Data:2017-11-17
Wyświetleń:1694

Rozmowa z Rajcą — pracownikiem Amazona
Agnieszka z Ataku

Tekst pierwotnie ukazał się w numerze 7 "Ataku", dzięki współpracy możemy opublikować go u nas.

Pracujesz w Amazonie pod Poznaniem, działasz tam w związku zawodowym IP, jesteś jego oficjalnym przedstawicielem w zakładzie pracy. Czy możesz opowiedzieć nam o powodach swojego zaangażowania?

Pracuję od około trzech lat w korporacji Amazon, gdzie panują obłuda i fałsz zarówno ze strony naszych przełożonych, jak i samego pracodawcy w stosunku do zwykłego, szarego pracownika. Patrząc na bezradność pracowników wstąpiłem w szereg Inicjatywy Pracowniczej, by działać i wspomagać kolegów i koleżanki, uświadamiać ich, jakie mają prawa i jak mogą się temu przeciwstawić. Jestem przeciwko obłędnemu wyzyskowi ze strony amazońskiego systemu - on nie traktuje nas jak ludzi, którzy mogą mieć lepsze czy gorsze dni: jeśli nie zrobisz normy, to przyjedzie do ciebie manager i wręczy ci uwagę. Próbujemy się przeciwko temu organizować, nagłaśniamy problem poprzez ulotki, media. Pracownicy mogą się do nas zgłosić o pomoc, zapisać do związku zawodowego.

Aktualnie od kilku lat mieszkam w Wielkopolsce, w Międzychodzie i stąd dojeżdżam do pracy do korpo Amazon (czyli ok. 90 km w jedną stronę). Na dzień dzisiejszy śmiało mogę powiedzieć ludziom, by w pracy się nie bali odezwać, gdy coś jest nie tak, a jeśli już faktycznie zdarzają się osoby, które się boją, to mówię: powiedz mi, a IP się tym zajmie.

Zajmujesz się dystrybucją zarówno zakładowej gazety związkowej ,,Głos Załogi Amazona", ogólnopolskiego biuletynu Inicjatywy Pracowniczej, ale też anarchistycznego Ataku - czy te gazety czytają te same osoby ? Z jakim przyjęciem się spotykasz?

Kolportowałem gazety już śmiało ponad 10 lat temu. Teraz rozdaję biuletyny IP oraz Atak w lubuskim w marketach, w szpitalu, czy po prostu na ulicy. Z doświadczenia wiem, że gazety biorą osoby w różnym wieku, z różnych subkultur (punk, metal, ska, reggae czy hip-hop). Ale nie omijam też starszych osób, które już nie pracują z różnych przyczyn, one też darzą mnie sympatią i dobrym słowem. Często słyszę, że to dobra sprawa, że trzeba działać, walczyć, uświadamiać ludzi o prawach pracowniczych, o prawach człowieka. Dodaje mi to siły do walki. Ludzie, którzy czytają gazetę IP czy Atak są różni, ale często mają takie same problemy, to samo podejście, te same spostrzeżenia na życie. Owszem, zdarzają się też osoby w pracy jak i w życiu codziennym, które mówią, że to bez sensu i że wrzucą gazetę do pieca, albo takie, które mówią, że nie popierają anarchii, ale tekst o walce o puszczę z chęcią przeczytają.

Czy możesz opowiedzieć, jak organizuje się ruch wolnościowy w lubuskim, poza dużymi miastami?

Ruch wolnościowy w małych miasteczkach kwitnie, rośnie w siłę. Tworzą się grupy alternatywne czy anarchistyczne, które są chętne do działania. Powstają miejsca, gdzie można się spotkać i porozmawiać. Jeżdżę po miasteczkach na zachodzie Polski i widzę na ulicach plakaty FA, albo wlepki na każdym rogu. Sam w miarę możliwości przekazuję je do dalszego kolportażu. Są nawet znajomi, którzy przebywają za granicą, ale kolportują materiały i po powrocie piszą lub dzwonią i dopytują, czy te plakaty i wlepki wciąż wiszą, czy nikt ich nie zdrapał. Propaganda i walka wciąż trwa.

Dwa lata temu stworzyliśmy w mieście kapelę Deflator, a jak kapelę, to i miejsce (choć miejscówka była już od dawna zaklepana w mojej głowie - co jak co, ale jak punk rock, to tylko w piwnicy!). Jednocześnie gdy nie odbywają się próby, zawsze można tu porozmawiać o życiu, o walce, ustalić, gdzie lecimy na plakatowanie, wyrazić swoje poglądy. Można tu odpocząć, napić się piwka czy kawy, poczytać coś, zabrać gazetę IP lub Atak. Gramy też koncerty w województwie, a to oznacza większą możliwość siania propagandy. Atak jedzie z nami, biuletyn IP również, ponieważ w różnych klubach, gdzie gra się punk rocka, również są łamane prawa pracownika, z czym spotkałem się w zeszłym roku np. w Gorzowie.

Czyli grasz w kapeli, działasz w IP, plakatujesz, masz rodzinę, pracujesz. Wiemy też, że angażujesz się w międzynarodową wymianę doświadczeń przez pracowników Amazona z różnych krajów - jak znajdujesz na to wszystko czas?

Czasami po niedzielnym koncercie idę do pracy do farmazona, autobus zakładowy odjeżdża rano o 4.47 - całe szczęście, że mam do niego jakieś cztery minuty drogi. Ulotki mam w plecaku, w kieszeni wlepki. Psy śpią na rynku, ale gdy ich minę, to pojawia się pole do działania. Praca to pogoń za śmierdzącym pieniądzem, zamiast pracować, wolałbym być dziś z dzieckiem i żoną w domu albo na spacerze. Ale punk to nie rurki z kremem: gdy dojadę do pracy, w szafce w szatni mam gazetki, biorę ze sobą ulotki IP, na kantynie zagaduję ludzi, co słychać w korposystemie, który dla mnie zawsze był zły, tak więc zachęcam do walki z nim.

Z jakim przesłaniem zwróciłbyś się do osób zaczynających działalność? Od jakich tematów najlepiej zacząć, jak łączyć kwestie anarchizmu, tematy pracownicze i subkulturowe?

Subkultura nie ma tutaj żadnego znaczenia, walka o prawa pracownicze to dla mnie kontynuacja tego, od czego zaczyna się nasz bunt. Mam dziś 40 lat, ale wciąż mam irokeza, a działalność na zakładzie to dla mnie ta sama walka. Potrzeba tylko chęci do działania. Gdy dodasz do tego troszkę anarchistycznej organizacji i przełamiesz strach, to możesz wiele osiągnąć. Każda subkultura uczy nas czegoś innego i z każdej możemy wnieść do swojej głowy nowe narzędzia walki.

Redagowała:

Julia Miniszewska

Grafika ze strony:

https://bibliotekarewolucyjna.wordpress.com/tag/anarchosyndykalizm/

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

mikropolityka

polityczno-filozoficzne

tłumaczenia