Data:2017-11-06
Wyświetleń:514

Miejsce lewicy jest przy klasie robotniczej
Dawid Kański

Miejsce lewicy jest przy klasie robotniczej – polemika z „Dlaczego miejsce lewicy jest także na kontrmiesięcznicach?” Jakuba Kocjana

Miesięcznice i kontrmiesięcznice to walka dwóch wrogich sobie i wrogich klasie robotniczej obozów. Ten nic nieznaczący dla układu sił politycznych konflikt nie jest konfliktem lewicy socjalistycznej ani lewicy w ogóle. Nasz jedyny konflikt, który toczymy, to konflikt klasowy pomiędzy pracownikami a kapitalistami, dlatego też uważam, że wszelkie próby angażowania jakiejkolwiek lewicy w hucpę PO-PiS jest pomysłem nagannym. Szerzej piszę o tym w dalszej części tej polemiki.

Kocjan z bardzo wielką zaciekłością broni prawa do wolności zgromadzeń, ale w obronie tej opowiada się tylko i wyłącznie po stronie rzekomo „represjonowanych” klas wyższych, nie ma ani słowa o robotnikach i łamaniu ich prawa do strajku właśnie przez te „represjonowane” klasy wyższe, bo większość właścicieli środków produkcji, zarządców będących na pasku owych właścicieli czy elit politycznych właśnie pochodzi z tej „umęczonej represjami” klasy wyższej. Ciekaw jestem, czy autor z równą zaciekłością broniłby prawa do wolności zgromadzeń, gdyby zakazano zbiegowisk środowisk nacjonalistycznych czy faszystowskich - wszak łamanie prawa do wolności zgromadzeń to łamanie praw „demokracji”. Brońmy prawa wolności do zgromadzeń, ale pamiętajmy o tym, że wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się rasizm, ksenofobia, homofobia, islamofobia, antysemityzm oraz nacjonalizm i faszyzm.

„Kontrmiesięcznice są jedynym z niewielu pól konfrontacji z partią rządzącą/rządem/władzą, jako całością” – pisze Kocjan. Niestety, i tutaj nasz autor popełnia błąd. Najważniejszym polem konfrontacji z władzą są zakłady pracy. To tutaj strajkujący robotnicy występują przeciw władzy, jako całości – władzy politycznej kapitału, którą dziś stanowi PiS i władzy kapitału ogółem wyrażanej pod postacią władzy ekonomicznej. Na dowód mamy ostanie strajki różnych grup zawodowych sektora publicznego - to te masowe protesty najbardziej uderzyły w rząd. Miernikiem siły ciosu zadanego PiS-owskiej władzy jest skala rządowej kontrpropagandy w mediach publicznych, będących pod ścisłą kontrolą PiS-u. Im kontrpropaganda jest bardziej kuriozalna, bardziej zaciekła, tym większy cios zadany rządowi.

Kocjan pisze, że w kontrmiesięcznicach udział biorą osoby z klas wyższych. Autor ubolewa nad tym, że na tych kontrmiesięcznicach łamane są ich prawa, jako jednostek, bo liberałowie raz w miesiącu nie mogą sobie w spokoju na uprzykrzać się Kaczyńskiemu. Miesięcznice to demonstracje ludzi opętanych fundamentalizmem religijnym przeplatającym się z kultem jednostki i żadna blokada ich świadomości nie zmieni. Ba! Jeszcze bardziej utrwali w nich słuszność tego, w co wierzą i tego, co robią. Socjalistyczny antyklerykalizm to nie walka z wiernymi nawet, jeśli ich obraz jest bliski temu fundamentalizmowi, który widzimy przy okazji miesięcznic, lecz walka z hierarchami kościelnymi i z tymi wszystkimi, którzy do własnych celów politycznych manipulują niezbyt świadomymi jednostkami. Uderzanie w wiernych to walka z ofiarami, a nie sprawcami. Twórca publikacji nakazuje lewicy solidaryzować się z „represjonowanymi” klasami wyższymi. Czy „represjonowane” klasy wyższe, gdyby mogły, nie odebrałyby pracownikom prawa do strajku? Czy „represjonowane” klasy wyższe nie praktykują represji skierowanych do pracowników? Represje mają nie tylko wymiar prawny, ale mają także wymiar przede wszystkim ekonomiczny. Podstawą działań lewicy w Polsce jest dążenie do odzyskania zaufania pracowników, bo to zostało zatracone w czasach PRL na skutek zdrady i działań politycznych stalinistów i poststalinistów. Do zadań lewicy należy również (przede wszystkim!) organizowanie i wspieranie walki pracowniczej, ale w żadnym wypadku naszym zadaniem nie jest obrona „represjonowanych” klas wyższych. Polska lewica musi wrócić do własnych źródeł. Jeśli tego nie zrobi, to nadal będzie ponosić szereg kolejnych porażek, aż w końcu zatriumfuje faszyzm.

„Istotna część inteligenckiego elektoratu demokratycznego jest z powodów ideologicznych łatwiejsza do pozyskania przez lewicę niż elektorat PiSowski (teoretycznie, jako uboższy i bardziej robotniczy, bardziej dla niej naturalny) „ – autor twierdzi, że zadaniem lewicy jest pozyskanie „inteligenckiego elektoratu”, niestety Kocjan pomylił lewicę z ruchami wielkomiejskich radykałów, bo zadaniem dla lewicy stojącej po stronie uciskanych jest odzyskanie poparcia wśród pracowników. „Inteligencki elektorat”, czymkolwiek on jest, nie jest i nigdy nie będzie podstawą naszych działań, i tak naprawdę obchodzi nas tyle, co zeszłoroczny śnieg.

„Lewica nie powinna się zamartwiać, że umysły robotników są opanowane przez PiS i faszystów, więc jej potencjalny elektorat to zbiór pusty” – właśnie dlatego, że lewica odwróciła się od robotników, Kocjan może dziś pisać takie półprawdy. Jakie jest jego rozwiązanie tego problemu? Socjalista powiedziałby, że klasę robotniczą należy wyrwać ze szpon prawicowej i nacjonalistycznej reakcji, ale nasz autor woli iść na łatwiznę i proponuje zostawić pracowników na pożarcie nacjonalistom i PiS-owi. Pomysł ten jest idealnym przepisem na totalną destrukcję lewicy. Nie tędy droga.

„Kwestie obrony demokracji można z postulatami socjalnymi i tożsamościowymi powiązać, nie ma tu żadnej sprzeczności.” Czym są postulaty tożsamościowe? Czy można połączyć kwestie obrony „demokracji” z postulatami socjalnymi? Jeżeli mamy do czynienia z demokracją państwa kapitalistycznego, czyli z systemem prawnym pisanym przez elity dla elit, mającym prawnie legitymizować wyzysk, to walki w obronie takiej demokracji nie da się skutecznie połączyć z postulatami socjalnymi, bo te zawsze będą ograniczane prawem do maksymalnego wyzysku. No chyba, że swoim rozumowaniem wyjdziemy poza ramy okrojonej demokracji kapitalizmu. My (socjaliści) będziemy bronić liberalnej demokracji, o ile ta będzie zagrożona przez siły nacjonalistyczne i faszystowskie, ale z czysto pragmatycznego punktu widzenia, a nie dla samej idei obrony tej mocno okrojonej formy demokracji. W liberalnej demokracji możemy bez większych przeszkód organizować się, posiadać własne organizacje i prowadzić własne media. Kiedy władzę przejmą nacjonaliści, nasze organizacje zostaną zdelegalizowane, media pozamakane, a lewicowi działacze będą zamykani do więzień. Ale również obrona status quo to nie jest nasze ostatnie słowo, dlatego wysuwamy postulat walki o autentyczną i pełną demokrację - o taką, gdzie środki produkcji i zakłady pracy są własnością społeczną, będącą pod demokratyczną kontrolą pracowników; o taką , gdzie wyzysk przestaje istnieć, a pracownicy mają pełny dostęp do dóbr, które sami wytwarzają. O taką demokrację walczą socjaliści.

Redagowała:

Julia Miniszewska

Grafika:

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

mikropolityka

felietony