Data:2018-02-04
Wyświetleń:343

Tylko robotnicy mogą zniszczyć maszynę wyzysku
Bhaskar Sunkara

Na koniec letniej konwencji partii Democratic Socialists of America jej uczestnicy zebrali się, by zaśpiewać już dość sędziwy hymn lewicy, „Międzynarodówkę”. Obecni delegaci i obserwatorzy, którzy w większości zapewne nie przekroczyli wieku 30 lat, odśpiewali jeden wers z wielkim przekonaniem: „Gdy związek nasz bratni ogarnie ludzki ród!”.

Niektórym mogło wydać się to dość komiczne, ale stare zwyczaje bywają trudne do wykorzenienia.

Przez ostatnie 150 lat, klasa robotnicza znajdowała się w centrum uwagi polityki socjalistycznej. Marksiści, w szczególności, nie romantyzowali robotników, ponieważ byli uciśnieni, wyrwani z własnej ziemi i zmuszeni do cierpień w przeludnionych fabrykach oraz zaniedbanych slumsach. Zwracali oni swoją uwagę w ich stronę, ponieważ lud pracujący był silniejszy, niż im się wydawało.

Kapitalizm sprawił, że świat bardzo wyraźnie podzielił się na dwie grupy ludzi. Tych, którzy kontrolują i koordynują produkcję oraz tych, którzy z przymusu oferują im swoją pracę. Ci pierwsi, kapitaliści, z czasem coraz bardziej bogacili się, podczas kiedy robotnicy pozostawali biedni. Co więcej, żyli w ciągłej niepewności. Musieli rezygnować z własnej autonomii, aby tylko nie stracić pracy. Nie było dla nich żadnej alternatywy. Pracowali lub głodowali.

Jednakże robotnicy niezależnie od rasy, płci i czasów, w których żyją, od zawsze mają coś wspólnego. Jest to wrogość wobec ludzi, przez których są skazani na ten nieuczciwy los. Ta wszechobecna niesprawiedliwość daje całemu ludowi pracującemu wspólny cel, o który gotowi są walczyć. Co najważniejsze, odgrywają oni tak ważną rolę w produkcji dóbr używanych przez całe społeczeństwo, że ich protest zatrzęsie całym systemem gospodarczym. Oczywistym jest, że pojedynczy robotnicy nie są w stanie osiągnąć takiego efektu. Dlatego właśnie muszą się oni jednoczyć w walce o wspólne dobro. Wielu z nich jednak uważa, że bezpieczniejszym rozwiązaniem jest brak takich działań i oporu. Takie myślenie wydaje się racjonalne – nas jest wielu, ale to oni mają władzę.

Mimo tego, poprzez tworzenie związków zawodowych oraz organizacji politycznych mających na celu reprezentowanie robotniczych interesów, kolektywne działanie stało się realną opcją walki z uciskiem. Te metody przyniosły niesamowite efekty. Na całym świecie robotnicze partie przejmowały władzę, aby okiełznać kapitalistyczny system lub całkowicie go pokonać. Rezultaty były różne, jednakże fakt, iż żyjemy w społeczeństwie z dozą człowieczeństwa i sprawiedliwości, jest ich zasługą.

Oczywiście czasy się zmieniły, odkąd Marks wydał „Kapitał” 150 lat temu czy nawet od kiedy lewicowe stronnictwa rządziły od Kingston na Jamajce, aż po Sztokholm w Szwecji w latach 60. i 70. XX wieku. Był taki czas, kiedy można było iść na robotnicze osiedle w takim mieście jak włoska Bolonia i od razu stawało się wiadome, gdzie jesteśmy. Ludzie żyli tam w ścisku, do którego zmusił ich kapitalizm, który obudził w nich solidarność klasową lub poczucie wspólnoty. Ze względu na warunki życia, swoje głosy w wyborach oddawali na partie lewicowe. Zadaniem rewolucjonisty było przekonanie ludu robotniczego do lewicowych reform.

Do dziś, wciąż nietrudno o takie miejsca w świecie zaawansowanego kapitalizmu. Jednakże jest to już wyjątek, a nie reguła. Klasa pracownicza jest podzielona. William Morris pisał w 1885 roku, że dopóki robotnicy są klasą społeczną, zadaniem socjalistów jest przekonanie ich, że „powinni stać się społeczeństwem”. Teraz jednak musimy znowu uświadamiać ich klasowo.

Choć klasa robotnicza się zmieniła, jej tożsamość się zachowała. Profesor Guy Standing, nazywa dzisiejszą klasę robotniczą „precariat”. Robotnicy tak samo dziś, jak i sto lat temu, cierpią przez niebezpieczne i niskopłatne prace. Jakiekolwiek wrażenie bezpieczeństwa wśród dzisiejszego ludu pracującego, możliwe jest nie przez ewolucję kapitalizmu, lecz przez walkę klas i organizację robotników.

Niezaprzeczalnym faktem jest, że procent ludzi zatrudnionych w produkcji przemysłowej zmalał w ciągu ostatnich dekad. Nie stało się to jednak aż do końca XIX wieku. Robotnicy pozostali w tych sektorach gospodarki niekoniecznie są z tego względu słabsi. Jednakże fakt ten powinien wpłynąć na myślenie socjalistów przy budowaniu koalicji wyborczej, która zechce zyskać poparcie robotników.

Na szczęście, nasza definicja klasy robotniczej wychodzi poza formalnie zatrudnionych na umowie o pracę ludzi. Mimo to powinniśmy wciąż skupiać się na tradycyjnych miejscach pracy. W XXI wieku oznacza to przyłożenie szczególnej uwagi do pracowników w rosnących sektorach, czyli nauczycieli czy lekarzy, a także między innymi logistyków. Oznacza to również solidarność między zatrudnionymi a bezrobotnymi i dążenie do tworzenia związków walczących o sprawiedliwość społeczną, których żądania wychodziłyby poza te typowo pracownicze.

Przełożenie tych wizji na praktykę będzie wymagało ciągłych zmian w naszej taktyce i strategii politycznej, takich jak walka z seksizmem czy rasizmem.

Lud pracujący różni się oraz jest podzielony jak nigdy. Mimo tego, wciąż jest w stanie zwyciężać w walce o swoje prawa. Nie jesteśmy w stanie osiągnąć emancypacji społecznej w kapitalizmie, gdyż nie skupia się on na klasie robotniczej, dzięki której działa nasz świat.

Tłumaczył:

Łukasz Czacharowski

Grafika:

https://marxists.architexturez.net

Losowe Artykuły

tłumaczenia

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne