Data:2018-01-02
Wyświetleń:350

My mamy zasady (a to znaczy, że oni nie mają żadnych)
Radosław S. Czarnecki

Amerykanin Thomas Merton, trapista, poeta, pisarz i myśliciel, opisał współczesne stosunki międzyludzkie jako „cywilizację hien”, w której przyszło nam żyć. Hieny to ssaki drapieżne, stadne, które mają bardzo silne poczucie swej klanowości. Osobniki spoza swego klanu są zabijane w okrutny i niezwykle brutalny sposób.

Kiedy człowiek chce zabić tygrysa uważa to za sport. Kiedy tygrys chce zabić człowieka uważa to za dzikość i okrucieństwo.

Georg Bernard Shaw

Aleksander Litwinienko, Anna Politkowska, Aleksiej Nawalny czy Denis Woronienkow to według polskiej narracji, nie tylko mainstreamowej, bezpośrednie ofiary opresyjności i brutalności Kremla. Ofiary polityki i struktury państwa godnego całkowitego potępienia, przykład mongolsko–kałmuckiego i typowo azjatyckiego sposobu sprawowania władzy. Form od lat – według polskiej świadomości urabianej przez funkcjonujący medialny przekaz – zakorzenionych w Rosji. Immanentnych dla tej krainy, tych ludzi i takiej imperialnej wizji kraju widzianej z Warszawy. Niezgodnej nie tylko z liberalną demokracją, z podstawowymi prawami człowieka i wizją państwa prawa funkcjonującego według cywilizowanych zasad, ale przede wszystkim z humanizmem, oświeceniowością czy ogólnie ogłoszonymi standardami XXI wieku. Wizji sprzedawanej Polakom przez redaktorów, poczynając od Kurczab–Redlich, Lisa, Kraśki, Radziwinowicza, przez różnych Ziemkiewiczów, Cejrowskich, Zarębów, Targalskich, po topowych w rodzaju Wielowiejskiej, Kublika, Maziarskiego, Żakowskiego i… Michnika. To tkwi w polskiej – nie tylko prawicowo–skrętnie myślących fanatyków – świadomości, ale też jest immanencją myślenia „porządnych demokratów” (zdawałoby się), cywilizowanych Europejczyków made in Poland. Ludzi etosu, uniwersalizmu solidarnościowego, przykładnych dem-liberałów.

My mamy zasady. Zasady cywilizowane, kulturalne, europejskie. One są a priori wyższe od wszelkich innych zasad i systemów wartości z racji tego, że ,,udzielił ich nam sam Bóg”. Nieważne, iż tak sądził także Georg W. Bush jr., będąc kiedyś prezydentem USA. Polska jest – zaraz po Ameryce, śnie i raju wielu moich Rodaków – narodem wybranym przez Pana Boga, gdyż tu urodził się Jan Paweł II, stąd wywodzi się „Solidarność”, to my obaliliśmy komunizm i mamy najlepszą elitę z rządów w Unii Europejskiej, której symbolem jest „poległy” na polu walki w katastrofie lotniczej (walki z kim, z czym?) Prezydent Lech Kaczyński. ,,My mamy zasady” – mówiła premier Beata Szydło i szef MSZ–u Witold Waszczykowski – i dlatego przewodzimy w Europie. A Mateusz Morawiecki, nowy premier, chce rechrystianizować Europę, czyli znowu: Polska mesjaszem, Chrystusem i sumieniem Starego Kontynentu.

Czemu służyło – zapytuje prof. Andrzej Walicki w swoich licznych tekstach – relacjonowanie wojen czeczeńskich w sposób sugerujący solidaryzowanie się z terrorystami powiązanymi osobiście z Osamą bin Ladenem i sponsorowanymi przez niego? Czym podyktowany był brak empatii i współczucia dla kraju i ludzi podczas ataku – bestialskiego i wyjątkowo cynicznego – dżihadystów międzynarodówki islamistycznej (nie żadnych bojowników o wolność Iczkerii, jak to u nas przedstawiano) na dzieci w Biesłanie (nawet zawsze zrównoważony Włodzimierz Cimoszewicz w swych enuncjacjach nie pozbył się wówczas „rusofobii” i „polonocentrycznej buty” oraz obecnego w nadwiślańskiej retoryce, wobec Rosjan, misjonizmu)?

Za prof. Marią Janion można sądzić, iż takie zachowania wynikają z trudnego do zaakceptowania w cywilizowanym, zachodnim świecie „[…] połączenia tożsamości narodowej i religijnej z demokracją i równouprawnieniem płci”. A do tego świata usilnie chcemy się zapisać. W związku z tym piętrzące się przeszkody na drodze integracji europejskiej chcemy czymś nadrobić, głośno i nachalnie zwracając na siebie uwagę. Jak niesforny, nieakceptowany przez zbiorowość klasową uczniak. Te trudności w integracji i przyjęciu autentycznych wartości zachodnioeuropejskiej demokracji liberalnej nie są związane jedynie z rządzącym dziś PiS–em. Poprzednicy też mieli w tym temacie wiele za uszami – nie można im odmówić polskiego zapyzienia, kołtuństwa i peryferii mentalnej (choćby nieprzyjęcie wielu podstawowych zasad, w oparciu o które funkcjonuje europejska wspólnota – np. Karty Praw Podstawowych).

Geneza tych zjawisk tkwi w polskiej kulturze ze względu na jej tradycyjny, patriarchalno–katolicki charakter, niezgodny ze zinstytucjonalizowanymi wzorcami europejskimi. Dajemy im więc upust, folgując czemuś, co jest od zawsze obecne w naszej mentalności – jest to może nie tyle ,,rusofobia”, co paternalizm wobec wszystkich wschodnich sąsiadów. Krzyczymy, tupiemy nogami, wymachujemy rękami, używamy mistycznej retoryki, by zwrócić na siebie uwagę, a przy okazji dać upust swoim kompleksom i fobiom. Janion uważa, że sytuacja ta konkretyzuje się w fakcie, że jesteśmy Słowianami i należymy do narodów „organicznie niedoskonałych" z punktu widzenia cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Z jednej strony powoduje to, jej zdaniem, „kompleks łaciński", wywłaszczający nas z kultury słowiańskiej, z drugiej strony – utożsamienie nas przez umiłowany Zachód ze wspólnotą kulturową państw słowiańskich, co budzi w nas, Polakach, lęk przed Rosją i jej słowianofilstwem – niegdyś urzędowym, obecnie sygnalizowanym oficjalnie – a także wielorakimi cieniami rzucanymi przez wschodniego „niedźwiedzia” na nadwiślańską megalomanię.

Wojciech Maziarski, czołowy komentator Gazety Wyborczej (czyli organu środowisk liberalno–demokratycznych i mieniących się jako europejskie i postępowe), napisał kiedyś: „Naszym zadaniem najważniejszym jest odepchnięcie Rosji raz na zawsze od Europy i ograniczenie jej obszarów do ziem etnicznych, przynajmniej od strony Uralu”. Prof. Andrzej Walicki tego typu poglądy (konfrontacyjne i rusofobiczne) – które, jego zdaniem, „od dawien dawna” rozpowszechnione były nie tylko w środowiskach prawicowo–nacjonalistycznych, lecz także w demo–liberalnym mainstreamie, uważa za niezwykle szkodliwe i alienujące nas z głównego nurtu myślenia o Europie od Atlantyku po Ural (moim zdaniem, Europa to przestrzeń od Atlantyku po Kamczatkę). Takie poglądy leżą też u źródeł wszelkich fobii oraz nierzeczywistych ocen sytuacji politycznej, kulturowej, społecznej itd. na świecie i w Europie. Zwłaszcza kalekie uzasadnienia towarzyszące takim opisom jawią się wtedy, gdy zasadnicze argumenty pochodzą z dziedziny aksjologii. My mamy wartości, prawda jest z nami.

Tekst rozpoczyna się listą nazwisk Rosjan, którzy zginęli ostatnimi czasy w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach lub byli prześladowani. Taki stan rzeczy przypisywany jest powszechnie w Polsce – i nie tylko – knowaniom i akcjom sterowanym przez Kreml. Wartościowanie i ocena takich czynów musi być jednoznacznie negatywna i zasługiwać na potępienie. Dlaczego jednak autorytety moralne i medialni guru znad Wisły, Odry i Bugu równie gorąco oraz słusznie nie piętnują zabijania ludzi (tak, w tym jawnych terrorystów, ale ich śmierć stanowi niewielka część tych akcji) za pomocą dronów sterowanych z bunkrów w Utah czy Kolorado? Dlaczego nie przypomina się faktu, iż atak na kryjówkę, w której przebywał bin Laden i jego unicestwienie nie było podyktowane jakimkolwiek zagrożeniem z jego strony (o wyroku sądowym nie wspominając)? Może procesu sądowego w tych (i podobnych) przypadkach nie powinno się przeprowadzać z racji pobudek politycznych? Ciśnie się tu pytanie: jaka jest w takim razie różnica w wymiarze etyczno–moralnym, jurydycznym czy humanistycznym między Kremlem a White Housem? Czy taka śmierć, o której decyduje polityk, może być w jakimkolwiek przypadku dopuszczalna ?

Anwar al–Awlaki był szefem jemeńskiej komórki al–Kaidy (posiadał obywatelstwo amerykańskie z racji studiów i dłuższego pobytu na terenie USA). Został zabity za pomocą drona w 2011 roku. Nie podejmuję się przypominania o sekwencji sądowej i prawnej, gdyż była na ten temat mowa w przypadku zabójstwa bin–Ladena przez amerykańskie komando. Na zakończenie, z racji rozpisywania się przez polskie media o zabójstwach osób niewygodnych dla Kremla, warto tylko w tym kontekście dodać, iż w czasie, który minął od śmierci al–Awlakiego, w taki sam sposób (z pomocą drona) zabito większość jego rodziny, w tym 16-letniego syna Ahmeda i 8-letnia córkę Norę.

Redagowała:

Julia Miniszewska

Grafika:

https://www.quora.com

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

kultura

mikropolityka

felietony