Data:2018-02-15
Wyświetleń:416

Szczucin miasto wstydu
Robert Nowak

17 sierpnia ubiegłego roku mój kuzyn wraz żoną jadąc z Krynicy do Warszawy wskoczyli z wizytą do podtarnowskiego Szczucina. Mój kuzyn robił zdjęcia nieczynnej od 2000 roku tamtejszej stacji kolejowej, gdzie niegdyś kończyła się linia numer 115 Szczucin – Tarnów, słynna „Szczucinka”, będąca najkrócej budowaną linią kolejową na terenie obecnej Polski. Chociaż robił zdjęcia dla mnie, jako miłośnika kolei, miał przy sobie profesjonalny aparat fotograficzny, co wywołało u niektórych mieszkańców poruszenie.

- Idź pan z tym cholerstwem! Bo tobie rozwalę ten aparat! – usłyszał przy stacji kolejowej od jednego z mieszkańców Szczucina. Pod wpływem presji wyraźnie wrogo nastawionej lokalnej ludności kuzyn wraz z żoną, nie rozumiejąc przyczyny agresji, wsiedli do samochodu i po prostu uciekli. Jeszcze tylko pojechali na szczuciński ryneczek, gdzie w lokalnym sklepie kuzyn kupił papierosy. Przy okazji podsłuchał rozmowę dwóch pań, która dała mu wiele do myślenia. Panie były wzburzone ki zapewniały siebie nawzajem, że teraz poza miasteczko nosa nie wyściubią, bo jakim wstydem dla Szczucina jest sprawę tej „małej”. Kuzyn wsiadł do samochodu i odjechał w stronę Warszawy.

- Co za Twin Peaks! – powiedział do żony, wsiadając do auta. Nie wiedział kim jest „mała”, ani dlaczego trzeba się wstydzić, ale będąc tylko przejazdem poczuł atmosferę jak z filmowego horroru. Po kilku dniach dotarło do niego, że wiele się nie pomylił. Po obejrzeniu reportażu w telewizji o zabójstwie Iwony Cygan zrozumiał, czemu wtedy przy nieczynnej stacji kolejowej usłyszał groźbę od jednego z mieszkańców, a w sklepie padły słowa o sprawie „małej” i wstydzie dla Szczucina oraz jej mieszkańców. „Małą” była Iwona Cygan a wstydem stała się „sława” miasteczka na cały kraj, kiedy w marcu ubiegłego roku wznowiono śledztwo w sprawie morderstwa sprzed prawie dwudziestu lat. Kuzyn słyszał przelotnie o okrutnej zbrodni, ale nie kojarzył jej z miasteczkiem koło Tarnowa, do którego wpadł przejazdem latem ubiegłego roku. Teraz już kojarzy. Pod nieczynną stacją został wzięty za reportera, który szuka niezdrowej sensacji. Szczucinanie mają najwidoczniej dość zainteresowania mediów lokalnych oraz ogólnopolskich tą sprawą. Wolą był nikt już nią się nie zajmował. Prawdą o tym, co działo się w miasteczku interesują się wszyscy w kraju, dziennikarze odkrywają nowe fakty dotyczące tragicznej śmierci 17-letniej Iwony. Obraz lokalnych elit wywodzących się z Tarnowa oraz położonych nieopodal miejscowości: Dąbrowy Tarnowskiej i Szczucina, powiązanych pośrednio lub bezpośrednio z zabójstwem dziewczyny, ukazuje opinii publicznej siatkę połączeń na styku samorząd, biznes, policja, politycy ze zorganizowanymi grupami przestępczymi. Wszyscy w Szczucinie wiedzieli o handlu dziewczynami do agencji towarzyskich w Grecji oraz Austrii. Do tego ostatniego kraju miała pojechać latem 1998 roku, do pracy właśnie, Iwona Cygan. I wszyscy milczeli.

Iwona była ode mnie o rok młodsza, miała całe życie przed sobą. Czemu zginęła tak tragicznie? Aby to zrozumieć trzeba się cofnąć do początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Szczucin, leżący w ówczesnym województwie tarnowskim, tak jak inne małe miasteczka czy wsie w Polsce, na początku transformacji nie był atrakcyjnym miejscem dla młodych ludzi. Upadały jeden za drugim lokalne zakłady pracy, ludzie z dnia na dzień tracili pracę, szalało bezrobocie, perspektywy były marne. Wyjazd na zachód był kuszący. Dwie młode mieszkanki Szczucina wyjechały do Grecji, gdzie miały pracować, nie wróciły żywe. Obie były znane rodzinie Iwony, wokół ich zgonów do dziś po upływie wielu lat trwa zmowa milczenia. W załatwieniu pracy w Grecji obydwu dziewczynom „pomagał” jeden ze szczucińskich policjantów oraz powiązany z nim towarzysko Paweł K., syn powszechnie „szanowanego” lokalnego biznesmena Józefa K. To prawdopodobnie oni zrobili z dziewczyn seks – niewolnice, sprzedali je do greckich domów publicznych, a wcześniej ściągnęli haracz od nich za załatwienie im rzekomej pracy i mieszkania. Jedna z nich, Krystyna, miała zajmować się starszą kobietą, być może nigdy nie widziała jej na oczy. 28 lat temu skoczyła z ateńskiego Akropolu. Kolejną dziewczyną, która wyjechała do Grecji była Grażyna. Przyczyną jej śmierci był ponoć tętniak mózgu, nikt nie zajął się tą sprawą do dziś. Mecenas Ireneusz Wilk, pełnomocnik rodziny zamordowanej Iwony wiąże historie tych dwóch dziewczyn z początku lat 90-tych z morderstwem 17-latki. Szczucinem trzęsła i budziła przez lata strach wśród lokalnej społeczności tzw. „grupa wiedeńska”, ludzie z lokalnej elity powiązani z rodziną K., pracującą w Austrii na budowach. Być może oni zajmowali się w ramach wyjazdów na budowy także sprzedażą dziewcząt ze Szczucina do tamtejszych domów publicznych, a jedną z tych dziewcząt miała być właśnie Iwona. Ten wątek bada obecnie prokuratora krakowska. Wspomniany Paweł K. ps. „Klapa” odegrał główną rolę w morderstwie dziewczyny, a wokół jego wyjazdów do Austrii oraz działalności biznesowej jego ojca na lata parasol ochrony rozpostarli szczucińska policja i prokuratura z Tarnowa oraz Dąbrowy Tarnowskiej. Użył swojej znajomej Renaty, która będąc przyjaciółką nastolatki 13 sierpnia 1998 roku wyciągnęła ją podstępem z domu do znajdującej się w centrum miasteczka, wówczas wsi, baru – dyskoteki „Ultra Banda”, którą prowadził powiązany z rodziną K. Robert K. ps. „Trabant”. Było tam wielu bawiących się mieszkańców Szczucina oraz okolic, tam też na ich oczach rozegrał się pierwszy akt tragedii Iwony. Brutalnie bita przez swojego oprawcę Pawła K., trzymana przez jego ojca oraz właściciela lokalu (wspomnianego „Trabanta”), potem półprzytomną wzięto do samochodu młodego K. Wożono Iwonę w różne miejsca, a w końcu dobito ją nad brzegiem Wisły. Następnego dnia znalazł ją tam przypadkiem rolnik. Ciało dziewczyny było potwornie zmasakrowane.

Na Iwonie się nie skończyło, a miało się dopiero zacząć zastraszanie mieszkańców, zmowa milczenia, morderstwa, a także współpraca w tuszowaniu sprawy rękoma szczucińskich policjantów i tarnowskich prokuratorów. Kolejne lata śledztwa to umarzanie i bezradność rodziny Cyganów wobec instytucji państwa, tajemnicze zgony dwóch świadków mogących coś wiedzieć na temat tragicznego wieczoru 13 sierpnia 1998 roku. Były to sygnały dla mieszkańców, że mają milczeć, jeśli coś wiedzą. Morderstwo 17-latki z pod Tarnowa nie jest tylko lokalną sprawą, nie jest tylko historią samej Iwony, to obraz kraju, smutna prawda o jego instytucjach i o dramacie kobiet sprzedawanych do domów publicznych, które w przeciwieństwie do Iwony poszły na współprace z „grupą austriacką”. Finał tej sprawy jeszcze przed nami, niedługo zacznie się proces oprawców Iwony Cygan oraz współpracujących z nimi policjantów. Szybko opinia publiczna oraz media przeszły nad sprawą morderstwa do porządku dziennego traktując ją jako lokalną. Ona wychodzi poza Szczucin oraz Dąbrowę Tarnowską, a dotyka tarnowskiej palestry adwokackiej i sędziowskiej. Państwo znowu pokazało, że jest z tektury. Iwona nie miała szans w konfrontacji z policją oraz rodziną K. oraz ich poplecznikami. Przez prawie dwadzieścia lat lokalne instytucje wodziły rodzinę Cyganów, biorąc udział w zacieraniu śladów. Dopiero teraz, kiedy spore grono ludzi ze Szczucina wyjechało poza granicę kraju, mogło opowiedzieć funkcjonariuszom policyjnego działu „Archiwum X” w Krakowie, kto za śmierć dziewczyny odpowiada. Śledztwo nadal jest w toku. Być może na ławie oskarżonych zobaczymy inne prominentne postacie z Tarnowa i okolic? Wątpię czy zmieni to cokolwiek w umysłach ludzi będących na stanowiskach i mających do wykonania służbę publiczną.

Redagowała:

Ewa Andruszkiewicz

Grafika:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Szczucin

Losowe Artykuły

mikropolityka

felietony

polityczno-filozoficzne

kultura