Data:2017-12-08
Wyświetleń:2441

Przeciwko gorączce antykomunistycznej
Jakub Polański, przyjaciel SKA

Mateusz Marzoch, jeden z chłopców, których haniebna działalność na UW (i nie tylko) była impulsem do zawiązania Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego, udostępnił dziś na swoim Twitterze zdjęcie z niedawnej konferencji prasowej SKA, które skomentował w następujący sposób: „Kojarzycie tę panią? Jedna z założycielek tzw. Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego. Dziś minąłem ją na UW w drodze na zajęcia i zwróciłem uwagę na jej koszulkę - podobizna Marksa i napis "rewolucja". Krótko mówiąc z rzekomym faszyzmem na UW walczą jawni KOMUNIŚCI!”

Przyjrzyjmy się bliżej tej wypowiedzi, mówi ona bowiem wiele o umysłowości skrajnej prawicy, którą tak ubodło powołanie do życia SKA na Uniwersytecie Warszawskim.

„Tzw.” to ulubiony skrótowiec chłopców-narodowców, którym nie po drodze z rzeczywistością. W gruncie rzeczy wszystko, co im wrogie, jest „tak zwane”. Lewica, w ich głowach, spędza długie godziny na knowaniach, w jakie to nośne szatki ubrać swoją anty-polskość, sprzeczność jej interesów z „interesem narodowym” (do wyrażania którego prawo uzurpują sobie skutecznie narodowcy), by nie wyartykułować jej wprost. Antyfaszyzm jest „tak zwany”, uchodźcy są „tak zwani”, itd., itd. Po spędzeniu godziny na oglądaniu Mediów Narodowych dowiecie się, że wszystko to, o czym mówi lewica jest „tak zwane”.

Możemy w tym miejscu zaryzykować tezę, że świadczy to o głębokiej niechęci wobec tego, co dzieje się naprawdę. O zupełnym pogrążeniu się w sferze fantazmatów. Śnie o „białej Polsce”, Polsce hetero. Polsce, w której polski przedsiębiorca ma z polskim budowlańcem, operatorem dźwigu, sprzątaczką czy kasjerką pewien wspólny interes, „interes narodowy”. Z drugiej strony, służy to umniejszaniu znaczenia i powagi podnoszonych przez lewicę problemów - przedstawia się je jako produkty wybujałej wyobraźni lub pretekst do ataku na to, co Polskie, na to, co narodowe. Tak jakby jej przyrodzonym, i w gruncie rzeczy jedynym prawdziwym celem, było cyniczne szkodzenie Polsce.

A więc 1) bagatelizacja problemu i 2) demonizacja przeciwniczki.

Najczęstszym komentarzem do założenia SKA z prawej strony było na początku „tu nie ma żadnego faszyzmu”. Śpiewka znana z każdej apologii Marszu Niepodległości. Mamy więc element bagatelizacji problemu. Teraz należy przeciwnika zohydzić, zdyskredytować, tak aby nie tylko jego głos umilkł, ale by i sam adwersarz pozostał zupełnie skompromitowany.

A jak najłatwiej skompromitować przeciwnika w Polsce A.D. 2017? Wystarczy nazwać go „komuchem”. Niezawodna skuteczność, działa wszędzie. Z chwytu tego korzystają tak chłopcy-narodowcy, jak i wyznawcy „prawdopośrodkizmu”, dzielni polscy liberałowie, elity spod znaku Newsweeka, czyli zwykli neo-konserwatyści, homofobowie i klasiści.

Trzeba mieć jednak pretekst. W tym przypadku posłużyła za niego koszulka z podobizną Karola Marksa, ojca socjalizmu naukowego, współautora Manifestu Komunistycznego, którą miała na sobie jedna z członkiń komitetu. Moglibyśmy w tym miejscu pokusić się o rozwinięcie stwierdzenia, że odwoływanie się do postaci i dorobku Marksa wcale nie świadczy samoistnie o identyfikacji z ruchem komunistycznym.

Że odwoływały się do niego sztandarowe postacie Polskiej Partii Socjalistycznej, takie jak Kazimierz Pużak, Ignacy Daszyński, czy jeszcze niedawny autorytet prawicy, Józef Piłsudski. Wszyscy oni widzieli bowiem w Marksie, nie inspirację dla haniebnych, zbrodniczych poczynań Stalina, lecz przyjaciela robotników i chłopów całego świata, a przy tym także zagorzałego zwolennika niepodległości Polski (tutaj odsyłamy do fanpage’a „Przywróćmy pamięć o patronach wyklętych”, odkłamującego m.in. stosunek Marksa do Polski). Wiele ze wspomnianych postaci burzyło się na myśl, że bolszewicy mają czelność powoływać się w swoich działaniach na jego postać. Wszyscy z kolejna dostrzegali jego ponadprzeciętny intelekt. Ci natomiast, którzy dotrwali do roku 45’ dochowując wierność ideałom Marksa, trafiali do więzień, dotykały ich prześladowania.

Nie to jest jednak naszym celem.

Jest nim odebranie etykietce komunisty statusu wyzwiska, politycznej inwektywy. „Z faszyzmem na UW walczą jawni KOMUNIŚCI”, stwierdza wszechpolak w swoim tweecie. I ma rację. Komuniści są stałym elementem antyfaszystowskiego frontu, odkąd tylko w Europie pojawiły się formacje nacjonalistyczne i faszystowskie. Są nim również dzisiaj.

Nie jest tak, że Studencki Komitet Antyfaszystowski jest ugrupowaniem zdominowanym przez komunistów i komunistki. Znajdują się tam oni bowiem de facto w mniejszości. Jednakże ideały komunistyczne są obecne w ruchu antyfaszystowskim, a przywiązanie do nich w żadnym razie nie jest powodem do wstydu, ani też uzasadnieniem dla politycznej dyskredytacji. Nie jesteśmy stalinowcami, nie jarają nas gułagi, Wielki Głód ani samotny ocet na sklepowych półkach. Dlatego wielu i wiele z nas nazywa siebie komunist(k)ami wolnościowymi, wszak pragniemy odgrodzić się szczelnie od ludzi noszących w sobie sympatię dla jakiejkolwiek tyranii oraz zdrajców bezczelnie owijających się w czerwone sztandary, dla których miejsca w naszym ruchu nie ma, i nigdy nie będzie.

Ideały, które rzeczywiście wyznajemy to demokratyczna kontrola pracowników nad środkami produkcji, eliminacja nierówności społeczno-ekonomicznych poprzez zniesienie klasowego podziału społeczeństwa, pełna demokratyzacja wszystkich przestrzeni życia publicznego, a przy tym nieodłącznie równość wszystkich ludzi niezależnie od płci, orientacji seksualnej, narodowości czy wyznawanej religii, zjednoczonych w duchu ogólnoświatowej solidarności pracowniczej.

Chcecie nas za to wieszać? Spoko, możecie próbować. Będzie to kolejny dowód moralnej ekwiwalencji między wami a wstrętnymi stalinuchami. Oni wszakże w pierwszej kolejności do odstrzału kierowali tych, którzy chcieli Polski wolnej od wszelkiej tyrani, w tym także dyktatury kapitału. Anty-autorytarni komuniści, dokładnie tacy jak my, byli zdecydowanie większymi wrogami dla rzekomej „władzy ludowej” niż wszyscy „żołnierze wyklęci” razem wzięci.

A zatem prawdą jest, że komunistów i komunistek jest na lewicy pełno. Fałszem natomiast, i to niezwykle krzywdzącym - choć po części zrozumiałym w dotkniętej specyficznie post-PRLowską lewicofobią Polsce - jest wyobrażenie Marksa i ruchu komunistycznego poprzez pryzmat stalinowskiej propagandy.

Prawica od lat odtwarza stalinowskie klisze. Ma bowiem ten sam cel, którym jest zupełne zdeprecjonowanie nas, anty-autorytarnych komunistów i komunistek, tych z Czarnego Protestu, tych z Manify, tych z 11.11 i każdej odbytej blokady antyfaszystowskiej, tych którzy i które znajdują się zawsze w pierwszym rzędzie walki ze wszelkimi formami ucisku.

Losowe Artykuły

mikropolityka

mikropolityka

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne