Data:2017-10-29
Wyświetleń:1652

Porzućmy heroizm!
Natalia Rojek

Myśląc o kobiecej reprezentacji na scenie politycznej, niezależnie od szczebla tejże, nie sposób pominąć kwestię tak zwanego drugiego etatu. Rola kulturowa, która została przypisana kobietom w naszym społeczeństwie, wymaga od nich zajęcia się w pierwszej kolejności domem i dziećmi – to praca odpłatna, podjęta z przymusu lub ambicji, chociaż krzywdząco uważana za tę właściwą (za wychowywanie dzieci nie dostaje się pensji, nie ma co liczyć również na ubezpieczenie, chorobowe czy emeryturę), ewentualnie może ucierpieć, być traktowana po macoszemu (oczywiście do momentu, w którym nie zostanie się z tego powodu zwolnioną). Zaniedbywanie nieodpłatnej pracy w domu na rzecz tak zwanej kariery zawodowej w patriarchalnym społeczeństwie nie jest najlepiej postrzegane. Na szczęście nie trzeba długo się głowić nad rozwiązaniem tego problemu – receptą jest dowartościowanie pracy opiekuńczej, domowej, tak, aby podejmująca się jej osoba mogła cieszyć się godnym życiem bez konieczności dodatkowego zatrudnienia. Inaczej, pochłonięta gonitwą w codziennym kieracie, szybko zapomni, że istnieje rzeczywistość poza, rzeczywistość nadbudowana.

To byt określa świadomość i jestem przekonana, że gdyby nie zła sława krążąca wokół autora tych słów, każdy by się pod nimi podpisał. Każdy, kto wychodząc na cały dzień z domu, choć raz zapomniał wziąć ze sobą jedzenia, nie mając jednocześnie możliwości zamówienia czegoś na mieście. Zapisało się to także w naszym języku; przysłowia to podobno mądrości narodów: Polak głodny, Polak zły. Polka zapracowana, Polka zaharowana. Masz czasem tak, że po ciężkim dniu w pracy lub szkole marzysz tylko o tym, aby “odmóżdżyć się” przy ulubionym serialu?

Nawet jeśli tym serialem nie są paradokumenty pokroju Ukrytej prawdy, a z Netflixa mogłabyś się habilitować, rozumiesz chyba, że stan, który próbuję przywołać z twojej pamięci, nie jest tym, w którym ze śpiewem na ustach wychodzisz na barykady. Czy chociażby na zebranie rady osiedla, na którym będziesz musiała przegadać głupie baby, zanim swoją koncepcją estetyczną uprzykrzą ci życie na najbliższe kilka lat.

Jak więc oczekiwać, że w czasach, w których niestabilność rynku pracy nazywana jest eufemistycznie stawianiem na elastyczność, a rodziny żyją ze sobą na odległość, aby móc odłożyć jakiekolwiek oszczędności, kobiety odnajdą w sobie siłę, aby zawojować scenę polityczną? W czasach, w których upadają kopalnie, a doktoraty usuwa się z CV. W czasach Amazona, nieskończonych kolejek do lekarzy-specjalistów i widma zgonu z powodu sepsy, bo zamiast ratować życie kobiety, czeka się na cudowne zmartwychwstanie płodu*. I właściwie kto miałby cię ratować przy takich brakach personelu medycznego, przy tak wielkim obciążeniu, że i jemu grozi śmierć?**

To wszystko odciska na nas ślad: budzi troskę o siebie i najbliższych, wywołuje niepokojące pytania o przyszłość. Jednocześnie nie pozwala wypracować rozwiązań, no bo halo, dwa etaty, robić nie ma komu. A może coś dorywczego w tak zwanym międzyczasie? W którym miejscu w grafiku umieścisz spotkanie partyjne?

Odpowiedź zna Katarzyna Kądziela z Inicjatywy Feministycznej: jeśli chcesz, to potrafisz. Dowodem Hilary Clinton! Jesteś obywatelką, kobieto, to jest najważniejsze, przestań więc czekać na “lepsze czasy”. Złe warunki ekonomiczne nie mogą być przeszkodą w poświęcaniu się dla abstrakcyjnego konstruktu zwanego narodem, nawet jeśli jesteś matką! Przecież wszystko jest możliwe.***

Powtarzam: udział Hilary Clinton w kampanii prezydenckiej przedstawił kobietom, że można.

Czy taka postawa ma cokolwiek wspólnego z lewicowością? Podczas dyskusji, w czasie której usłyszałam te mądrości, bardzo szybko padła odpowiedź ze strony drugiej panelistki, Joanny Grzymały-Moszczyńskiej z partii Razem: otóż nie, taka postawa nie ma nic wspólnego z lewicowym myśleniem. Jak wskazała Grzymała-Moszczyńska, a ja powtarzam z pełnym przekonaniem, wymaganie od kogokolwiek heroizmu jest przeciwskuteczne. Jeśli pragniemy, aby udział kobiet w polityce znacząco się zwiększył, musimy im na to pozwolić. To znaczy: musimy zapewnić im godny byt. Sprawić, że ich przyziemne zmartwienia znikną. Wtedy same przyjdą, aby z właściwą sobie siłą budować nowe społeczeństwo.

Nie możemy dać sobie wmówić, nigdy i nikomu, że kilka kobiet na wysokich stanowiskach stanowi dowód na to, że jeśli tylko dostatecznie się postarać, to można. Że to nasza wina, że nie jesteśmy na ich miejscu. Tak nie jest. W kapitalizmie nie każdy ma równe szanse.

Więcej: nie możemy dać sobie wmówić, nigdy i nikomu, że jeśli ta konkretna osoba dzięki swoim ambicjom i ciężkiej pracy wyszła z nędzy i teraz jest gdzieś tam wysoko, to znaczy, że każda inna też może, jeśli tylko wystarczająco się postara. Mamy różne temperamenty, różne przeżycia. Nie można wymagać od wykluczonych, aby ot tak wykrzesali z siebie taką siłę charakteru, która byłaby im na nic, gdyby tylko mniej energii mogli poświęcać na zaspokojenie zupełnie podstawowych potrzeb.

Co odpowiedziała Katarzyna Kądziela, na uwagę o heroizmie? Poprawiła się, mówiąc, że może go wymagać od siebie. Cóż… Nikt nie zabroni jej afirmować swojej mocy sprawczej, wynieść swojej osoby ponad społeczeństwo i zostać tą jedyną, która może (ale nie musi, jeśli jej się nie chce) zmienić świat w imieniu tamtych pokornych owieczek wciąż ganiających za chlebem. Nie jest to zresztą zaskakujący sposób myślenia, wszak na nim opiera się ideologia, w której żyjemy, a która nie ma nic wspólnego z lewicowością: neoliberalizm. Bierzmy jednak pod uwagę, że wynikającemu z niej skrajnemu indywidualizmowi nigdy nie uda się wyemancypować ani kobiet, ani żadnej grupy uciskanej. Nie do emancypacji zresztą on dąży.

*przypadek Savity Halappanavar

**np. przypadek 28latki w Niepołomicach

***nie jest to cytat dosłowny – nagranie dyskusji Politycznej Akademii Kobiet udostępniła Spółdzielnia "Ogniwo" Kraków

Źródło grafiki:

http://www.tshirthell.com

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

felietony

mikropolityka