Data:2018-01-02
Wyświetleń:468

Kwestia wolnych mediów
Sebastian Słowiński

„Wolne media” są od ponad dwóch lat jednym z nieodłącznych elementów dyskursu opozy-cyjnego. Są okrzykiem, kartą przetargową, hasłem wygłaszanym równie bezrefleksyjnie, co hasła samej wolności i demokracji. Nie zamierzam tutaj traktować o tych spowinowaconych pragmatycz-nie pojęciach używanych w narracjach opozycyjnych, zwracam natomiast, z nadzieją, uwagę na to, iż czytelniczka rozciągnie kwestię wolnych mediów na szersze spectrum dyskusji politycznej.

Tak samo jak w przypadku „demokracji” w ujęciu opozycyjnym powinniśmy zwrócić uwagę: „Ale jaka demokracja?”, tak też w stosunku do „wolnych mediów” należy się zastanowić: „Ale wolnych od czego? O jaką wolność państwu chodzi?”. Wolność od władzy rządu, media niezależne od stanowiska partii. Wydaje mi się, że chodzi o tę właśnie wolność, wolność negatywną – wolność od, a nie wolność do. Zatem kwestia wolnych mediów jest co najmniej niejasna lub tak samo kłopo-tliwa, co całość opozycyjnej retoryki. Wolność — krzyczy jeden. Ale jaka? — to pytanie powinno towarzyszyć tworzącym się strategiom oporu przez najbliższy czas. Pytania, a nie apodyktyczne hasła zdjęte z proporców demonstracyjnych.

Pozwolę za przykład wziąć sobie największą beneficjentkę ruchu na rzecz wolnych mediów, Gazetę Wyborczą. Kiedy jeszcze był czas na przemówienia na scenach, to często z nich przemawiał redaktor Kurski, broniący z wysokości platformy dla liderów przy mikrofonie, reklamujący swoje dziecko. No cóż, powiedzmy zatem trochę o wspomnianym dziecku jeszcze większego dziecka transformacji ustrojowej. Pan redaktor wielokrotnie przedstawiał Gazetę jako wolną, jako obywa-telską, etc., etc. Jednak w praktyce ogranicza się to do tego, że jest wolna od, ale nie jest, na co mo-głaby wskazywać definicja wolności w komitywie z demokracją, dostępna dla wszystkich. Rzecz jasna, nie ganię tego, że trzeba zapłacić za gazetę. Proszę tego tak nie zrozumieć (jakkolwiek jestem przeciwnikiem praw intelektualnych i zagarniania dorobku intelektualnego przez jeden podmiot). Problem, kwestia wolnych mediów, polega na tym, że w jej obrębie nie pojawia się żadne medium, niebędące wykluczającym ze względów ekonomicznych. Opozycja nie chce myśleć o tym, że można zmienić, lub przynajmniej postulować alternatywne systemy ekonomii społeczno-politycznej.

„Wpłać na wolne media” — częsty sygnał wysyłany przez wolne media, te niezależne. Do-póki media będą zależne od filantropów i filantropek i czystego zysku, dopóty nie będą ani wolne, ani niezależne. Jeżeli medium jest zależne od czegokolwiek, to nie może być przecież równocześnie niezależne. Za Arystotelesem – „(…) jest niemożliwe, ażeby jakaś rzecz równocześnie była i nie była, i w ten sposób wykazaliśmy, że zasada ta jest najpewniejsza ze wszystkich”. Przypominam – nie unoszę się, o to, że jakieś medium działa na zasadzie „zapłać za mnie”, że jest towarem. Unoszę się natomiast o to, że tylko i wyłącznie takie formy mediów są reprezentowane jako wolne media.

Ingerencja państwa w „niezależność” mediów jest atakiem na jakiś wymiar wolności, ale tyko ten atak traktuje się jako pogwałcenie zasady wolności. Twierdzę, że jeżeli media chcą być wolne i walczą (skądinąd słusznie) z represjami rządowymi kierowanymi ku nim z uwagi na nie-wygodne dla tych pierwszych teksty, to walka o wolność powinna być jeszcze skierowana przeciw-ko systemowi, gdzie informację, tekst, zdjęcie trzeba kupić. Przecież każda z gazet „wolnych me-diów”, niebędąca represjonowana politycznie, utraciłaby swą niezależność, gdyby społeczeństwo było ekonomicznie zrujnowane (a spora jego część, owszem, jest) lub gdyby czytanie okazało się nieopłacalne.

Warto w tym momencie zastanowić się nad sensem wolności. Czy mamy przestać uprawiać filozofię, pisać teksty, robić książki i myśleć tylko i wyłącznie dlatego, że nie ma na to pieniędzy? Czy jednak warto wziąć sobie do serca i, przede wszystkim, rozumu to, że część społeczeństwa nie ma dostępu do wolnych mediów (uwaga: jest biedna); i to, że między innymi dziennikarstwo jest uzależnione od potrzeb rynku?

Redagowała:

Julia Miniszewska

Grafika:

https://pl.pinterest.com

Losowe Artykuły

mikropolityka

kultura

polityczno-filozoficzne

mikropolityka