Data:2018-01-02
Wyświetleń:881

Analiza krytyczna
Wojciech Łobodziński

Przyglądając się mainstreamowej polskiej debacie politycznej ławo zauważyć, że czegoś w niej brakuje. Mam na myśli krytyczną analizę obnażającą opresyjność niektórych mechanizmów instytucjonalnych lub społecznych czy samego dyskursu.

Choć wydaje się nam, że czasem możemy mieć nadzieję na pojawienie się retoryki o takim zabarwieniu, szybko okazuje się ona politycznym meandrowaniem pomiędzy politycznymi korzyściami, a nic nieznaczącymi frazesami, głoszącymi potrzebę kultywowania wartości chrześcijańskich, tak jakby były one teraz dla kogokolwiek punktem odniesienia. Jak na dłoni widzimy to, gdy na przykład mowa o uchodźcach i uchodźczyniach. Czasem mamy wrażenie, że ktoś chce „dobrze”, bo kogoś toleruje. Tak jakby sama tolerancja nie była czymś nieoczywistym, czymś wymuszonym, czymś naznaczonym czystą relacją władzy, tym straszniejszą, że ubieraną w dobre intencje równości. Widzimy też masę instytucji mających na celu wyrównywanie szans, nierówności edukacyjnych, ekonomicznych, społecznych i innych. Jednak gdy przyjrzymy się im bliżej, zobaczymy instytucje instrumentalizujące potrzeby ludzkie czy samych ludzi, nie spełniające ich potrzeb. Często są one wręcz opresyjne wobec swoich podopiecznych czy klientek. Należą do nich instytucje takie jak opieka społeczna, szkoły, uniwersytety czy sądy. Ten mechanizm występuje też niestety w części organizacji pozarządowych, które zmuszone są wyręczać państwo w należących do niego zadaniach, nie otrzymują jednak dofinansowania umożliwiającego pokrycie kosztów większości potrzeb obywateli i obywatelek. Gdy mowa o faszyzmie czy autorytaryzmie, które w polskiej polityce znajdują coraz większe pole do działania, rzadko usłyszymy, skąd wzięła się ich popularność. Skąd nagle jest w obywatelach i obywatelkach tego kraju potrzeba tak skonstruowanej władzy i wspólnoty zawiązującej się wokół niej? W części analiz na pierwszy plan wysuwa się wątek ekonomiczny, co jest o tyle przyjemną strategią, że na jej poparcie mamy twarde dane dotyczące nierówności społecznych i dochodu gospodarstw domowych w poszczególnych latach. Nie powinnyśmy jednak zapominać, że ogromną rolę odegrała również edukacja, która nie wzmacnia w wystarczający sposób postaw prospołecznych i nie umożliwia wyrównania szans osobom pochodzącym z mniej zamożnych domów. Nie dowiemy się też niczego o seksizmie, patriarchacie czy innych formach opresji kobiet i mniejszości, strukturach ich reprodukcji, powielania, albo metodach zarządzania nimi i wyciągania z nich korzyści. Warto byłoby się zastanowić, czy taka sytuacja nie jest na rękę sprawującym władzę, pozwalając im na łatwe kształtowanie czy podsycanie lęku i uprzedzeń wobec konkretnych grup społecznych.

Tego rodzaju przykłady można by mnożyć niemalże bez końca. Z pewnością nagromadziło się wiele kwestii do tej pory nie poruszanych, dzięki temu pozwalających na bezpieczne działanie opresji i relacji władzy na wielu polach. Choć pojawiła się w Polsce już masa narzędzi teoretycznych do walki z nimi, to i tak wciąż brakuje organizacji, grupy czy też oddolnego ruchu, który byłby w stanie powoli wprowadzać te narzędzia do codziennej praktyki. Mam tutaj na myśli cały wachlarz możliwości rozpowszechniania treści, od mediów po rozwiązania multimedialne, które daje nam Internet, jak i rozwiązanie tradycyjne. Możemy do nich zaliczyć kolportaż ulotek, a także protesty o zaplanowanej estetyce lub akcje bezpośrednie, odbywające się tam, gdzie opresja ma miejsce: na uczelni, w miejscu pracy, szkole, na ulicy czy też protesty organizowane przeciw praktykom mających swe miejsce w mediach czy dyskursie.

Choć akcje bezpośrednie już się odbywają, to często zyskują popularność dzięki kontekstom – na przykład głośnym wydarzeniom, które miały miejsce lub organizowaniu ich przez te same osoby. Niestety, często nie są organizowane tam, gdzie powinny lub w miejscach, gdzie mogłyby najbardziej pomóc lokalnej społeczności. Moim zdaniem wynika to z ograniczenia dyskursu lewicowego, który mając swoje braki, przez sytuację, która panuje w mainstreamie, pozostawia wiele kwestii w ukryciu, oraz z faktu, że niektóre narzędzia praktyczno–teoretyczne nie zostały jeszcze w pełni wykorzystane w Polsce, czy też w ogóle nie miały okazji zaistnieć. Wpływa na to również fakt, że pewna narracja, dotąd głównie kojarzona z działaniami wymierzonymi przeciw opresji, trafia poprzez swoją estetykę tylko do pewnej wybranej grupy odbiorców, często związanej subkulturowo z myślą wolnościową.

Moim zdaniem jest jednak nadzieja na nową inicjatywę, która podoła pracy, jakiej wymaga wtłaczanie narzędzi krytycznej analizy społecznej do mainstreamu. Mam na myśli Studencki Komitet Antyfaszystowski. Dzięki temu, że jest złożony z osób, które mają za sobą doświadczenia aktywistyczne, jak i z tych, dla których są one czymś nowym, posiada potencjał teoretyczny oraz narzędzia niezbędne do krytycznej analizy. Współtworzą go także pracowniczki i pracownicy naukowi, studenci i studentki. Co najważniejsze, poszerzył samym swoim powstaniem pole działalności emancypacyjnej, ma wielki potencjał. Dzięki swoim członkom i członkiniom jest powiązany z wieloma organizacjami, gazetami, związkami zawodowymi, grupami aktywistycznymi i artystycznymi, jak i instytucjami pozauniwersyteckimi, które mają charakter naukowy. Wiele z tych podmiotów już zaoferowało swoje wsparcie i wspólną pracę. Bardzo ważne jest też połączenie tak dużej puli różnorodnych doświadczeń.

W kraju, w którym żadna poważna siła polityczna nie stoi po stronie osób wykluczonych etnicznie, kulturowo, płciowo, ekonomicznie, społecznie, w którym mają miejsce pobicia na tle etnicznym, narodowościowym, ekonomicznym, czy płciowym, gdzie w dominującym dyskursie jest miejsce dla najgorszych porównań i struktur myślowych przypominających nam najstraszliwsze czasy XX wieku, w którym instytucje społeczne, porządkowe, sądowe działają często w straszliwie opresyjny sposób, i ciągle powielają najgorsze praktyki, niezbędna jest nowa narracja, którą mógłby wytworzyć SKA, dzięki działalności publicystycznej, wspólnotowej wymianie myśli, debatom i dyskusjom, kompletom, protestom czy przesuwaniu emancypacyjnego oporu na nowe, dotąd nietknięte w Polsce rejony.

Tekst ten powstał dzięki pomocy Martyny Równiak, przyjaciółce i członkini SKA.

Redagowała:

Julia Miniszewska

Grafika:

http://www.osnatfineart.com

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

mikropolityka

mikropolityka

felietony