Data:2017-12-22
Wyświetleń:643

Mistyczne mięso - spożywanie zwierząt w perspektywie kulturowej a względy etyczne
Małgorzata Greszta

,,Wszyscy jesteśmy kanibalami.”

,,Kanibalizm może przybrać postać pokarmową (w okresie przednówka lub z powodu upodobania do mięsa ludzkiego), polityczną (jako kara za zbrodnie bądź zemsta na wrogach), magiczną (aby przyswoić sobie cnoty zmarłych albo wręcz przeciwnie, odpędzić ich duszę), rytualną (jeśli stanowi część kultu religijnego bądź święta zmarłych, albo rytuału dojrzałości, czy też ma zapewnić urodzaj). Wreszcie może mieć formę terapeutyczną, jak to potwierdzają liczne zalecenia medycyny starożytnej, i to w samej Europie, w całkiem niedalekiej przeszłości.”[1]

Jeden z żołnierzy indonezyjskich szwadronów śmierci podczas filmu The act of killing Oppenheimera wyznaje, że aby nie oszaleć, pił krew swoich ofiar - wedle Levi Straussa to magiczna postać kanibalizmu. Zastrzyki z substancji mózgowej to kanibalizm terapeutyczny, ale czym jest transplantacja organów czy handel ludźmi i morderstwa w celu ich pozyskania? Co z przetaczaniem krwi?

Przełomem dla transplantologii było odkrycie grup krwi w pierwszym 25–leciu XX w., co zapoczątkowało transfuzje. Następnie w 1967 r. w Kapsztadzie wykonano pierwszy udany przeszczep serca i w oka mgnieniu ta praktyka stała się powszechna. Jedną z typizacji transplantologii jest rozdział na przeszczepy ex vivo oraz ex mortuo. Drugi rodzaj - czyli pobieranie narządów od zmarłego, aby przedłużyć życie jeszcze żyjącego, zdefiniuję jako przyjmowanie martwej części cudzego ciała przy pomocy osób trzecich, przy całkowitym bezruchu i bezwładzie osoby przyjmującej, a kanibalizm jako przyjmowanie martwej bądź martwych części cudzego ciała drogą pokarmową - samodzielnie. Przyjmijmy, że jest to akt kanibalizmu spowodowany zagrożeniem śmiercią głodową, wtedy oba przypadki – przeszczep chirurgiczny i akt kanibalizmu – mają na celu ocalenie bądź przedłużenie życia poprzez wykorzystanie zwłok obcego. Pierwszy przypadek jest codziennością, drugi dewiacją. Cytując ponownie Levi-Straussa:

,,Niektórzy powiedzą, że zwierzęcy apetyt na ludzkie mięso jest tym, co sprawia, że kanibalizm jest przerażający. (...) Opinia publiczna cały czas dopatruje się w kanibalistycznych praktykach czegoś monstrualnego, jakiejś aberracji tak bardzo obcej ludzkiej naturze, że niektórzy autorzy, ofiary tego samego przesądu, zaprzeczają istnieniu kanibalizmu w ogóle.”[2]

Symbolika antropofagiczna jest tymczasem elementem chrześcijańskich filarów kultury europejskiej.

Chrześcijaństwo to religia zaskakująco silnie związana z emblematyką kanibalistyczną, podczas gdy kanibalizm potocznie kojarzony jest z ,,dzikimi i nienawróconymi” - tymi, którzy są od setek lat chrystianizowani przez Kościół Katolicki. W czasie każdej mszy świętej inscenizowany jest akt picia krwi i przyjmowania ciała złożonej na ołtarzu ofiary przez duchownego (gwoli ścisłości, wcześniej torturowanej i ostatecznie zakatowanej na śmierć). Rytualne przypominanie o tym stanowi fundament owego wierzenia, a czas komunii świętej - przyjmowania przez wiernych „ciała Chrystusa pod postacią chleba” – jest kulminacyjnym momentem każdego odprawianego nabożeństwa. Czy ten ludożerczy, symboliczny pierwiastek jest w jakiś sposób dla kogoś szkodliwy? Prawdopodobnie nie. Jest moim zdaniem jedynie kompromitujący i nie wpływa najlepiej na wiarygodność instytucji Kościoła, natomiast ,,medyczny kanibalizm” jest całkowicie akceptowany społecznie i etycznie rozstrzygnięty. Poprzez ów przykład chciałam ukazać dysonans naszych powszechnych przekonań - zbyt łatwo przyjmowanych aksjomatów (na przykład: ,,kanibalizm to dewiacja, a ja jako Europejka nie mam z nim nic wspólnego, nie dotyczy mnie w żaden sposób” – wręcz przeciwnie, jest codziennością, nawet jeśli nie dla mnie, to dla mojej judeochrześcijańskiej rodziny owszem.)

Mięso, głód i śmieci.

,,Niektóre ludy niepiśmienne widzą w [zjadaniu zwierząt; przyp. red.] nieco złagodzoną formę kanibalizmu. Humanizują relację pomiędzy myśliwym (czy rybakiem) a jego ofiarą, opisując ją według modelu relacji pokrewieństwa: jak w wypadku osób stających się rodziną poprzez małżeństwo albo bezpośrednich współmałżonków (...). Polowanie i połów jawią się tym samym jako rodzaj endokanibalizmu.”[3]

W Raju Adam i Ewa żywili się jedynie roślinami – zmieniło się to po opuszczeniu go, co odczytuje się jako składową ludzkiego upadku, jednak człowiekowi przykazane jest panować nad zwierzętami, Pismo Święte wskazuje bowiem, że to on jest Panem Ziemi:

,,I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi!”[4]

Nie będzie to przeinterpretowanie jeśli stwierdzę, że chodzi o to, że zwierzęta są naszą własnością, istnieją dla nas i ich rolą jest służba ludzkości - jako siła robocza i poprzez ofiarowywanie swoich ciał jako pokarmu. Trzeba obiektywnie stwierdzić, że ta ideologia jest zdecydowanie mniej szlachetna niż wyżej wspomnianego ,,ludu niepiśmiennego”.

Czy mięso jest konieczne, aby żyć w zdrowiu? Nie będę podnosiła tego tematu, ponieważ powstała niezliczona ilość artykułów medycznych o diecie bezmięsnej, jednak chętnie przywołam fakty związane z ekonomią, logistyką i europejską mentalnością.

,,Potrzeba czterech kalorii pochodzących z roślin, aby wyprodukować jedną kalorię, jaką daje kurczak, sześć do wyprodukowania jednej wieprzowej i dziesięć w przypadku kalorii z wołowiny czy jagnięciny. To samo dzieje się z wodą: potrzebne jest 1500 litrów wody, aby wyprodukować kilogram kukurydzy, ale 15 tysięcy idzie na kilogram wołowiny. Hektar dobrej ziemi może dać 35 kilogramów białka roślinnego; jeśli produkcja będzie przeznaczona na wykarmienie zwierząt - 7 kilogramów. Czyli jeden człowiek jedzący mięso zagarnia dla siebie środki, które rozdzielone wystarczyłyby dla pięciu albo dziesięciu ludzi. Jedzenie mięsa wprowadza bezwzględną niesprawiedliwość: pozwalam sobie na jedzenie produktu pięć, dziesięć razy droższego niż ten, który jesz ty. Jeść mięso, znaczy mówić: mam gdzieś pozostałych dziewięciu.”[5]

Martin Capparos stwierdza nawet że, “jedzenie mięsa jest ostentacyjnym pokazem siły”, co można rozpatrywać w wielu aspektach. Jednym z nich jest mięso jako śmieć.

,,Ścierwo” to, według słownika PWN, ,,rozkładające się ciało zwierzęcia; nieapetyczny lub nieświeży kawałek mięsa lub pogardliwe określenie człowieka bezwartościowego moralnie”. Wyrzucanie produktów przez część społeczeństw ekskluzywnych dla społeczności afrykańskich jest rażącym, nonszalanckim gestem europejskiego czy północnoamerykańskiego jaśniepana. Nadprodukcja mięsa dezawuuje jego część jako produkt i w efekcie trafia ono np. do ziemi - jako nawóz. Mięso trafiające na wysypisko śmieci w Buenos Aires jest odszukiwane przez pobliskich mieszkańców, myte, a następnie sprzedawane tym, którzy w hierarchii faveli są oczko wyżej - nie muszą ryzykować życia, wdrapując się na górę śmieci.

W Europie mięsa czasem używa się na opał - czy można powiedzieć, że to palenie śmieciami? W Polsce są ludzie, którzy jedzą padlinę. W kwestii terminu przydatności są zdani sami na siebie. Chodzi tu o zwierzęta, które giną na drogach.

,,Według statystyk policyjnych w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku miało miejsce około sto dwadzieścia pięć tysiecy kolizji z udziałem zwierząt. Zdecydowana większość zwierząt nie przeżywa zderzenia z pojazdem. Warto podkreślić, że powyższe dane nie są pełne. Szacuje się, że wszystkie kolizje ze zwierzętami są kilkakrotnie częstsze. Policja dysponuje głównie zgłoszeniami ludzi, którzy odnieśli znaczące szkody w wyniku kolizji spowodowane przez uderzenia dużych zwierząt. Zderzenia z małymi zwierzętami najczęściej nie są odnotowywane.”[6]

Zjedzenie potrąconej sarny bądź dzika nie jest być może aż tak niespotykane, jednak mam tu na myśli krety i wiewiórki, które owi padlinożercy muszą sami przygotować, co jest niewątpliwym przekraczaniem tabu, budzi także wstręt. Dlaczego? Bo zjadanie potrąconych kretów nie jest elementem naszej europejskiej tradycji.

Tożsamość.

,,Kraje katolickie mają obsesję szynki. W Polsce biało-czerwona, gotowana szynka jest narodowym symbolem świąt, namaszczanym chrzanem lub majonezem. [...] Włoska szynka - prosciutto - artyzmem mumifikacji przypomina słynnych nieboszczyków z katakumb w Palermo [...]. Hiszpańskie szynki zdobią barokowo swymi krągłościami knajpy, zwane „Museo del jamon” (Muzeum szynki). Grona szynek zawieszone raciczkami do sufitu tworzą cielisty fryz, wędzony dymem papierosów.” [7]

Nawet jeśli w ogóle nie odwiedzamy kościoła w Wielkanoc, my czy nasze rodziny podają zaproszonym gościom jaja oraz barszcz z kiełbasą, ustawiając obok półmiski z szynkami, pasztetami i pieczeniami. Wigilia nie odbędzie się bez ryby, a Boże Narodzenie bez uczczenia go mięsnymi potrawami. Kuchnia staropolska na pierwszym miejscu sytuuje mięsiwo pod różnymi postaciami, a wszystko musi być obficie okraszone tłuszczem - najlepiej zwierzęcym. Taka dieta była idealna dla polskiego chłopa, który ciężko pracował w polu i potrzebował wieluset kalorii, aby starczyło mu sił przy żniwach bądź zasiewach, jednak lubujący się w tłuszczu organizm współczesnego człowieka niechętnie z niego rezygnuje. Oprócz walorów smakowych potraw, te pamiętane z dzieciństwa przywołują wspomnienia o domu i są elementem poczucia przynależności. Jedzenie mięsa w Polsce ma też wymiar rytualny: z okazji wesela czy świąt zabija się świnie, a przy niedzieli kurę na rosół - do tej pory. Kuchnia jest niezwykle ważnym elementem regionalnej czy narodowej tożsamości. Zwłaszcza konserwatyzm ogromnie sprzyja przywiązaniu do tradycji, włączając w nie również te kulinarne.

Na początku XX wieku widok dużych części zabitych zwierząt był codziennością. Na targu można było zobaczyć przekrojoną na pół świnię czy jej głowę w całości. Duże zwierzęta były zabijane przez rzeźnika, ptactwo zarzynał prawie każdy mężczyzna mieszkający na wsi. Kobiety zajmowały się wyrywaniem pierza i przygotowywaniem zwierzęcia do gotowania czy pieczenia. Bardzo ciekawym zagadnieniem jest pytanie, kiedy zwierzę przestaje być zwierzęciem, a kiedy mięso staje się mięsem - to kwestia zindywidualizowana. Z moich małych badań wynika, że na przykład osoby, które muszą oskórować świnię, natychmiast po jej zabiciu i przystąpieniu do czynności przemianowują ,,zwierzę” na ,,mięso”. Gdy ktoś nie uczestniczy ani w procesie przygotowywania, ani gotowania, uważa, że mięsem jest to, co zostaje podane na talerzu. Istnieje również rozróżnienie na żywe zwierzę, zwierzę zabite w celu pozyskania z niego mięsa – przed przygotowaniem go – i mięso, podzielone na kawałki, pofiletowane. Osoby, które nie są przyzwyczajone do widoku zabitych zwierząt bądź ich dużych fragmentów, często czują wstręt bądź obrzydzenie na ich widok. Przywołam przypadek człowieka bardzo kochającego zwierzęta, mieszkającego całe życie na wsi, który nigdy żadnego zwierzęcia nie zabił, nigdy też nie przygotowywał mięsa, nie patroszył ryb, jednak uwielbiał wszelkiego rodzaju kiełbasy, szynki i kaszanki. Czy więc refleksyjność można wytłumić wychowaniem, przyzwyczajeniami, przywiązaniem do określonych smaków i upodobań kulinarnych? Słownik języka polskiego definiuje ,,mięso” jako ,,jadalne części zabitych zwierząt; też: potrawy przyrządzane z tych części”, jednak moim zdaniem ta eksplikacja nie obrazuje rzeczywistego rozumienia tego terminu przez mięsożerców – sądzę, że nie widzą oni w mięsie zabitego zwierzęcia, a jedynie posiłek, z którego nie chcą bądź nie potrafią zrezygnować.

W Polsce po 1989 roku spożycie mięsa znacznie wzrosło, konsumujemy je w nadmiarze - prawdopodobnie aby wynagrodzić sobie lata deficytowe. Oprócz tego, że zjadanie go jest niezwykle silnie związane z tożsamością - tak narodową, jak osobistą – jest również związane z manifestacją swojego statusu finansowego; jeśli stać mnie na kupowanie mięsa, tyle razy w tygodniu, na ile mam ochotę, to znaczy, że jestem osobą dobrze sytuowaną. Takie myślenie jest właściwe oczywiście jedynie określonym kręgom. Tak samo niektórzy twierdzą, że potrawy mięsne przyrządza się szybciej niż potrawy wegetariańskie i że są one bardziej sycące - sądzę, że można z tymi sądami polemizować, przy czym są dla mnie całkowicie zrozumiałe a raczej ich źródło jest mi wiadome - biorą się z przekonań wywodzących się z wiedzy potocznej, kształtowanych między innymi przez kulturę.

Seksualność.

,,Kolejną istotną dla kultury - również literackiej - dziedziną, którą na mocy utrwalonej w języku konwencji przyjęło się pojmować w kategoriach jedzenia, jest miłość fizyczna. Konsumpcja rozumiana jako spożywanie pokarmu stała się metaforą spółkowania (skonsumować związek), zaś terminologia jedzeniowa wykorzystywana jest do kompleksowego opisu czynności związanych z seksem. Tradycyjnym obszarem jej funkcjonowania jest twórczość ludowa, posługująca się np. motywem wilka pożerającego owcę, implikującym metaforyczny (zazwyczaj) kanibalizm miłosny. W literaturze pięknej uczty oraz sceny spożywania pokarmów częstokroć stanowią figurę pożądania i zaspokojenia; ważną przestrzenią występowania metafory jedzeniowej jest także dyskurs psychoanalityczny. Wymienione powyżej przykłady w ramach modelu AKTYWNOŚĆ SEKSUALNA TO JEDZENIE tworzą rozszerzenie zaproponowanej przez Lakoffa metafory konceptualnej POŻĄDANIE TO GŁÓD (DESIRE IS HUNGER)”[8]

Doskonale napisana książka Lakoffa i Johnsona ,,Metafory w naszym życiu” świetnie ujmuje relacje konsumpcji i aktu seksualnego. Oprócz zestawiania ze sobą rozpustnych uczt i rozpustnej miłości, co na myśl przywodzi mi dekadenckie ,,Le Grande Buffo” Ferreriego czy ,,The Cook the Thief His Wife & Her Lover” Greenawaya, chciałabym zastanowić się nad przekonaniem - często tkwiącym w umysłach mężczyzn i kobiet nieświadomie – że osoby nie spożywające mięsa mają znacznie niższe libido.

Czerwień jest symbolem namiętności - również krwista czerwień. W słowniku PWN-u ,,krwisty” to też ,,pełen temperamentu”, a ,,soczysty” może być rozumiany jako ,,dosadny, nieprzyzwoity” - soczysty i krwisty może być np. befsztyk. Skąd powiązanie fizycznej miłości z befsztykiem? Na przykład stąd: w wersji oryginalnej bajka braci Grimm o Czerwonym Kapturku kończy się tym, że Wilk każe dziewczęciu kolejno zdejmować fartuszek, gorsecik i pończoszki, i kiedy jest już naga, kładzie się z oprawcą do łóżka, a ten ją pożera. Filmem zdecydowanie bardziej kontrowersyjnym niż ,,Wielkie żarcie” są transgresyjne ,,Różowe flamingi”. Tam mamy z kolei do czynienia z aktem kopulacji dwóch osób, między którymi znajdują się żywe kury, które podczas stosunku tracą życie. Jest też wątek starszej kobiety, która w samej bieliźnie siedzi w kojcu i zajada się jajami pod różnymi postaciami. Te sceny niewątpliwe miały być perwersyjne. Tak samo jak doczepianie surowego mięsa do swoich narządów płciowych przez głównego bohatera, drag queen. Ten film, choć jest moim ulubionym z kategorii ,,dziwne filmy”, nie rozbudził we mnie fantazji erotycznych, nie rozumiem też, jaki związek ma mięso z seksem, jednak niewątpliwie w kulturze to zestawienie często występuje - być może chodzi o dzikość, jednak jestem przekonana, że spożywanie mięsa czy też jaj nie gwarantuje udanego życia seksualnego. Przywołam ponownie ulubionego Levi-Straussa: ,,Traktowanie tego, co należy do kultury - co jest przejściowe - jako czegoś naturalnego, jest najgorszą pułapką: jest rezygnacją z szukania innych opcji.”

,,Zwierzaki, ptaki pod drzwiami stały, jak do nich strzelano, to umierały”

Pozostając jeszcze przez chwilę w sferze seksualności, chciałabym przedstawić wyniki badań psychologicznych dotyczące sprawców nekrofilii:

— 68% dopuściło się ich, aby pozyskać partnera niestawiającego oporu, ze strony którego nie groziło im odrzucenie;

— 21% pragnęło zbliżenia z wyidealizowanym partnerem;

— 15% odczuwało nieodparty pociąg seksualny skierowany ku zwłokom;

— 15% kierowało się chęcią zaspokojenia popędu płciowego;

— 12% chciało podnieść swój poziom samooceny przez nieograniczone poczucie dominacji[9]

Wskazuje to wyraźnie przede wszystkim na bezpośredni związek zabijania i siły - poczucia dominacji oraz pewnej formy bezpieczeństwa. Przyznaję, że to kontrowersyjny środek perswazji z mojej strony, chcę jednak wykazać na podstawie analizy przepisów i przekonań członków związków łowieckich, że podobnie jest z zabijaniem zwierząt.

Według Joe Magee i Adama Galinsky’ego, władza to „asymetryczna kontrola nad cenionymi zasobami w relacjach społecznych”. Kiedy zastanawiałam się nad etyką uboju rytualnego, nad ,,masową produkcją mięsa” i myślistwem, to ostatnie uważałam za najmniej naganne moralnie, jednak dopóki nie przyjrzałam się temu procederowi bliżej. Zacznijmy od tego, że

,,Polowania jako forma rozrywki stanowiły nieodłączną część królewskiego i arystokratycznego stylu życia. Królowie posiadali przywilej polowań w puszczach królewskich, ale wymagały one przygotowań, zajmowały sporo czasu i kosztowały dużo wysiłku. Aby jednak ułatwić udział w tego rodzaju rozrywkach tworzono zwierzyńce, będące specyficzną formą parku. Służyły one nie tylko do zabijania zwierząt, ale najczęściej do ich obserwacji i wypoczynku. Nie każdy szlachcic mógł sobie pozwolić na to kosztowne przedsięwzięcie. Prócz przeznaczenia dużego terenu na ten cel, trzeba było ponadto utrzymywać służbę do doglądania i pozyskiwania zwierzyny, którą odławiano w innych miejscach i dostarczano do zwierzyńców, nawet z odległych miejsc. Wielkość, zasobność i ilość zwierzyńców wzmacniały prestiż właściciela, stanowiły wyznacznik jego zamożności i pozycji społecznej. Stąd tylko królowie oraz wąska grupa magnatów mogła pozwolić sobie na fundowanie tego rodzaju parków.”[10]

Współcześni myśliwi myślą o sobie jako o szczególnej kaście, a polowania są tym, co podnosi ich miejsce w hierarchii społecznej - przynajmniej takie są ich subiektywne odczucia, co można wywnioskować czytając ich wewnętrzny kodeks. Sądzą, że posiadają wielki przywilej decydowania o czyimś życiu bądź śmierci, co umacnia ich poczucie władzy. Opisują siebie jako ,,najznamienitszą część społeczeństwa”, a ich zwyczaje i tradycje silnie nawiązują do monarchii - wybierają królów polowań, pasowanie - jak sami o nim mówią - ma przypominać pasowanie na rycerza. Natomiast upolowane zwierzęta nazywają trofeami. (Poza wszystkim oczywiście dyskryminują kobiety.) Całości tego obrazu nie usprawiedliwia dla mnie fakt, że zwierzęta, na które się poluje, żyją w naturalnym środowisku - ideologia myśliwska jest oburzająca i zasługuje na zdecydowane potępienie.

Konflikt etyczny

,,Przyjdzie dzień, w którym myśl, że ludzie w przeszłości w celu zdobycia pożywienia hodowali i mordowali istoty żywe oraz prezentowali uprzejmie ich części na wystawach sklepowych, będzie wywoływać z pewnością tę samą odrazę, którą odczuwali w XVI i XVII wieku podróżnicy na widok ludożerczych posiłków dzikusów z Ameryki, Oceanii czy Afryki.” [11]

Kontekst etyczny przenikał przez cały artykuł, którego celem jest między innymi wykazanie, jak silnie spożywanie mięsa jest osadzone w kulturze, oraz również to, że jest związane z naszą tożsamością, natomiast ujmując rzecz stricte aksjologicznie: mięsożercy często niechętnie, bądź nawet agresywnie reagują na wegan i wegetarian. Kończąc, chciałabym zauważyć, że należy zastanowić się, dlaczego tak jest, i spróbować to zrozumieć. Niejedzący mięsa bywają przez część społeczeństwa postrzegani jako obnoszący się z poczuciem wyższości moralnej, co niewątpliwie może wywoływać uzasadnione wzburzenie. Wydaje mi się ponadto, że agresywne kampanie społeczne obrońców zwierząt eskalują konflikt i doprowadzają do tego, że awersja wobec wegetarian może w niektórych wzrastać. Jestem również przekonana, że gdy odmawiamy zjedzenia komuś przyrządzonej przez niego potrawy mięsnej mimo tego, że teoretycznie rozumie powód, może poczuć się odrzucony czy znieważony. A jeśli mogę, to proszę wegan i wegetarian, aby okazywali w takich sytuacjach więcej empatii mięsożercom - prawdopodobnie każdy z nas zna smak mięsa. Mięsożercom zaś pozostawiam dowolność interpretacji tego artykułu i żywię nadzieję, że był dla nich stosunkowo przyjazny i wyrozumiały.

[1] Claude Levi-Strauss, Wszyscy jesteśmy kanibalami, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, str. 127

[2] Tamże, str. 125

[3]Tamże, str. 160

[4]Biblia Gdańska, 1 Mój, 1:28, http://www.biblia-internetowa.pl/1Moj/1/28.html, dostęp tu: 12.12.17 [5]Martin Caparrós, Głód, Wydawnictwo Literackie, str. 378

[6]Ariel Modrzyk, Mięso jako śmieć. Społeczne procesy dewaluacji mięsa.,[w:] „Kultura popularna” nr 4 (42) str. 20-30

[7]Agata Winer, Potrawka z czystej inteligencji - metafora w literackiej antropologii konsumpcji, [w:] „Przestrzenie teorii” nr 10/2008, str. 119-134

[8]Tamże

[9]Hubert Szymański, O potrzebie penalizacji nekrofilii: https://www.wspol.edu.pl/przegladpolicyjny/index.php?option=com_content&view=article&id=25:hubert-szyma&catid=5:przeglpd-policyjny-2-90-2008&Itemid=21 dostęp tu: 12.12.17

[10]Tadeusz Bernatowicz, Ogrody do zabaw myśliwskich. Królewskie zwierzyńce czasów saskich wokół Warszawy.[w:] Królewskie ogrody w Polsce. Materiały sesji naukowej, Warszawa, 10-11.05.2001 r., str 265-278

[11]Claude Levi-Strauss, Wszyscy..., str.162

Redagowała:

Julia Miniszewska

Grafika:

https://www.mumok.at/de/nahrungsmitteltest-aktion-261966

Losowe Artykuły

teksty historyczne

kultura

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne