Data:2017-02-07
Wyświetleń:281

Co to za różnica czy to Radio Maryja czy PiS lub PO?
Robert Nowak

25 lat temu dzisiejsze, słynne katolickie radio zaczęło nadawać jako małe katolickie radio prosto z Torunia, dziś jest ogromnym koncernem medialnym, politycznym oraz „społecznym”—fascynuje, zadziwia, budzi podziw, niechęć czy złość. Jest na pewno od lat źródłem szerzenia lęku, ksenofobi, nietolerancji i budowania w polskim społeczeństwie poczucia wyjątkowej historycznej roli w Europie. Radio redemptorysty z Torunia prezentuje w prosty, nieskomplikowany obraz świata; teorie tam głoszone są od lat wodą na młyn prawicowych ekstremistów. Radio Maryja buduje swój polityczny kapitał wyłącznie na strachu wiernych słuchaczy wobec „wroga”, którym może zostać każdy, kto inaczej myśli niż oni sami. Tadeusz Rydzyk, a za nim AWS, LPR, Samoobrona i w końcu PiS, nie zaistniałby, gdyby nie katastroficzna w skutkach transformacja zaczęta w 1989 roku.

Wykluczyła ona rzesze ludzi z normalnego życia, wpierw odbierając im pracę, pozbawiając mieszkań, skazując ich na życie bez godności. Zagospodarował ich właśnie Rydzyk i jego rozgłośnia. Dziś stanowią poważną siłę, a poglądy głoszone przez słuchaczy oraz osoby goszczące w radiu, przejęło młodsze pokolenie, bardziej radykalne w stronę prawicową, będąc rozczarowane niespełnionymi przez kapitalizm i polski rynek pracy aspiracjami zawodowymi oraz życiowymi. Nie mogą się z tym pogodzić polscy „demokraci”, którzy swoimi działaniami czy głoszonymi poglądami pchnęli większość społeczeństwa w stronę Rydzyka i PiS-u oraz innych ekstremistycznych prawicowych ugrupowań, jak NOP, ONR czy MW. Adam Michnik, Lech Wałęsa, Bogdan Borusewicz, Władysław Frasyniuk i inni beneficjenci polskiego kapitalizmu nie rozumieją tego, co się teraz dzieje, nie chcąc zresztą zrozumieć. Piszą długie felietony, komentarze, krzyczą, protestują i tworzą Komitety Obrony Demokracji przeciwko obecnej władzy, zachowując się niczym w latach 80-tych ubiegłego wieku, gdy byli w opozycji do wszechwładnego PZPR-u. To już nie te czasy, a społeczeństwo jest bardzo podzielone, do czego sami się przyczynili. Został im gorzki smak przegranej po jesiennych wyborach do parlamentu w 2015 roku, dla tego chcą bronić „demokracji” przed siłą, którą sami wykreowali, mi. in. wykluczając spore grono społeczeństwa i dając ugrupowaniom skrajnym paliwo polityczne do dalszej działalności. Zjadliwe komentarze Tomasza Lisa, Dominiki Wielowieyskiej czy Witolda Gadomskiego w osoby chcące skorzystać z programu 500+ jeszcze bardziej nakręciły poparcie dla radykalnego PiS-u. Partia rządząca może się cieszyć z tego obrotu sprawy, chociaż wielu jej członków to skrajni liberałowie, jeśli idzie o kwestie społeczne.

Do PiS-u spokojnie mogliby przystąpić Paweł Kukiz, a nawet Ryszard Petru, gdyby im się to kalkulowało politycznie. Posłów oraz senatorów Prawa i Sprawiedliwości oczywiście, że nie interesują kwestie społeczne, rozwiązania palących potrzeb, jak mieszkalnictwo społeczne czy ochrona praw pracowniczych, a jedynie władza, tak samo, jak poprzednie rządy po roku 1989. Niestety spora liczba osób w polskim społeczeństwie będąc pod wpływem rządowo - partyjnej retoryki wykluczenia „nie swoich”, spisków i słuchania, że są wyjątkowi oraz to oni są „prawdziwymi Polakami”, nie posiada krytycznego spojrzenia na 27-lat transformacji, doszukując się w tym procesie zmiany spisku żydowskiej finansjery, szukając przy tym w biografiach polityków polskiego lub niepolskiego pochodzenia, jakby ten fakt miał dla ich egzystencji decydujący wpływ. Cała ich energia jest kierowana na bezcelowe działania w obronie wszystkiego, co polskie, gdy i tak wszystko było i jest niszczone przez wszystkie opcje polityczne rządzące po 1989 roku. Co dalej? W jaką stronę zmierza sytuacja? Nie najlepszą. Wiele miast wymiera, wiele wsi już ulegają temu procesowi od dłuższego czasu, co za tym idzie będzie coraz mniej ludzi chciało tu pozostać i zakładać rodziny. Rząd Beaty Szydło tego nie zatrzyma, jako neoliberalno – konserwatywny chce, jak widać mi. in. ograniczyć prawa i wolności obywatelskie, skupić uwagę społeczną na walce cały czas z „komuną” czy gender, nie zmieniając nic jednocześnie w sferze społecznej, a jedynie zabiegami kosmetycznym, np. 500+ czy mieszkanie plus pozorować próbę podważenia antyspołecznych procesów prowadzonych konsekwentnie oraz boleśnie dla wielu mieszkających w Polsce od początku lat 90-tych XX wieku. Jeśli się nawet nie uda i skończy się to porażką, a tak będzie, gdy nadal przedsiębiorczy – wyzyskiwacze będą uprzywilejowani przez prawo i władze, a ciężar będą ponosić najsłabsi, to zawsze się zwali na lewaków. Leszek Balcerowicz bardzo chętnie używa tej figury retorycznej, widać ma z PiS-em, na kogo przerzucić swoje ewidentne porażki.

Co do samego Radia Maryja, można rzec, że jest ono beneficjatem reform zaczętych w roku 1989, ponieważ zagospodarowało rzeszę ludzi niezadowolonych, będących ofiarami systemu kapitalistycznego. Nikt ich nie chciał słuchać przez dłuższy czas, ich dramaty spychano na margines, teraz jest w nich ślepa wiara, że nadeszła siła, co odmieni ich los raz na zawsze, na lepsze. Nie odmieni — tak samo, jak Radio Maryja nie zapobiegło ludzkim dramatom (może poza dodawaniem otuchy modlitwą na falach eteru, niczym więcej, przy okazji zdzierając pieniądze od słuchaczy złączonych wiarą w poczuciu, że są tymi „prawdziwymi Polakami”, w odróżnieniu od obywateli „polskojęzycznych”, niesłuchających katolickiego głosu w ich domach).

Losowe Artykuły

teksty historyczne

polityczno-filozoficzne

felietony

polityczno-filozoficzne