­niczny żurawia) są mu obojętne.

Druga grupa kapitalistów to właściciele żurawi. Wypoży­czają oni żurawie generalnym wy­konawcom konkretnych budów – zazwyczaj wraz z obsługą opera­torską, której „ogarnianie” zle­cają pośrednikom (dla uprosz­czenia pomijamy już kwestię obsługi konserwatorskiej). Od gene­ralnych wykonawców otrzymują więc opłaty zarówno za samo wypożycze­nie żurawia, jak i za zapewnienie ob­sługi operatorskiej (część tej drugiej opłaty trafia następnie do pośredni­ków). Ponieważ używane na budo­wach żurawie stanowią ich własność, powinni być oni zainteresowani bez­piecznymi warunkami ich eksploata­cji – a więc, pośrednio, przestrzega­niem na budowach niektórych zasad BHP. Tak przynajmniej powinno być w teorii. Praktyka jest bowiem taka, że bardzo często dyscyplinu­ją oni operatorów, by godzili się na wszystko (dbają bowiem o dobre układy z firmami wykonawczymi).

I wreszcie grupa trzecia – ge­neralni wykonawcy. Generalni wy­konawcy są zainteresowani przede wszystkim jak najszybszym zakoń­czeniem budowy jak najniższym kosztem. Dyscyplinują więc wszyst­kie budowlane grupy pracownicze do jak najszybszego wykonywania powierzonych im prac. Dyscyplinu­ją również operatorów, by pra­cowali jak najintensywniej, by nie przerywali pracy w niekorzystnych warunkach atmosferycznych (silny wiatr) itd. Kierownik budowy jest za­wsze strażnikiem interesów general­nego wykonawcy. Dyscyplinuje więc cieśli i zbrojarzy, by niezależnie od warunków wykonali dzienny plan zbrojenia, szalowania i betonowa­nia. Hakowi cieśli i zbrojarzy (osoby podpinające ładunki, które w prak­tyce są zarazem sygnalistami, czyli osobami komunikującymi z opera­torem żurawia i kierującymi jego pracą), dyscyplinowani przez kie­rownika, sami dyscyplinują z kolei operatorów, by jeździli jak najszybciej.

Wykonawcy powin­ni być zatem największymi prze­ciwnikami zasad BHP i jakichkol­wiek regulacji prawnych, których ewentualne przestrzeganie mo­głoby spowalniać tempo pracy na budowach. Na szczęście istnieje od tej reguły wyjątek, a mianowicie firmy zrzeszone w Porozumieniu dla Bezpieczeństwa w Budownic­twie. Oczywiście, to, że dana firma deklaruje słuszną politykę w kwe­stiach bezpieczeństwa nie ozna­cza automatycznie, że na każdej jej budowie wszystko odbywa się tak jak powinno. Sprawy bezpieczeń­stwa muszą być zatem przedmiotem stałego monitoringu związkowe­go, prowadzonego najlepiej przy współpracy ze środo­wiskiem BHP-owskim. Sytuacja jest więc mocno pogmatwana.

Walcząc o interesy naszej grupy zawodowej (w znacznym stopniu pokrywające się z intere­sami innych grup pracowniczych branży budowlanej), w przypadku każdego poszczególnego postulatu uderzamy w interes innej grupy ka­pitalistów (bądź innej ich koalicji).

Jeżeli chodzi o kwestie pła­cowe, naszymi bezpośrednimi an­tagonistami są pośrednicy jako ci, którzy żerują na opłatach za obsłu­gę operatorską, uszczuplając bez­pośrednio nasze zarobki. Najlepiej by było, gdyby w ogóle nie istnieli – część operatorów omija zresztą pośredników, zakładając operator­skie spółdzielnie albo zatrudnia­jąc się bezpośrednio u właścicieli żurawi, a niekiedy nawet w firmach wykonawczych. Są to jednak obec­nie przypadki rzadkie. Większość operatorów pracuje dla pośredni­ków. Nasze płace nie zależą jednak wyłącznie od ich widzimisię. Pula do podziału między pośrednika a operatora zależy od właścicieli żurawi, a w ostatecznym rachunku – od generalnych wyko­nawców, płacących za żuraw z ludz­ką „wkładką” (czyli obsługą opera­torską). Konflikt płacowy jest zatem konfliktem operatorów z wszyst­kimi trzema grupami kapitalistów.

W kwestiach BHP naszym głównym przeciwnikiem są firmy wykonawcze, dążące zawsze do pod­kręcania tempa pracy na budowach. Nie dotyczy to firm zrzeszonych w Porozumieniu dla Bezpieczeństwa w Budownictwie, które prawdopodobnie poprą pro­ponowane przez nas rozwiązania w tym zakresie. Właściciele żurawi i pośrednicy nie mają powodów, by blokować regulacje zwiększające bezpieczeństwo i komfort pracy. Jednym z naszych kluczowych postulatów jest 8-godzinny dzień pracy. Dążymy do tego, by zapis o 8-godzinnym dniu pracy zna­lazł się w nowym rozporządzeniu. Obecnie, jeśli pominąć nieliczne chlubne wyjątki, minimalny czas pracy operatora to 10 godzin. Wie­lu operatorów uznaje 10 godzin za „normalny” czas pracy. Spora gru­pa uznaje niestety za „normalne” wydłużanie tego czasu do 12, 13, 14, a nawet większej liczby godzin. Operatorzy przyzwyczaili się też do tego, że zaczynając pracę rano nigdy nie wiedzą, „do której się dzisiaj zej­dzie”. Granice tego, co „normalne” przesuwają się z pokolenia na poko­lenie, a nawet z roku na rok. 30 lat temu jedyną normą było 8 godzin. Młodsze pokolenia operatorów nie pamiętają oczywiście tych czasów. Wielu operatorom nawet postulat 10-godzinnego dnia pracy może wydawać się utopijny (czy wręcz szkodliwy). Nasza Komisja będzie jednak obstawać przy 8-godzinnym dniu pracy. Jego wprowadzenie musi spowodować upowszechnie­nie na budowach zmianowego sys­temu pracy. Grupą kapitalistów, w którą 8-godzinny dzień pracy uderzy najsilniej i najbardziej bez­pośrednio, są pośrednicy. Ustale­nie odpowiednich grafików pracy operatorów – przy „płynnym” czasie pracy na budowie jako takiej – będzie dla nich wyzwaniem. Prawdopodob­nie kosztownym. Będzie to bowiem oznaczać wzrost stawek godzino­wych dla operatorów. Pośrednicy będą więc dążyć do przerzucenia tych kosztów na właścicieli żurawi i wykonawców. Ale to już nie nasz problem!

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

felietony

mikropolityka

Coś jest źle

felietony