Data:2017-12-05
Wyświetleń:748

Marność ubezpieczeń grupowych
Piotr Goszczycki

Korzystanie z grupowych ubezpieczeń na życie można porównać do podróży zatło-czonym autobusem. W tej podróży liczą się przede wszystkim interes przewoźnika, któ-ry ma pojazd oraz kierowcy, który jedzie tam, gdzie chce.

Dla pracowników Biedronki zatrudnionych przez JMP (Jeronimo Martins Polska) dostępne jest ubezpieczenie w 3 wariantach, gdzie najdroższy kosztuje mniej niż 50 zł miesięcznie. Za obsługą ubezpieczenia stoi PZU. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że to świetny interes zarówno dla JMP, jak i PZU. Ubezpieczenie grupowe w swym założeniu zapewnia pracownika, że jest doskonale ubezpieczony; że jak coś się stanie (odpukać), otrzyma duże pieniądze. W tę iluzję uwierzyło już wielu. Mnie takie ubezpieczenie kojarzy się z pojazdem przewożącym bydło. Tj. ludzi. Dlaczego?

W zapchanym autobusie trwa niepisana umowa. Przewoźnik (w tym wypadku pracodawca) ma zapewnić jedynie warunki, czyli autobus. Kierowca (PZU) ma jedynie nas wozić. Tak długo, aż nie wysiądziemy z autobusu. Gdy dokładnie przyjrzymy się umowie ubezpieczeniowej, okaże się, że jakieś tam pieniądze dostaniemy na wypadek śmierci lub naprawdę groźnego wypadku, choroby. Autobus jest oczywiście zapchany. Stworzono poczucie bezpieczeństwa, bo cóż takiego może stać się w autobusie, na pro-stej drodze, gdy wokół są inni ludzie? Każdemu, ale nie mi…

Otóż może dojść do wypadku! Na przykład z winy osoby postronnej, gdzie nie jest winny ani sprawny pojazd, ani trzeźwy kierowca. Jakiś samochód może zajechać drogę, drzewo może się obalić. W takich sytuacjach dostaniemy odszkodowanie. Oczywiście według tabeli. Jest uzależnione od stopnia uszczerbku na zdrowiu i długotrwałej choroby. Odszkodowanie jest również uzależnione od biletu, jaki kupiliśmy na tę podróż (polisa). Na szczęście takie wypadki zdarzają się rzadko. Ale co zrobić, kiedy w zapchanym autobusie zrobiło się duszno i straciliśmy przytomność albo zebrało nam się na wymioty i niechcący kogoś ubrudziliśmy? Nic się nie stało! Umowa przewozu (polisa) obejmuje wyłącznie najcięższe przypadki, które (co za zbieżność...) nie przytrafiają się często. Iluzja trwa:płacimy i łudzimy się, że podróż będzie bezpieczna. Że nic się nie stanie.

Opowiem Wam o komforcie. Nie podróżuję tym autobusem, gdyż zamiast ścisku wolę luksusowy samochód, w którym zarówno kierowca jest wyczulony na wszelkie moje dolegliwości, jak i pojazd spełnia najwyższe standardy. Płacę, więc wymagam. Gdy okaże się, że przy wsiadaniu do taksówki niechcący upadnie mi butelka, która zbije się i ubrudzi osobę w pobliżu, informuję o tym kierowcę, a ten od razu zareaguje i zrekom-pensuje moje upuszczenie butelki. Fachowo nazywa się to Odpowiedzialność Cywil-na. Ponadto, decydując się na taki kurs, przewiduję, że wydarzyć się może wszystko. Nawet błahostka może spowodować wizytę w szpitalu (odpukać). Dlatego też wolę zapłacić więcej... W imię osobistego świętego spokoju. Mówi się, że włos z głowy nie spadnie. Otóż to. Nawet, jeśli przez przypadek strącę ze stołu szklankę, która w następstwie rozbicia wyrządzi komukolwiek krzywdę w postaci drobnej rany., przewidziane jest odszkodowanie.

Więc po co są ubezpieczenia? Odpowiedź jest prosta: abyśmy w każdej sytuacji czuli się bezpieczni, aby nasi najbliżsi i ci, którzy z nami przebywają, również czuli się bezpiecznie. Jeśli ktoś uważa, że są to pieniądze wywalone w błoto, to w momencie, w którym coś się stanie, kiedy okaże się, że wraz ze stratą nic mu się nie należy… Przekona się, że tak nie jest. Nędzy odszkodowania grupowego doznają wyłącznie ci, którzy zgodzili się podróżować zatłoczonym autobusem. Zarówno właściciel autobusu (pracodawca), jak i kierowca (ubezpieczyciel), żerują na tym, że nic się nie stanie. Ułuda bezpieczeństwa. COŚ stać się może w każdej chwili. Staropolskie powiedzenie mówi, że licho nie śpi. To prawda. Wolę zapłacić więcej i spać spokojnie, wiedząc, że ubezpieczyciel jest gotów zapłacić za każdą łzę, którą uronię, za każdą szkodę, która niechcący przytrafi się komuś z mojej winy.

Odpowiedzialność to bardzo ważne słowo, które jest definiowane przez każdego inaczej. Jedni będą poważnie poszkodowani i przez łzy powiedzą, że nic się nie stało. Drudzy znają wartość swojego życia i doskonale wiedzą, że pieniądze są nabyte, ale zdrowie już nie. To życie, odpowiedzialność, winny być najważniejsze.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

felietony

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne