Data:2017-11-28
Wyświetleń:15231

Gwałt, kultura i mężczyźni
Mateusz Trzeciak

Obserwacje zawarte w poniższym tekście nie są pewnie szczególnie oryginalne. Ruch feministyczny przeprowadził i wciąż prowadzi daleko bardziej pogłębioną i ciekawą refleksję na poruszone tematy, aniżeli ja.

Natomiast jednym z jego odkryć (potwierdzonym badaniami naukowymi) jest fakt, że wypowiedzi sprzeciwiające się seksizmowi są zdecydowanie lepiej przyjmowane i rozumiane przez mężczyzn, kiedy wypowiada je inny mężczyzna.

Za naukę, inspirację i współpracę chciałem podziękować wszystkim towarzyszkom, szczególnie Joannie Grzymała-Moszczyńskiej, Weronice Śmigielskiej, Justynie Samolińskiej, Izabeli Palińskiej, Alicji Beryt, Annie Adamczyk, Kindze Stańczuk, Magdalenie Malińskiej i Katarzynie Matusz.

***

Komentarze w polskim i światowym internecie pod postami i artykułami o #metoo:

Każdej kobiecie która używa tagu #metoo mam ochotę zadać pytanie: Chwalisz się czy żalisz?

Przecież był pijany.

Wystarczy kogoś oskarżyć i już jest zniszczony. Byle aktoreczka nie dostanie roli i BUM – reżyser ją molestował.

Pewnie pieniążki się skończyły, to trzeba zarobić na molestowaniu.

Ja to bym chciał, żeby mnie jakaś seksowna szefowa zmolestowała.

Słowo przeciwko słowu.

Ale o co chodzi, przecież potem byli razem, jak mu dała to nie było molestowanie.

Po co wyjeżdżała bez swojego chłopaka?

Ma teraz panienka chwilę sławy.

Laska pewnie kłamie, bo #metoo takie modne.

Kultura gwałtu to, w największym skrócie, zestaw norm i przekonań społecznych, który bagatelizując znaczenie i zasięg przemocy seksualnej normalizuje gwałt. Jest najbardziej jaskrawym przykładem powszechnej mizoginii i seksizmu.

Te normy i przekonania są powielane i podtrzymywane przez teksty kultury — popularne na równi z wysokimi — miliardowe produkcje hollywoodu i amatorskie teledyski, renesansowe malarstwo i pornografia, Piwnica pod Baranami i Popek Monster.

Kultura gwałtu określa nasze postrzeganie samego stosunku seksualnego — przedstawianego w kulturze prawie zawsze z perspektywy mężczyzny. W tym obrazie kobieta biernie poddaje się jego aktywności, nie ma własnych upodobań, temperamentu, chęci.

Istnienie kultury gwałtu niezamierzenie potwierdzają swoimi wypowiedziami nawet ludzie, którzy uważają się za zatwardziałych wrogów feminizmu. Gdyby pan się znał na kobietach, to pan by wiedział, że zawsze się troszeczkę gwałci. Kto nie wykorzystał nietrzeźwej niech pierwszy rzuci kamieniem. Wyrażana wprost i publicznie akceptacja Janusza Korwin-Mikkego i Rafała Ziemkiewicza dla przemocy seksualnej budzi obrzydzenie. Jednak ich wypowiedzi są zaskakująco spójne z teorią feministyczną oraz z przerażającym obrazem, który miałyśmy i mieliśmy okazję zaobserwować niedawno.

Przemoc seksualna jest powszechna i przezroczysta Podczas akcji #metoo miliony kobiet na całym świecie opisywały publicznie swoje doświadczenia przemocy seksualnej — od ciągnięcia za włosy i strzelania ze stanika w szkole, sadzania na kolanach i obleśne komentarze wujków, przez gwizdy na ulicy, niechciane i nachalne podrywy, obmacywanie, aż po brutalne gwałty. Wśród nich były na pewno i twoje znajome.

Przez USA w związku z #metoo przetacza się fala skandali. Po Harveyu Weinsteinie przyszła kolej na Dustina Hoffmana, Jamesa Tobacka, Georgea H.W. Busha, Olivera Stone’a, Vala Kilmera, Eliego Wiesela, Bena Afflecka. Kolejni królowie mediów, polityki i showbiznesu, laureaci pokojowych nagród Nobla są demaskowani jako gwałciciele i molestujący. Oskarżenie Woody’ego Allena jest tylko kwestią czasu. A to dopiero początek.

Biorąc pod uwagę powyższe — istnienie kultury gwałtu, powszechność przemocy seksualnej oraz kolejne, masowe świadectwa o potężnych mężczyznach tego świata, molestujących, gwałcących, upokarzających kobiety — możemy bezpiecznie(1) pokusić się o pewne założenie:

Wszyscy sławni i potężni mężczyźni, którzy przyjdą nam na myśl, byli/są winni co najmniej molestowania seksualnego, a prawdopodobnie również gwałtu

Wszyscy, bez wyjątku. Każdy mężczyzna, o którym uczymy się w szkole. Twój ulubiony piłkarz, pisarz, muzyk, reżyser, polityk.

Cała kultura, w której wzrosłyśmy i wzrośliśmy, służy w dużej mierze znormalizowaniu tego stanu rzeczy, uczynieniu go przezroczystym

Mamy bowiem do czynienia z wzajemnym sprzężeniem — teksty kultury, które są nam przekazywane, tworzyli w ogromnej większości biali bogaci mężczyźni (prawdopodobnie molestujący i / lub gwałciciele). Tacy sami mężczyźni te dzieła zamawiali, recenzowali i wystawiali w galeriach. Tacy sami mężczyźni, na podstawie działań takich samych mężczyzn układali z tych tekstów kanon.

Ten kanon, z wyżej wymienionych powodów, tworzy kulturę, w której centrum są mężczyźni, cechy uważane za męskie i męski punkt widzenia. Kultura ta, siłą rzeczy, przyczynia się do umacniania samej siebie oraz pozycji jej męskich twórców.

Z tych powodów kobiety w kulturze są pozbawiane głosu na najbardziej podstawowym poziomie — bardzo często się w nich po prostu nie pojawiają jako żywe, czujące i myślące osoby. Wielowiekowe i systemowe wykluczenie z oficjalnej kultury ponad połowy ludzkości ma fundamentalny i destrukcyjny wpływ na tę kulturę.

Wycięcie kobiet z oficjalnego obiegu idei, wartości i przekonań, skutkuje nasyceniem kultury tymi wszystkimi wojowniczymi, agresywnymi i rywalizacyjnymi treściami — uważanymi za męskie. Treści utożsamiane z kobietami, takie jak współpraca, emocjonalna bliskość i troska funkcjonują na obrzeżach tej kultury.

Wychowani w takim modelu mężczyźni uważają kobiety za gorsze i głupsze od siebie, więc nie traktują ich jako partnerek do rozmowy. Równocześnie wzorce kulturowe, które otrzymujemy w domu, w szkole i przez kulturę masową, przekazują nam jeden obowiązujący wzorzec męskości — samczy i toksyczny.

Prowadzi to do wychowywania kolejnych pokoleń mężczyzn emocjonalnie upośledzonych

Patriarchat nakłada na nas wiele obowiązków i zakazów. Mężczyzna nie zawiera bliskich związków emocjonalnych z innymi mężczyznami, bo to pedalstwo. W związku z tym męska przyjaźń w zasadzie nie istnieje. Bliskie, emocjonalne związki między mężczyznami występują mniej więcej do końca gimnazjum. Później za przyjaciół uznajemy tych facetów, z którymi pijemy najwięcej alkoholu. To nie sprzyja szczerym i bliskim relacjom. A i te związki rozpadają się, kiedy jedna ze stron wpada w alkoholizm, przestaje pić, albo dorasta i wchodzi w poważniejszą relację z partnerką/partnerem.

Konsekwencje tych deficytów w realnym życiu ponoszą w dużym stopniu kobiety, bo system skonstruowany jest tak, żeby w ten sposób je rozładowywać. To na nie spada praca radzenia sobie z duszonymi emocjami czterdziestoletnich chłopców. To one stają się ofiarami przemocy, którą mężczyźni odpowiadają na smutek, frustrację i resztę nieodpowiadającej im rzeczywistości.

Mężczyzna nie ma więc, choćby nawet chciał, komu zwierzyć się ze swoich smutków, radości, rozterek czy wyrzutów sumienia. Bardzo jasno można to było zaobserwować przy okazji akcji #metoo. W wyznaniach kobiet widać było, że nie są to pierwsze próby opowiedzenia o spotykającym je molestowaniu i atakach. Nieliczni mężczyźni, którzy zdecydowali się opowiedzieć o swoich winach, robili to bardzo nieporadnie, często w sposób, który zgrzytał w odbiorze. Moim zdaniem problem polegał na całkowicie rozumowym opisie zjawiska — jak entomologa opisującego owady — zupełnie omijającym sferę emocjonalną.

W oczywisty sposób widać, że jako mężczyźni nie mamy aparatu do myślenia o sobie jako sprawcach przemocy seksualnej. Nie mamy narzędzi żeby zrozumieć i poczuć, co to oznacza dla bliskich nam osób oraz dla nas samych. A gdzie nam dopiero do mówienia czy pisania na ten temat! Nic dziwnego. Kobiety od lat budują siostrzeństwo, dzieląc się swoimi doświadczeniami opresji, czyniąc z tych rozmów polityczną praktykę, przełamującą alienację. Z różnymi efektami, ale próbują. My nawet nie próbujemy, bo nie jesteśmy w stanie otwarcie porozmawiać z kolegami. Jeśli w naszych rozmowach kiedykolwiek pojawiał się temat molestowania, to wyłącznie w kategoriach przechwałek i historyjek opowiadanych w męskiej szatni.

Dodatkowo, takie zwierzenia, poddawanie w wątpliwość swoich zachowań, podważanie systemu utrzymującego własne uprzywilejowanie, są wyrazem słabości. A słabość mężczyzny nie jest przez patriarchat tolerowana.

Obowiązująca rama ideologiczna patriarchatu nie wymaga od nas refleksji nad skutkami naszych zachowań w stosunku do kobiet. Uprzywilejowanie pozwalało nam wypierać naszą rolę w podtrzymywaniu systemowej opresji; udawać, że nie jesteśmy za nią bezpośrednio odpowiedzialni.

Uważam, że akcja #metoo fundamentalnie zmieniła ten stan rzeczy. Dziś nie możemy już udawać, że nie zdajemy sobie sprawy ze skali zjawiska. Nie możemy dłużej zamykać oczu na istnienie kultury gwałtu. Obowiązkiem każdego mężczyzny, który nie chce dłużej być odpowiedzialny za gwałty, śmierć i okaleczenia kobiet na całym świecie, jest dołączenie do walki o wytępienie systemowej przemocy wobec kobiet.

Ważnym frontem tej walki będzie praca nad sobą — przekraczanie narzuconych nam wzorców męskości: agresywnych zdobywców, konkurujących samców, twardych, nieczułych i zamkniętych w sobie. Odrzucenie homofobicznych zakazów kontaktu fizycznego między mężczyznami — dopuszczalnych wyłącznie w ramach sportu lub przemocy. Wypracowanie nowych modeli męskiej przyjaźni — opartej na bliskich, szczerych i emocjonalnych związkach, a nie na chlaniu wódy. Świadoma rezygnacja z walki o miejsce w hierarchii, odmowa codziennego porównywania długości penisów. Głębokie uwewnętrznienie przekonania, że nasza wartość nie jest uzależniona od osiągnięcia dominującej pozycji w stadzie. Wynika z umiejętności współpracy, wsparcia, pomocy wzajemnej — roli, którą spełniamy we wspólnocie i dla jej dobra.

Ta praca jest ogromnie ważna nie tylko w kontekście walki o równouprawnienie i eliminację przemocy. Stawką jest również kondycja psychiczna mężczyzn na całym świecie. Materialne podstawy ról, które patriarchat przydziela mężczyznom — żywiciela, obrońcy, głowy rodziny — rozpadają się w bardzo szybkim tempie. Niemożność spełnienia symbolicznych wymagań prowadzi do ogromnej frustracji. Obowiązujący model męskości nie został przez mężczyzn krytycznie przepracowany, co prowadzi do epidemii samobójstw, depresji i uzależnień, w skali wielokrotnie większej niż wśród kobiet.

Biorąc za wzór ruch feministyczny musimy zacząć rozmawiać o tym, co nas uwiera w tak zwanej męskości. Wypowiedzieć na głos wszystkie głęboko zepchnięte traumy, doświadczenia wpierdolu za masz problem?, lęku przed przemocą fizyczną na ulicy, w knajpie i w autobusie. Całe lata udawania twardszego i silniejszego niż się jest naprawdę, barier, które uniemożliwiają nam szczere opowiedzenie o swoich słabościach, płaczu i sytuacjach, kiedy już dłużej nie dajemy rady.

(1) Nawet, jeśli kogoś takim założeniem skrzywdzimy, to będzie to mniejszość statystycznie nieistotna, niezauważalna.

P.S. Test powstał przed publikacją Codziennika Feministycznego z 27 XI 2017 roku na temat przemocy seksualnej stosowanej przez Jakuba Dymka i Michała Wybieralskiego i nie jest bezpośrednim komentarzem do niej.

Redagowała:

Natalia Rojek:

Źródło grafiki:

https://twitter.com/ecofeminita

Losowe Artykuły

mikropolityka

polityczno-filozoficzne

teksty historyczne

kultura