Data:2017-01-16
Wyświetleń:308

Strajk masowy
Róża Luksemburg

Prawie wszystkie dotychczasowe publikacje i wypowiedzi międzynarodowego socjalizmu w sprawie strajku masowego datują się z okresu przed rewolucją rosyjską - pierwszym na największą skalę przeprowadzonym historycznym eksperymentem z tym środkiem walki. Tym się też tłumaczy, że przeważnie są one przestarzałe. Jeśli chodzi o wyrażone w nich poglądy, to są one zasadniczo identyczne ze stanowiskiem Fryderyka Engelsa, który w roku 1873 w swej krytyce bakuninowskiego sposobu „robienia rewolucji” w Hiszpanii pisał:

„Strajk powszechny jest w programie bakuninowskim dźwignią, którą się uruchamia dla zapoczątkowania rewolucji społecznej. Pewnego pięknego poranku wszyscy robotnicy wszystkich zawodów jakiegoś kraju albo nawet na całym świecie porzucają pracę i najdalej w ciągu czterech tygodni zmuszają w ten sposób klasy posiadające albo do poddania się, albo do uderzenia na robotników, tak że ci mają wtedy prawo bronić się i obalić przy tej sposobności cały stary ustrój społeczny. Projekt ten bynajmniej nie jest nowością; począwszy od roku 1848 socjaliści francuscy, a po nich belgijscy raz po raz dosiadali tego popisowego konia, będącego zresztą rasy angielskiej. Już w roku 1839, podczas szybkiego i potężnego rozwoju czartyzmu wśród robotników angielskich, będącego następstwem kryzysu z roku 1839 propagowano «święty miesiąc», strajk ogólnokrajowy (patrz F. Engels, «Położenie klasy robotniczej w Anglii», wyd. II). Znalazło to taki oddźwięk, że w lipcu 1842 roku robotnicy fabryczni w Anglii północnej próbowali myśl tę zrealizować. Również na genewskim kongresie «Alliance» z 1 września 1813 roku strajk powszechny odgrywał wielką rolę, jednakże ogólnie przyznawano, że wymaga on całkowitego zorganizowania klasy robotniczej i pełnej kasy. I w tym właśnie sęk. Z jednej strony rządy, zwłaszcza jeżeli doda się im otuchy przez polityczną bierność, nie pozwolą nigdy na takie zorganizowanie się i pełną kasę. Z drugiej strony wydarzenia polityczne i gwałty dokonywane przez klasy panujące sprawią, że wyzwolenie robotników nastąpi znacznie wcześniej, niż proletariat dojdzie do tego, iż będzie mógł stworzyć sobie tę idealną organizację i te kolosalne fundusze rezerwowe. Gdyby zaś je posiadał, nie byłaby mu potrzebna okrężna droga strajku powszechnego, by cel swój osiągnąć” [ Die Bakunisten an der Arbeit, „Volksstaat”, str. 20]

Mamy tu argumentację, która w następnych dziesięcioleciach była miarodajna, jeśli chodzi o stosunek międzynarodowej socjaldemokracji do strajku masowego. Argumentacja ta jest całkowicie przykrojona do anarchistycznej teorii strajku generalnego, tj. do teorii strajku generalnego jako środka mającego zapoczątkować rewolucję społeczną, w przeciwieństwie do codziennej walki politycznej klasy robotniczej, i sprowadza się do następującego prostego dylematu: albo jeszcze nie cały proletariat posiada potężne organizacje oraz kasy, a wtedy strajku powszechnego przeprowadzić nie może, albo jest on już dostatecznie silnie zorganizowany, a wtedy strajku powszechnego nie potrzebuje. Argumentacja ta jest istotnie tak prosta i na pierwszy rzut oka tak nieodparta, że w ciągu ćwierćwiecza oddawała współczesnemu ruchowi robotniczemu doskonałe usługi jako logiczna broń przeciwko anarchistycznym urojeniom i jako środek rozpowszechnienia idei walki politycznej wśród najszerszych warstw klasy robotniczej. Ogromne postępy ruchu robotniczego we wszystkich nowoczesnych krajach w ostatnim ćwierćwieczu są najwspanialszym dowodem przemawiającym za taktyką walki politycznej, której orędownikami w przeciwieństwie do bakunizmu byli Marks i Engels. Obecna zaś siła socjaldemokracji niemieckiej i jej pozycja jako awangardy całego międzynarodowego ruchu robotniczego jest w niemałej mierze wynikiem konsekwentnego i wytrwałego stosowania tej taktyki.

Rewolucja rosyjska poddała powyższą argumentację gruntownej rewizji. Po raz pierwszy w dziejach walki klasowej dała ona wspaniały wzór realizacji idei strajku masowego i - jak to poniżej dokładniej omówimy - nawet strajku powszechnego. W ten sposób otworzyła ona nową erę w rozwoju ruchu robotniczego. Oczywiście, z tego bynajmniej nie wynika, że zalecana przez Marksa i Engelsa taktyka walki politycznej lub ich krytyka anarchizmu była błędna. Przeciwnie, ten sam sposób myślenia, ta sama metoda, które leżały u podstaw taktyki Marksa i Engelsa, jak również u podstaw dotychczasowej praktyki socjaldemokracji niemieckiej, stworzyły teraz w rewolucji rosyjskiej całkiem nowe momenty i nowe warunki walki klasowej. Rewolucja rosyjska, ta sama rewolucja, która stanowi pierwszą w dziejach próbę zastosowania w praktyce strajku masowego, nie tylko nie ratuje honoru anarchizmu, lecz oznacza właśnie historyczną likwidację anarchizmu. Smutne bytowanie, na które ten kierunek umysłowy został skazany przez potężny rozwój socjaldemokracji w Niemczech w ostatnich dziesiątkach lat, można było objaśnić poniekąd wyłącznym i długotrwałym panowaniem okresu parlamentaryzmu. Ten całkowicie nastawiony na „zadawanie ciosów”, na „akcję bezpośrednią” kierunek „rewolucyjny”, w sensie robienia rewolucji widłami, mógł chwilowo marnieć w bezwietrznej ciszy powszedniej szarzyzny parlamentarnej, aby ożyć i rozwinąć swą wewnętrzną siłę dopiero wraz z powrotem okresu bezpośredniej otwartej walki, ulicznych walk rewolucyjnych. Wydawało się, że szczególnie Rosja nadaje się do tego, by stać się polem doświadczalnym dla bohaterskich wyczynów anarchizmu. Kraj, gdzie proletariat nie miał żadnych praw politycznych i posiadał nader słabą organizację, pstra mieszanina różnych warstw ludności, o różnych krzyżujących się nawzajem interesach, niski poziom oświecenia mas ludowych i wyjątkowe bestialstwo w stosowaniu przemocy przez panujący reżim - wszystko wydawało się jakby stworzone do tego, by anarchizm stał się nagle - nawet na krótki czas - potęgą. I wreszcie Rosja była historycznym miejscem narodzin anarchizmu. A jednak ojczyzna Bakunina miała się stać grobem jego doktryny.

Anarchiści nie tylko nie stali i nie stoją w Rosji na czele masowego ruchu strajkowego, nie tylko całe polityczne kierownictwo akcją rewolucyjną, a także i strajkiem masowym spoczywa w rękach organizacji socjaldemokratycznych, które anarchiści rosyjscy zwalczają zaciekle jako „partię burżuazyjną”, czy też po części w rękach takich mniej lub więcej pozostających pod wpływem socjaldemokracji lub zbliżających się do niej organizacji socjalistycznych, jak terrorystyczna partia „socjalistów-rewolucjonistów” - jako poważny kierunek polityczny anarchiści w ogóle nie istnieją w rewolucji rosyjskiej. Jedynie w małym litewskim miasteczku, które cechują szczególnie ciężkie warunki - pstra mieszanina różnych narodowości wśród robotników, przewaga drobnych przedsiębiorstw i bardzo zacofany proletariat - mianowicie w Białymstoku wśród siedmiu czy ośmiu różnych grup rewolucyjnych istnieje również garstka niedowarzonych „anarchistów”, szerząca wśród robotników w miarę swych sił dezorientację i zamieszanie. Ostatnio zaś w Moskwie i może jeszcze w dwóch albo trzech miastach można zauważyć tego samego pokroju grupki. Ale jaka jest teraz - jeżeli abstrahować od tych kilku „rewolucyjnych” grup - właściwa rola anarchizmu w rewolucji rosyjskiej? Stał się on szyldem dla zwykłych złodziei i rabusiów; pod firmą „anarcho-komunizmu” dokonuje się u osób prywatnych znacznej części owych niezliczonych kradzieży i rabunków, które jak mętna fala towarzyszą każdemu okresowi depresji, każdemu chwilowemu odpływowi rewolucji. Anarchizm stał się w rewolucji rosyjskiej nie teorią walczącego proletariatu, lecz ideologicznym szyldem kontrrewolucyjnego lumpenproletariatu, który jak stado rekinów ciągnie za wojennym okrętem rewolucji. I na tym skończyła się zapewne historyczna kariera anarchizmu.

Z drugiej strony strajk masowy zastosowany został w Rosji nie po to, aby omijając walkę polityczną klasy robotniczej, a szczególnie parlamentaryzm, wskoczyć nagłym wypadem teatralnym w rewolucję społeczną, lecz po to, by stworzyć proletariatowi warunki codziennej walki politycznej, zwłaszcza parlamentarnej. Walka rewolucyjna w Rosji, gdzie jako najważniejszą broń stosuje się strajki masowe, prowadzona jest przez lud pracujący, w pierwszym zaś rzędzie przez proletariat, właśnie o te same prawa polityczne i warunki, których konieczność i znaczenie w walce wyzwoleńczej klasy robotniczej Marks i Engels pierwsi wykazali i których w przeciwieństwie do anarchistów z całą siłą bronili w Międzynarodówce. Tak więc dialektyka dziejów, ta opoka, na której spoczywa cała nauka socjalizmu marksowskiego, sprawiła, że anarchizm, z którym idea strajku masowego była nierozerwalnie związana, popadł obecnie w sprzeczność z praktyką samego strajku masowego, podczas gdy strajk masowy, zwalczany jako sprzeczny z politycznym działaniem proletariatu, ujawnił się dziś jako najpotężniejsza broń w walce o polityczne prawa. Gdy więc rewolucja rosyjska rodzi potrzebę gruntownej rewizji dawnego stanowiska marksizmu wobec strajku masowego, świadczy to znowu tylko o tym, że w nowej postaci ogólne metody i punkty widzenia marksizmu odnoszą zwycięstwo. Kochanka Moora z Moora tylko ręki umierać powinna.

Pierwsza rewizja zagadnienia strajku masowego, która wynika z wydarzeń w Rosji, dotyczy ogólnego ujęcia problemu. Dotychczas zarówno zagorzali zwolennicy dokonania „próby ze strajkiem masowym” w Niemczech - w rodzaju Bernsteina, Eisnera itd., jak również stanowczy przeciwnicy takiej próby, których przedstawicielem w obozie ruchu zawodowego jest na przykład Bümelburg, są w istocie rzeczy zwolennikami takiego samego ujęcia, a mianowicie ujęcia anarchistycznego. Te pozornie przeciwstawne bieguny nie tylko się wyłączają, lecz jak zawsze, równocześnie warunkują się i uzupełniają. W anarchistycznym sposobie myślenia spekulowanie na „wielką awanturę”, rewolucję społeczną, jest tylko cechą zewnętrzną i nieistotną. Istotne jest tutaj całe abstrakcyjne, ahistoryczne ujmowanie strajku masowego oraz w ogóle wszystkich warunków walki proletariackiej. Dla anarchisty jako materialne przesłanki jego „rewolucyjnych” spekulacji istnieją jedynie dwie rzeczy: przede wszystkim bujanie w obłokach, a następnie dobra wola i odwaga wybawienia ludzkości z obecnego, kapitalistycznego padołu płaczu. Bujając w obłokach wymyślono już przed 60 laty, że strajk masowy oznacza najszybszy, najpewniejszy i najłatwiejszy sposób wskoczenia w lepszy społeczny świat. Bujając w obłokach wyspekulowano ostatnio, że walka związkowa jest jedyną rzeczywistą „bezpośrednią walką mas”, a więc jedyną formą walki rewolucyjnej - jak wiadomo, jest to najnowsze urojenie francuskich i włoskich „syndykalistów”. Fatalne dla anarchizmu było nie tylko to, że owe improwizowane w obłokach metody walki były rachunkiem bez gospodarza, tzn. czystymi utopiami, lecz również i to, że nie liczyły się one wcale z pogardzaną i złą rzeczywistością i najczęściej w tej złej rzeczywistości metody te przekształcały się niepostrzeżenie z rewolucyjnych spekulacji w praktyczną pomoc dla reakcjonistów.

Na tym samym gruncie abstrakcyjnego, ahistorycznego ujmowania zjawisk stoją dziś jednak ci, którzy by pragnęli uchwałą kierownictwa wyznaczyć w najbliższym czasie w Niemczech strajk masowy na oznaczony w kalendarzu dzień, jak również i ci, którzy - jak uczestnicy kongresu związków zawodowych w Kolonii - chcą usunąć problem strajku masowego przez wydanie zakazu jego „propagowania”. Oba te kierunki wychodzą ze wspólnego, czysto anarchistycznego punktu widzenia, że strajk masowy jest jedynie technicznym środkiem walki, który według upodobania. i zgodnie z najlepszą wolą i wiedzą może zostać „uchwalony” lub „zakazany”, że jest to swego rodzaju scyzoryk, który „na wszelki wypadek” można trzymać zamknięty w kieszeni albo zgodnie z postanowieniem można otworzyć i użyć. Co prawda właśnie przeciwnicy strajku masowego przypisują sobie zasługę, że biorą pod uwagę podłoże historyczne i warunki materialne obecnej sytuacji w Niemczech, w przeciwieństwie do „rewolucyjnych romantyków”, którzy bujają w obłokach i partout nie chcą się liczyć z twardą rzeczywistością, jej możliwościami i niemożliwościami, „Fakty i liczby, liczby i fakty” - wołają oni jak mr. Gradgrind w powieści Dickensa „Ciężkie czasy”. Przez „podłoże historyczne” i „warunki materialne” związkowi przeciwnicy strajku masowego rozumieją dwojakiego rodzaju momenty: z jednej strony słabość proletariatu, z drugiej - siłę militaryzmu prusko-niemieckiego. Niedostateczna siła liczebna organizacji robotniczych i niedostateczny stan ich kas oraz imponujące bagnety pruskie - oto „fakty i liczby”, na których w danym wypadku ci przywódcy związkowi opierają swoją politykę. Otóż kasy związkowe i bagnety pruskie są bez wątpienia bardzo materialnymi, jak też bardzo historycznymi zjawiskami, jednakże pogląd, który się na tym opiera, nie jest materializmem historycznym w sensie Marksa, lecz policyjnym materializmem w sensie Puttkamera. Również przedstawiciele kapitalistycznego państwa policyjnego liczą się - i to wyłącznie - z faktyczną siłą zorganizowanego proletariatu, jak również z materialną siłą bagnetów, a z przykładowego porównania tych dwóch szeregów liczb wyciągają oni wciąż jeszcze uspokajający wniosek, że rewolucyjny ruch robotniczy tworzą poszczególni wichrzyciele i podżegacze, ergo więzienia i bagnety stanowią wystarczający środek, aby opanować to niemiłe „przejściowe zjawisko”.

Klasowo uświadomiony proletariat niemiecki dawno już zrozumiał śmieszność teorii policyjnej, jakoby współczesny ruch robotniczy był sztucznym, samowolnym tworem garstki wyzutych z sumienia „podżegaczy i wichrzycieli”.

Jest to jednak zupełnie takie samo ujęcie sprawy, gdy grupka zacnych towarzyszy łączy się w dobrowolną brygadę stróżów nocnych, aby ostrzec niemiecką klasę robotniczą przed niebezpiecznymi knowaniami kilku „rewolucyjnych romantyków” i ich „propagandą strajku masowego”, albo też gdy z drugiej strony niektórzy towarzysze inscenizują hałaśliwą kampanię oburzenia, gdyż czują się oszukani przez jakoweś „poufne” układy kierownictwa partii i Generalnej Komisji Związków Zawodowych w sprawie wybuchu strajku masowego w Niemczech. Gdyby to zależało od podjudzającej „propagandy” rewolucyjnych romantyków albo od poufnych czy jawnych uchwał kierownictw partyjnych, tobyśmy dotąd nie mieli w Rosji ani jednego poważnego strajku masowego. W żadnym kraju - jak to już zaznaczyłam w marcu 1905 roku w „Sächsische Arbeiterzeitung” - nie myślano tak mało, jak w Rosji, o tym, aby „propagować” strajk masowy, ani nawet, aby dyskutować o nim. A odosobnione przykłady uchwał i układów kierownictwa partii w Rosji, które rzeczywiście miały na celu proklamowanie strajku masowego na zawołanie, z własnej woli, jak na przykład ostatnia próba w sierpniu tego roku, po rozwiązaniu Dumy - sprawie wszystkie spełzły na niczym. Jeśli więc rewolucja rosyjska czegoś nas uczy, to przede wszystkim tego, że strajku masowego nie można „robić” sztucznie, nie można go „uchwalać” ni z tego, ni z owego, nie można go „propagować”, lecz że jest on zjawiskiem historycznym, które w odpowiednim momencie z historyczną koniecznością wypływa ze stosunków społecznych.

A więc problem ten może być ujmowany oraz dyskutowany nie na gruncie abstrakcyjnych spekulacji o możliwości lub niemożliwości, pożytku lub szkodliwości strajku masowego, lecz wyłącznie przez badanie tych momentów i tych stosunków społecznych, z których wyrasta strajk masowy w obecnej fazie walki klasowej, czyli - innymi słowy - nie na gruncie subiektywnego oceniania strajku masowego z punktu widzenia tego, czego się pragnie, lecz przez obiektywne zbadanie jego źródeł z punktu widzenia tego, co jest historycznie konieczne.

Na płaszczyźnie abstrakcyjnej analizy logicznej da się z zupełnie taką samą mocą udowodnić zarówno absolutną niemożliwość i pewną klęskę strajku masowego, jak i jego całkowitą możliwość i niewątpliwe zwycięstwo. I dlatego argumentacja ma tutaj w obydwu wypadkach tę samą wartość, nie posiada mianowicie żadnej wartości. Toteż w szczególności obawa „propagowania” strajku powszechnego, która doprowadziła nawet do formalnego rzucania klątw na domniemanych winowajców tego przestępstwa, jest jedynie produktem jakiegoś komicznego qui pro quo. „Propagować” strajk masowy jako abstrakcyjny środek walki jest rzeczą tak samo niemożliwą, jak propagować „rewolucję”. „Rewolucja” i „strajk masowy” są to pojęcia, które same oznaczają tylko zewnętrzną formę walki klasowej, a sens i treść posiadają tylko w powiązaniu z pewnymi, całkiem określonymi sytuacjami politycznymi.

Gdyby ktoś zechciał strajk masowy w ogóle jako formę akcji proletariackiej uczynić przedmiotem systematycznej propagandy i chodzić z tą „ideą” od mieszkania do mieszkania, pragnąc stopniowo zdobywać dla niej masy robotnicze, to byłoby to z jego strony zajęcie równie bezużyteczne, próżne i niedorzeczne, jak gdyby ktoś zechciał z idei rewolucji albo walki na barykadach uczynić przedmiot specjalnej agitacji. Strajk masowy stanął dziś w centrum zainteresowania niemieckiej i międzynarodowej klasy robotniczej, gdyż oznacza on nową formę walki i stąd stanowi niewątpliwy symptom głębokiego zwrotu w stosunkach klasowych i warunkach walki klasowej. To, że masy proletariatu niemieckiego - mimo uporczywego sprzeciwu ich przywódców związkowych - okazują tak żywe zainteresowanie nowym problemem, świadczy o zdrowym instynkcie rewolucyjnym tych mas i żywej ich inteligencji. Ale tego zainteresowania robotników, tego szlachetnego głodu intelektualnego i pragnienia czynu rewolucyjnego nie można zaspokoić tym, że się ich częstuje abstrakcyjną gimnastyką umysłową na temat możliwości lub niemożliwości wybuchu strajku masowego, lecz tym, że wyjaśni się im rozwój rewolucji rosyjskiej, międzynarodowe znaczenie tej rewolucji, zaostrzenie przeciwieństw klasowych w Europie zachodniej, dalsze polityczne perspektywy walki klasowej w Niemczech, rolę i zadania mas w nadchodzących walkach. Jedynie taka forma dyskusji o strajku masowym doprowadzi do rozszerzenia umysłowego horyzontu proletariatu, zaostrzy jego świadomość klasową, pogłębi jego sposób myślenia i zahartuje jego wolę.

Jeśli się jednak stoi na tym stanowisku, to wówczas ukazuje się w całej swej śmieszności również i proces karny, wytoczony przez przeciwników „rewolucyjnej romantyki” o to, że przy rozpatrywaniu tego problemu ktoś nie trzymał się dość ściśle brzmienia jenajskiej rezolucji. „Praktyczni politycy” zadowalają się jeszcze od biedy tą rezolucją, ponieważ łączy ona strajk masowy głównie z losami powszechnego prawa wyborczego, z czego - jak sądzą - można wyciągnąć dwojaki wniosek: po pierwsze, że strajk masowy powinien mieć czysto obronny charakter, po drugie, że sam strajk masowy zostanie podporządkowany parlamentaryzmowi i zamieniony tylko w dodatek do parlamentaryzmu. Ale z tego punktu widzenia prawdziwy sens rezolucji jenajskiej polega na tym, że w obecnej sytuacji w Niemczech zamach panującej reakcji na prawo wyborcze do parlamentu stanowiłby najprawdopodobniej sygnał i zapoczątkowanie owego okresu burzliwych walk politycznych, w którym strajk masowy byłby zapewne po raz pierwszy zastosowany w Niemczech jako środek walki. Dążenie do zwężenia i sztucznego zakreślenia zasięgu społecznego tudzież historycznego pola działania strajku masowego, jako zjawiska i jako problemu walki klasowej, za pomocą brzmienia rezolucji zjazdu partyjnego jest przedsięwzięciem, które swą krótkowzrocznością dorównuje owemu zakazowi dyskusji uchwalonemu przez kongres związków zawodowych w Kolonii. W rezolucji zjazdu partyjnego w Jenie socjaldemokracja niemiecka przyjęła oficjalnie do wiadomości głęboki przewrót dokonany przez rewolucję rosyjską w międzynarodowych warunkach proletariackiej walki klasowej i dała świadectwo, że jest zdolna do rozwoju rewolucyjnego i że umie się dostosować do nowych wymogów przyszłej fazy walk klasowych. Na tym polega znaczenie rezolucji jenajskiej. Co się tyczy praktycznego zastosowania strajku masowego w Niemczech, to o tym zadecyduje historia - tak jak zadecydowała ona o tym w Rosji - historia, w której socjaldemokracja i jej decyzja są oczywiście ważnym, ale tylko jednym spośród wielu czynników.

Losowe Artykuły

mikropolityka

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne