Data:2018-02-04
Wyświetleń:1666

Macie siedzieć cicho, zamknąć się i tyrać – represje na Poczcie Polskiej
Adam Zieliński

Zarząd Poczty Polskiej wraz z dwoma reprezentatywnymi związkami zawodowymi, OM NSZZ Solidarność Pracowników Poczty Polskiej oraz Związkiem Zawodowym Pracowników Poczty, wbrew załodze przedsiębiorstwa, uzgodnił, że tzw. premii świątecznej nie będzie. Ostatecznie porozumienie w sprawie podwyżki wynagrodzeń o 120 zł brutto podpisano w październiku. Z uwagi na ewentualne napięcia wśród dołów pracowniczych, mogącego nasilić się z powodu braku premii świątecznej, postanowiono jednak podwyżkę za październik wypłacić z wyrównaniem w grudniu, co miało sprawiać pozory wypłacenia pracownikom dodatkowych pieniędzy na święta.

Atmosfera strachu i zakłamanie

Tuż przed samymi protestami na wewnętrznym portalu przedsiębiorstwa zamieszono artykuł, w którym podkreślono przede wszystkim, że pod żadnym pozorem nie można upubliczniać informacji z tegoż portalu. Poinformowano również, że za nieprzestrzeganie tego postanowienia grozić będą kary wraz z dyscyplinarnym zwolnieniem. W tym samym tekście wyartykułowano podobną groźbę wobec pocztowców, którzy nosiliby się z zamiarem krytyki pracodawcy na portalach społecznościowych. Na zamykanie ust pracownikom i zastraszanie nie zareagował żaden ze związków zawodowych. Widocznie zdaniem biurokratów związkowych wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Kolejne działania mające na celu podważenie zasadności protestów i żądań płacowych ukryto pod postacią informacji na temat przeciętnego wynagrodzenia, a to, zgodnie z wyliczeniami zarządu, ma kształtować się w granicach 3600 zł brutto. Zatem sygnał przekazu kierowanego na zewnątrz był wyraźny – dlaczego oni domagają się podwyżek, kiedy płace i tak stoją na wysokim poziomie? Informacje o przeciętnej płacy pracownicy odebrali z gromkim śmiechem, gdyż w urzędach nikt oprócz naczelników i kadry kierowniczej takich zarobków nie osiąga. Prawda o zarobkach pocztowców jest taka, że każdy zwykły pracownik eksploatacji co miesiąc martwi się o to, jak przeżyje do pierwszego.

Mikołaj z rózgą dla zarządu

Grudniowy protest miał dużo mniejszy zasięg niż ostatnie protesty z kwietnia. Pikiety odbyły się tylko w pięciu miastach: w Warszawie, Wrocławiu, Opolu, Częstochowie i Zielonej Górze. We Wrocławiu protestowało ok. 150 pracowników, w Opolu ok. 40, w Zielonej Górze ok. 60, w Warszawie i Częstochowie po kilkadziesiąt, łącznie liczba protestujących nie przekroczyła 350 osób. Protesty tak jak ostatnim razem odbywały się głównie pod hasałem podwyżki płacy zasadniczej o 1000 zł brutto, z tą różnicą że tym razem przybrały one formę happeningu. Pocztowcy dowiedli, że pomimo niedoceniania ich pracy przez zarząd i wyższe kadry kierownicze nie tylko potrafią rzetelnie wykonywać swojej obowiązki, ale także są w stanie protestować z poczuciem humoru, korzystając z kreatywności i aktorskich zdolności niektórych listonoszy i tworząc żartobliwe przedstawienia. Tak jak w przypadku poprzednich protestów – żaden ze związków zawodowych nie poparł tych demonstracji.

Represje

Z dniem 2 stycznia br. zwolniono dyscyplinarnie z pracy Zbigniewa Trochimiaka, listonosza z 36-letnim stażem pracy. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że listonosz został zwolniony za udział w proteście, który na dodatek odbył się poza godzinami pracy. Jednak oficjalny powód podany przez Pocztę Polską wydaje się równie kuriozalny: krytyka związkowej „Solidarności” i utrata zaufania poprzez krytyczne wypowiedzi na temat pracy i płacy w przedsiębiorstwie. Dyscyplinarka dla Zbigniewa Trochimiakia to nic innego jak kolejna próba zastraszania i zamykania ust pracownikom.

Potrzebna jest zmiana taktyki

Pocztowcy po raz kolejny udowodnili, że drzemią w nich pokłady niezadowolenia, które wcześniej czy później przerodzą się w otwartą walkę z zarządem. Lecz żeby mogło to nastąpić, niezbędna jest zmiana taktyki walki pracowniczej. Forma zewnętrznego wsparcia i zewnętrznej organizacji protestów swoje apogeum osiągnęła tak naprawdę w kwietniu zeszłego roku. Dlatego też bez przejścia na kolejny etap walki, czyli zorganizowania się od wewnątrz w postaci radykalnej organizacji zawodowej, musiała ona wyczerpać swoje możliwości, czego dowodem są ostatnie grudniowe protesty. Kwietniowy bunt nie przerodził się w związek zawodowy – to był podstawowy błąd. Przykład walki serbskich pocztowców udowadnia, że lewicowa organizacja związkowa, działająca wewnątrz przedsiębiorstwa, posiada większe możliwości skuteczniejszego prowadzenia walki oraz skuteczniej broni pracowników przed represjami padającymi ze strony pracodawcy. Serbski Niezależny Związek Zawodowy Pracowników Poczty, wbrew woli związkowych biurokratów ze związków reprezentatywnych, w listopadzie ub. r. zorganizował w Belgradzie protest, w którym udział wzięło kilka tysięcy pocztowców. Wcześniej przeprowadził też blokady bramek na ekspedycji, spowalniając w ten sposób przesyłki. Ponadto zablokował całą ekspedycję jednego z urzędów w Belgradzie. Na skutek tych wydarzeń zarząd serbskiej poczty zawiesił 37 związkowców. Dzięki uporczywej walce NZZPP udało się wywojować przywrócenie do pracy 32 zawieszonych pracowników. Na socjalną pomoc dla ukaranych pracowników związek zebrał i przekazał 12 tys. euro oraz zapewnił im darmową pomoc prawną. Właśnie dlatego warto iść za przykładem serbskich pocztowców i rozpocząć działania, zmierzające do utworzenia lewicowego związku zawodowego, opozycyjnego do zbiurokratyzowanych, opartego na najbardziej bojowych i zdecydowanych pocztowców, radykalnego w swych żądaniach i działaniach.

Redagowała:

Rozalia Małolepszy

Grafika:

http://www.bluffton.edu

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

Coś jest źle

kultura