Data:2018-01-13
Wyświetleń:1297

Niemcy muszą zapłacić reparacje
Łukasz Moll

Oficjalnie - obojętnie za co, każdy pretekst będzie dobry, byle był kosztowny. Może być za II wojnę światową, za Krzyżaków albo za słynny ,,mecz na wodzie". W praktyce sprawa ma oczywiście drugie dno. Dno Bałtyku. Dno, po którym z Rosji do Niemiec przebiegał będzie gazociąg Nord Stream 2, który omija Polskę i państwa bałtyckie, stanowiąc kpinę z europejskiej solidarności.

Żeby nie było wątpliwości: jestem germanofilem. W meczach Polska–Niemcy zawsze trzymałem za tymi drugimi. I drażnią mnie antyniemieckie fobie bezpodstawnie utrzymujące się w Polsce. Jednak to, że zazwyczaj były one paranoiczne, nie znaczy, że muszą takie być w każdym przypadku. Wolałbym żyć w błogim świecie europejskiej solidarności i z pobłażaniem spoglądać na demagogów, którzy biją w nacjonalistyczne tarabany – i w Polsce, i w Niemczech. Ale gazowy deal Merkel z Putinem przynosi otrzeźwienie. Taki świat dzisiaj nie istnieje. Niemcy po raz kolejny w ostatnich latach bezwstydnie łamią europejską solidarność. Najpierw wobec peryferii z południa Europy, teraz wobec nas, Europejczyków ze Wschodu. Skoro znowu, mimo tylu lekcji, jakich dostarcza nam historia, nie jesteśmy przez Niemców traktowani jak ,,dobrzy Europejczycy" (Friedrich Nietzsche), ale jak Polacy, nad głowami których można dogadywać się z Moskwą, musimy raz jeszcze potraktować Niemców jak Niemców, a nie jak ,,dobrych Europejczyków" i obciążyć ich historyczną winą. A że po niemiecku wina i dług to to samo słowo (die Schuld) – o czym niemiecki minister finansów raczył przypomnieć protestującym przeciwko zadłużeniu Grekom – to za historycznie nieprawdopodobne winy należy się historycznie wysoka zapłata. Na tyle wysoka, by Niemcy rozważyli, czy Nord Stream 2 wart jest tego, by zostać międzynarodowo obsadzeni w roli, od której przez ostatnich 70 lat tak usilnie próbowali uciec.

Dla równowagi dodam: zdaję sobie sprawę, że zarówno obecny, jak i poprzedni polski rząd też nie mają imponującego dorobku, jeśli chodzi o europejską solidarność. Wchodziliśmy do Unii chcąc od progu umierać za Niceę, chwilę później ,,zrobiliśmy laskę Amerykanom" w irackiej awanturze, potem stanęliśmy okoniem w unijnej polityce energetyczno–klimatycznej, a na koniec odwróciliśmy się plecami do uchodźców. W każdym przypadku chcieliśmy grać interesem narodowym kosztem europejskiej solidarności, choć ten był opacznie definiowany. Nie jesteśmy więc bez winy, ale znajmy proporcje: polska głęboko zakorzeniona nieufność wobec Europy wynika w dużej mierze z historycznych doświadczeń z takimi Niemcami i z taką Rosją, jakie odżywają teraz przy okazji Nord Stream 2. Jeżeli Niemcy chcą Polski antyniemieckiej, ksenofobicznej i zamkniętej, to robią wszystko, żeby ją dostać, kiedy przebierają się w kostiumy historyczne, które u nas wywołują jak najgorsze skojarzenia.

W najbliższym czasie proeuropejskie elity w Polsce będą przymykać oko i nabierać wody w usta, ilekroć będzie trzeba powiedzieć coś o Nord Stream 2. Ucichną pewnie wypowiedzi o bratnich relacjach z Berlinem, o które tak dbał Tusk, a które tak rozwala teraz Kaczyński. Z kolei PiS nakręci zapewne ogólnonarodową histerię, która może odebrać ministrom resztki poczytalności, dzięki którym mogliby – we współdziałaniu z rządami państw bałtyckich – rozegrać w Europie dyplomatyczną grę przeciwko gazociągowi. Dobrze by było, gdyby pomiędzy dupowatymi, ogłuszonymi ,,Odą do radości" i pseudoeuropejskimi frazesami liberałami a wściekle antyniemiecką nacjonalistyczną prawicą znalazło się miejsce dla lewicy, która potrafiłaby pożenić trzeźwy realizm polityczny ze szczyptą populizmu. Jeszcze lepiej by było, gdyby ten populizm był oparty na tak dużej dawce narracji o potrzebie europejskiej solidarności, na ile to możliwe i na tak niewielkiej domieszce narodowej godności, jaka jest niezbędna dla mobilizacji emocji. Tylko narracja przypominająca tę, jakiej w Grecji próbowała Syriza, może uchronić nas przed samo napędzającym się układem, w którym milczenie liberałów napędza wrzaski nacjonalistów, wrzaski nacjonalistów potęgują milczenie liberałów, a rura na dnie Bałtyku skutecznie nas w tym układzie zamyka na kolejne dekady.

Czas na kampanię, by art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, który uruchomiono przeciwko Polsce za rażące złamanie wartości europejskich, zastosowano teraz wobec Niemiec. Od tego zależy, czy solidarność pozostanie wartością europejską. A dziedzictwo ,,Solidarności" jest ponoć tym dziedzictwem, które chcieliśmy w Europie jako Polki i Polacy szczególnie pielęgnować.

Redagowała:

Julia Miniszewska

Grafika:

https://www.npr.org

Losowe Artykuły

mikropolityka

polityczno-filozoficzne

felietony

mikropolityka