Data:2017-11-05
Wyświetleń:1966

Antyfaszyzm - co dalej?
Tadek Zinowski, kolektyw Syrena

W poniższym tekście, zbudowanym wokół historii antyfaszystowskiego jedenastego listopada w Warszawie, postaram się nakreślić naszą sytuację i zastanowić się, jakie rysują się przed nami perspektywy.

Zanim dojdę do dnia dzisiejszego, skrótowo zarysuje ostatnią dekadę około-11-listopadowych wydarzeń. Tradycja Marszy Niepodległości zaczyna się w 2006 roku, bez przytupu: około 200 błaznów, głównie ekstremy narodowo-socjalistycznej i neopogańskiej. W 2007 było ich 300, rok później 350. Duży skok ilościowy to rok 2009 – 1500 osób, które maszerowało już w bardziej pluralistycznym gronie i z krawaciarzami. W tych latach odbywały się pikiety antyfaszystowskie, a także czynne blokady – nasza strona gromadziła zawsze dwa, trzy razy tyle osób co naziole. Prawdę mówiąc, gdyby nie nadgorliwość policji mobilizującej prewencję i brutalnych tajniaków, ich marsze nie przeszłyby ani kroku w przód. Podobnie działo się w całym kraju, ilekroć próbowali wychylić łeb. Przełom miał miejsce w 2010 roku, kiedy prawica głównego nurtu zaczęła mocno inwestować w Marsz Niepodległości. Pojawiły się pieniądze z przekrętu ze SKOK-ami, od szemranego polonijnego biznesmena Opary, datki szmalcownika Kobylańskiego, powstał też portal NowyEkran. Tymczasem nasza strona otrzymuje pocałunek śmierci w postaci poparcia Gazety Wyborczej. Oczywiście w samym poparciu nie byłoby nic złego, w końcu każdy powinien być antyfaszystą – niestety równolegle wytworzyło się i zaczęło dominować specyficzne, liberalne rozumienie tego słowa. Narzuca ono pacyfizm, legalizm, wiarę w autorytety i liberalną demokrację oraz pozytywny patriotyzm – wartości obce większości ruchu AF. Mobilizacja wzrosła po obu stronach. 5 tysięcy antyfaszystów i antyfaszystek zmusiła ok. 7 tysięcy narodowców i ich popleczników do zmiany trasy marszu, a także znacznie go zakłóciła – znów to policja umożliwiła jego przebieg, m.in. zamykając ponad setkę osób w słynnym kotle na Browarnej po ulicznej bitwie o park Kazimierzowski. Hegemonia polityczna na samym zgromadzeniu wciąż leżała w rękach ruchu. W następnych dniach ujawnił się rozdźwięk – przerażona Wyborcza piórem Blumsztajna i Sroczyńskiego odcina się od bojowej i nienawistnej Antify, a nawet deklaruje, że za rok wygwiżdże anarchistów*.

Sytuacja zmieniała się coraz gwałtowniej od 2011 roku i Kolorowej Niepodległej, kiedy to nurtowi liberalnemu udało się silnie wpłynąć na kształt wydarzenia. Schizofreniczny obrazek – bojowi antyfaszyści i antyfaszystki wymieniają kamienie z narodowcami, a w środku, z piknikowej sceny, celebryci nawołują do porzucenia przemocy i podrzucania kolorowych balonów, bo Polska to miłość. Od tego roku datuje się zaprzestanie blokad 11.11 – frekwencja u narodowców rośnie wykładniczo, u nas pozostaje na stałym poziomie, marsze z kolei odbywają się najczęściej w rocznicę nocy kryształowej (9 listopada). W 2013 roku narodowcy próbowali podpalić skłoty przy Wilczej i Skorupki, aby zamordować kilkudziesięciu ich mieszkańców przy biernej akceptacji policji – powstrzymał ich czynny opór skłotersów. Dodatkowa manifestacja solidarnościowa z zaatakowanymi, 15.11, zgromadziła więcej osób niż wydarzenie sześć dni wcześniej. Dopiero w zeszłym roku wróciliśmy do daty 11.11 i stanu osobowego z przełomu dekad. Odbyły się trzy marsze – oprócz tradycyjnej opozycji faszyści vs. antyfaszyści pojawił się marsz KOD-u, który ujawnił ideową miałkość i efemeryczność tego ruchu. Portretom Dmowskiego (Można się nie zgadzać. Ale trzeba pamiętać, nie każdy musi być lewakiem) towarzyszył koncert Skiby. W ciągu kolejnego roku KOD jako ruch masowy rozpadnie się, obrazując, że mocna kasowo i osobowo baza nie wystarczy przy braku idei i spójności politycznej. Równocześnie, gdy ruch narodowy wzrósł w siłę pojony państwowymi pieniędzmi i urzędową bezkarnością (patrz: odstąpienie od aktu oskarżenia neonazisty i ex-księdza Międlara z nakazu zastępcy Ziobry), w ruchu antyfaszystowskim także zaszły zmiany. Obok starych (i młodych) ekip o rodowodzie subkulturowym, lewicowym czy anarchistycznym, zaczęły stawać działacze i działaczki niektórych odłamów opozycji demokratycznej, m.in. Obywatele RP, Czarny Protest i Ogólnopolski Strajk Kobiet – masowa mobilizacja w obronie praw kobiet także dostarczyła nową energię i wciągnęła wiele osób do aktywnej działalności politycznej. Nawet liberałowie zaczęli zauważać powiązania państwa i ruchu faszystowskiego – rzeczy, które ze wstydem robiono za rządów PO na poziomie białostockiej prokuratury, dziś robi się otwarcie na poziomie ministerstw i parlamentu. Z drugiej strony, środowiska tradycyjnie antyfaszystowskie także zaczęły lepiej się koordynować i konsolidować. Zaowocowało to kilkoma udanymi blokadami nacjonalistów – m.in. w Hajnówce i Warszawie, policyjnymi represjami i zbiorowymi procesami politycznymi. Tutaj kończy się mini-wykład historyczny. A raczej, parafrazując hasło – tu historia zaczyna dziać się dziś.

Rekonstrukcja minionych wydarzeń nie znalazła się tu z przyczyn sentymentalnych czy popularyzatorskich. Uważam, że stanowi ona dobry przyczynek do analizy obecnego stanu rzeczy. Jeśli nie zrozumiemy, co poszło nie tak na początku dekady, łatwo popaść możemy w farsę powtarzania historii. Czy zatem należy, jak chcieliby nieliczni ortodoksi anarchizmu („nurt neo-piwniczny”), tworzyć ruch antyfaszystowski wyłącznie w gronie już przekonanych osób i organizacji, budując kordon sanitarny odcinający nas od nie-antykapitalistów i zamknąć się w getcie lewomyślności? Nie sądzę. Wydaje mi się, że jest to krótkowzroczny pomysł, skupiony bardziej na pielęgnowaniu tożsamości niż na realnej sprawczości. Analizując, co poszło nie tak, nie skupiajmy swojej myśli na rytualnym rozumieniu różnic politycznych – nie jest prawdą, że wzmianka na łamach Wyborczej oznacza złamanie tabu, nie na tym polega działanie polityczne. Różnice między różnymi nurtami należy podkreślać i o nich dyskutować, ale należy także budować ruch, który będzie coraz szerszy i lepiej zorganizowany. To w jego ramach, na polu praktyki, sens ma jakkolwiek dyskusja czy agitacja. Potrzebujemy rzeczywiście powszechnej zmowy, dlatego nazwa Koalicji Antyfaszystowskiej Zmowa Powszechna to dobry wybór. Należy bez lęku podkreślać różnice perspektyw między komponentami ruchu – nie potrzebujemy udawanej jedności. Narodowcy odnieśli sukces właśnie pozwalając sobie na pluralizm oparty o koordynację i solidarność – od Korwina-Mikkego po narodowych socjalistów, nigdy nie odcinając nawet najbardziej szalonych ekstremów. Nie bali się ich pokazywać tak długo, aż zmusili główny nurt do tego, by płynął ich cuchnącym korytem. Natomiast po naszej stronie nie trudno znaleźć zwiedzionych wizją mitycznego normalsa, którzy próbują dopasować ruch do ram mainstreamowych i strawnych. Jeśli na serio wierzymy w wartości demokratyczne, nie możemy traktować ludzi jak dzieci – należy otwarcie mówić o swoich poglądach i wartościach, nawet jeśli są one radykalne, mało znane, mniejszościowe. Wizja modelowego odbiorcy nieraz przysłoniła nam realnych ludzi, z którymi na co dzień działamy i organizujemy się – ludzi, którzy zasługują na szczerość i otwartą rozmowę. Przede wszystkim należy zdać sobie sprawę, że pole polityczne nie znosi próżni. Tak długo, jak długo antyfaszyzm pozostanie pojęciem zbudowanym tylko na negacji i sprzeciwie wobec faszyzmu, pojęciem reaktywnym, tak długo liberałowie będą mogli wlewać w niego swoje treści. Najlepsze zabezpieczenie to napełnienie go treścią, pokazywanie jako realnej alternatywy zarówno wobec nacjonalizmu, jak i status quo, upowszechnianie idących za nim wartości, innej wizji człowieka, ruchu, wspólnoty. Mówienie, co w praktyce oznacza wolność, równość, solidarność i pomoc wzajemna. Jeśli nie chcemy antyfaszyzmu ugrzecznionego, przyciętego i schizofrenicznego, nie wystarczy nam wyniosłe milczenie. Potrzeba cały rok promować swoje idee i napełniać pojęcie pozytywną treścią. Pozytywną, żeby było jasne, nie znaczy kolorową i miłą, tylko taką, która niesie coś za sobą, proponuje coś w zamian. Oczywiście, kształt tego przekazu jest i będzie wypadkową tego, co różne grupy realnie robią i jakie mają perspektywy. Ta wielość głosów to raczej dyskusja na lata niż jakiś pojedynczy dekalog. Na przykład: rozrost ruchu feministycznego to nie tylko okazja do zacieśniania współpracy z nowymi organizacjami kobiet, ale też do krytycznej refleksji nad machyzmem i męską dominacją jako ważnymi komponentami faszyzmu i tematami, które także po naszej stronie mogłyby wyglądać dużo lepiej, nie tylko na poziomie samych deklaracji. Jako lewica rewolucyjna także możemy wnieść do tej dyskusji cenne rozpoznania: krytykę państwa z jego aparatem represji jako przeciwskutecznego, cichego sojusznika faszystów; analizę bliskich związków między systemem kapitalistycznym i społeczeństwem klasowym a powstawaniem ruchów faszystowskich; wiarę w internacjonalizm i braterstwo/siostrzeństwo wszystkich ludzi zamiast licytacji na patriotyzm w polu przeciwnika... Nie możemy jednak uważać tych idei za dane i oczywiste dla wszystkich – musimy podpierać je analizą, propagandą, praktyką, dyskutować o nich. Możemy także dodać od siebie coś jeszcze – jednym ze źródeł tych treści i idących za nimi tożsamości, obok codziennego doświadczenia walk społecznych, może być historia ruchów antyfaszystowskich. Łatwo powiedzieć, że jest się narodowcem, gdy słucha się baśni o husarii i ułanach, trudniej wziąć na siebie prawdę o kolaboracji z caratem w 1905, gdy endecy strzelali w plecy strajkującym robotnikom, by Romek Dmowski zdobył stołek w Dumie. Albo o Pogromie Wielkanocnym w Warszawie 1940 roku, zorganizowanym przez Narodową Organizacje Radykalną (część ONR-u), która na rozkaz okupanta zaczęła mordować Żydów i namawiała Polaków do kolaboracji z nazistami. Trudno powiedzieć, że jest się antyfaszystą, gdy ma to być jakiś beztreściowy konglomerat wiary w mechaniczny postęp, miłości do Unii Europejskiej i III Rzeczpospolitej, jak widzą to w GW. Łatwiej, gdy przypomnimy sobie naszą prawdziwą historię: solidarny opór polsko-żydowskiej samoobrony wobec pogromów i walkę rewolucyjną roku 1905, walkę przeciw endecji i sanacji, o uniwersytety, ofiarę Dąbrowszczaków w walce z hiszpańskim faszyzmem, Robotniczą Brygadę Obrony Warszawy i oddziały Gdyńskich Kosynierów w 1939 (gdy rząd zwiał do Rumunii), cywilny i wojskowy opór w Gettach, wsparcie Żegoty, walkę Armii Krajowej (w którym także było wielu ludzi lewicy i które zwalczało nieraz NSZ czy szmalcownictwo), Armii Ludowej, Batalionów Chłopskich, Związku Syndykalistów Polski w podziemiu i powstaniu, czy opór wobec nacjonalistycznej tendencji dominującej PZPR w roku 1968 albo w stanie wojennym. Posłuchajmy choćby Broniewskiego w świetnym wykonaniu Warszawskiego Chóru Rewolucyjnego** i powiedzmy sobie szczerze – to my mamy tradycję i historię, których nie sposób się wstydzić. Narodowcy mają tylko mity i sterty trupów w szafach. Te trupy – mężczyzn, kobiet i dzieci wielu wyznań i narodowości – można i trzeba wyciągać, nie dając nacjonalistom zapomnieć, jakimi byli i są mendami. Historia zawsze jest polityczna i zawsze stanowi pole ideowej bitwy. Nie bójmy się do niej stanąć. Jeśli prawica w ciągu kilkunastu lat umiała z powszechnie znienawidzonych leśnych band zrobić narodowych bohaterów bez skazy (już tylko po wsiach na nich klną, salony mają nowych świętych), pomyślmy, ile możemy ugrać my, którzy nie musimy promować mistyfikacji, tylko wyciągać na wierzch zapomniane prawdy.

Sądzę, że naszym zadaniem na najbliższe lata jest otworzyć dyskusję o tożsamości ruchu antyfaszystowskiego i budować ją, konsolidując swoje szeregi i propagując różne formy codziennej antyfaszystowskiej roboty (takie jak np. pomoc migrantom czy wspieranie ruchu lokatorskiego, który nie przypadkiem nie poddał się propagandzie różnej maści prawicowych macherów i umie zachować trzeźwość oceny nawet wobec pozornych zalotów PiS-u). Zamiast alergii na politykę i związanej z nią obsesji czystych rąk, weźmy, jako antyfaszyści i antyfaszystki, odpowiedzialność za kształt tego ruchu i prowadźmy go naprzód, z przeszłości w przyszłość. Pierwsze kroki na tej drodze, można postawić już 11 listopada, wychodząc naprzeciw narodowcom w marszu Za wolność waszą i naszą. Historia dzieje się dziś (11.11.17 \\\ 14.00 \\\ plac Politechniki). Ze swoimi banerami, hasłami, ulotkami. Ze swoim pomysłem na antyfaszyzm.

* Czy wyborcza już wygwizdała anarchistów?

** Warszawski Chór Rewolucyjny

Redagowała:

Natalia Rojek

Źródło grafiki:

Koalicja Antyfaszystowska

#zmowapowszechna

Losowe Artykuły

mikropolityka

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne