Data:2018-02-23
Wyświetleń:4779

Anna Grodzka: Złożyłam swój akces do Razem. Nie spodziewałam się, że dostanę kosza.
Jakub Pietrzak

Jakub Pietrzak: Prawo i Sprawiedliwość idzie konsekwentnie po większość konstytucyjną, liberalna opozycja nie ma na siebie żadnego pomysłu, a z podium ciągle nie schodzi dziwnie–prawicowy ruch dowodzony przez Pawła Kukiza. Polacy zdają się niespecjalnie odczuwać potrzebę lewicy, czemu stale dają wyraz w sondażach. To kwestia beznadziejnego PR-u czy zwyczajny brak elektoratu, który na całym świecie zostaje pożerany przez nacjonalistyczną prawicę?

Anna Grodzka: Aby sensownie odpowiedzieć na to pytanie, musimy wyjaśnić sobie, kto na tej scenie jest kim – kto jest prawicą, a kto lewicą. Lewica w ostatnich dziesięcioleciach przegrała bowiem wojnę o język do tego stopnia, że straciła swoją publiczną tożsamość, a wraz z nią publiczną rozpoznawalność. Lewicą dla wielu jest dziś Obama versus Trump, a w Polsce Nowoczesna i Platforma Obywatelska versus PiS. Lewicą ogłaszał się Sojusz Lewicy Demokratycznej i Ruch Palikota, a także RSS Piotra Ikonowicza, Zieloni i partia Razem. Kto zatem jest lewicą?

Dla mnie, postawy lewicowe to postawy postępowe: a więc poszukiwanie i urzeczywistnianie form współżycia społecznego, opartych o idee sprawiedliwości społecznej i praw człowieka, internacjonalizm, postawy doceniające współpracę, naukowy światopogląd i światopoglądowy liberalizm oraz rozdzielność kościołów od państwa. Ale lewicowości nie ma bez postawy antykapitalistycznej lub przynajmniej reformistycznej wobec kapitalizmu. Lewica to przecież priorytet polityczny dla interesów klasy pracującej, priorytet dla zachowania wspólnej własności (środków produkcji, usług publicznych i przestrzeni publicznej, spółdzielczości) oraz stawianie wysoko rangi demokratycznej kontroli nad polityką gospodarczą i społeczną – realna demokracja. A więc także opozycja wobec kapitalizmu i wolnorynkowej, korporacyjnej formy globalizacji. No więc, które z polskich ugrupowań spełniają te kryteria?

To, co obserwujemy od lat w głównym nurcie polskiej polityki, to raczej walka prawicy umiarkowanie konserwatywnej i ekonomicznie neoliberalnej z podobnie neoliberalną prawicą, ale radykalnie konserwatywną i bardziej socjalną. Walka prawicy, utrzymującej pozory praworządnej demokracji z prawicą, która z tymi pozorami zrywa, wprowadzając autorytaryzm. Walka prawicy liberalnej, zachowującej pozory demokracji i praw człowieka z prawicą autorytarną, uprawiającej kult nacjonalistycznego trybalizmu i siły – tego typu prawicy, która nieuchronnie kojarzy mi się z faszyzmem.

Nowa demokratyczna lewica dopiero politycznie rodzi się w Polsce, formuje – powoli odzyskuje swój publiczny wizerunek, swoją tożsamość. Jeśli będzie potrafiła uformować się dostatecznie, odzyskać swój język i publiczną tożsamość, zbudować przekonującą wizję swojej polityki i pokaże, że ma szansę na wyborczy sukces, to po raz pierwszy zaistnieje w parlamentarnej polityce w 2019 roku. Jeśli jeszcze niewielu Polaków głosuje na lewicę, to właśnie z tych przyczyn. Ale jest jeszcze czas – jest szansa to zmienić.

Naturalny elektorat lewicy to większość każdego społeczeństwa. Bo dla większości społeczeństwa, dla wszystkich ludzi pracy, obiektywnym interesem jest demokracja oparta o lewicowe cele i wartości. Kłopot tylko (albo aż) w tym, że aby większość głosowała zgodnie ze swoim interesem, potrzebna jest świadomość tych interesów i odpowiadający tej świadomości program wiarygodnego politycznego ugrupowania. Niby nic wielkiego, a aż tak wiele.

Mimo niechęci wielu osób do Sojuszu, każdy chyba przyzna, że stale wyciągając rękę do zgody, rozgrywa Partię Razem jak małe dzieci, które zaczynają tupać, wrzeszczeć i machać rękoma. Czy w związku z tym próby pożenienia Razem, SLD, Zielonych i najróżniejszych małych ruchów lewicowych mają jakikolwiek sens, czy to świadoma gra na własną pozycję? Pytam oczywiście o Barbarę Nowacką i jej ostatnią inicjatywę.

Od łączenia krupniku z kapuśniakiem zupa nie staje się bardziej apetyczna, mimo że jest jej więcej. To prawda, że podzielenie się w wyborach głosów pomiędzy różne lewicowe ugrupowania zmniejsza szansę na sukces wyborczy, a jedna lista wyborcza zwiększa. Ale łączenie szyldów partyjnych niekiedy rozmywa treść i smak – zniesmacza, odbiera motywację i energię. Dlatego lewicy w wyborach potrzebna jest przede wszystkim spójna, porywająca wizja nowej Polski i wiarygodność formacji, która ją zaprezentuje.

Inicjatywa Barbary Nowackiej nie jest propozycją łączenia na siłę. Nie jest też pomysłem na wybory jedynie przeciwko PiS. Mam wrażenie, że jest ideą, która stworzyć może porywającą Polaków wizję. Jeśli jeszcze do tego Polacy uwierzą, że ten ruch ma szansę na wyborczy sukces, to wtedy większość lewicowych ugrupowań i kanap zamarzy, żeby się do tego ruchu przyłączyć. Myślę, że jest taka szansa. A może przemawia tu tylko mój wrodzony optymizm?

Wikipedia pisze o Pani, jako polskiej działaczce społecznej, przedsiębiorczyni i polityczce. Obecnie chyba powinno się dodać "twórczyni Porozumienia dla Piątej Rzeczypospolitej i członkini Rady Fundacji Naprzód". Po co powstały te twory? Jaką rolę miały pełnić? Co się z nimi dzieje i dokąd zmierzają?

Robimy swoje – pracę u podstaw: publikujemy, inicjujemy dialog między środowiskami lewicy i robimy to, o czym mówiłam przed chwilą: staramy się organizować debatę wokół wizji przyszłej Polski, odpowiadającej marzeniom Polaków i ideałom lewicy. Moje stowarzyszenie Społeczeństwo FAIR, które jest inicjatorem Porozumienia dla Piątej Rzeczypospolitej, także weźmie udział w budowaniu tej wizji w ramach ruchu, jaki inicjuje Barbara Nowacka.

Społeczeństwo FAIR, a także fundacja Naprzód właśnie po to powstały. To rodzaj thinktanków. To nasze zadanie i praca. Obie organizacje kierują się wartościami lewicowymi, o jakich mówiłam na początku wywiadu. Dla obu interes pracujących Polaków jest priorytetem.

Działała Pani w PZPR, Socjaldemokracji RP, SLD, Ruchu Palikota i Zielonych, więc o polskich partiach lewicowych na pewno miałaby Pani wiele do powiedzenia. Mnie jednak, jak i prawdopodobnie wiele osób na lewicy, ciekawi co innego. Dlaczego nie ma Pani w Partii Razem? Wydaje się, że to naturalne środowisko dla osób, którym ideowości nie sposób odmówić.

W PZPR byłam bardzo krótko. Wstąpiłam dopiero wtedy, kiedy Solidarność stała już się dziesięciomilionowym ruchem społecznym, a konformiści z PZPR zjadali po cichu swoje tekturowe legitymacje udając, że nigdy do partii nie należeli. Może tak mam, że staję po stronie słabszych? (śmiech). Wstąpiłam wtedy, kiedy wydało mi się, że w PZPR górę wezmą reformatorskie ruchy poziome („poziomki”) i stało się jasne, że Solidarność wcale nie idzie w stronę Kuronia czy Modzelewskiego, a raczej w stronę Rulewskiego, Jaworskiego, Kaczyńskiego czy Michnika.

Potem znalazłam się w Socjaldemokracji RP i SLD. Tam działałam aktywnie na warszawskim Mokotowie. Ale w szczycie popularności SLD wygasiłam swoją aktywność polityczną. To już nie była lewica dostatecznie sexy – jak dla mnie. Moje nieudolne poszukiwanie swojej drogi w lewicy zaprowadziło mnie do Ruchu Palikota, a potem do Zielonych. I już mi się wydawało, że wreszcie znalazłam – w Zielonych poczułam się jak w rodzinie. Ale trafiłam na moment, w którym z zielonej rodziny odchodziły na własną drogę jej dzieci – zalążek partii Razem. Byłam z nimi, wspierałam. A kiedy uformowała się partia, odeszłam od Zielonych i złożyłam swój akces do Razem. Nie spodziewałam się, że dostanę kosza. Wskutek tego jestem, po raz pierwszy od wielu lat, bezpartyjna. Rozumiem, dlaczego mnie nie przyjęli. Miałam bardzo silną medialną gębę, a oni chcieli budować od fundamentów z nowych cegiełek, a nie podpierać się, albo obciążać znaczonymi figurami. Nadal popieram Razem i myślę, że wiele osób w Razem dostrzega, że mamy bardzo bliskie poglądy i chyba czujemy do siebie sympatię.

Rozumiem, że swoją lewicową tożsamość Razem budowało także na negacji SLD, ale mam poważne wątpliwości, czy ostra linia niepodawania ręki powinna dalej być tak mocno eksponowana i czy powinna obejmować także nieeseldowskie lewicowe ruchy i postaci lewicy. Tu być może różnią się nasze postawy.

Czy Prawo i Sprawiedliwość jest najlepszą partią rządzącą po roku '89? Pytam, bo właśnie taką tezę zdawał się forsować Rafał Woś na spotkaniu w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa, w którym Pani również brała udział. To niezbyt wysoko stawia wszystkie ekipy, które dotąd rządziły.

Myślę, że Rafał Woś skoncentrował swoją wypowiedź na kilku socjalnych i ekonomicznych aspektach funkcjonowania Prawa i Sprawiedliwości. Ja również nie mogę nie zauważyć niektórych pozytywnych efektów działania PiS: na przykład ograniczenie obszarów skrajnej biedy przez program 500+, podniesienie płacy minimalnej czy próby ograniczenia umów śmieciowych. Doceniam także działania PiS na rzecz pohamowania złodziejskich karuzeli VAT. Myślę, że Rafał Woś chciał w ten sposób podkreślić, że właśnie te obszary – obszary nierówności i niesprawiedliwości ekonomicznej – były przedmiotem skandalicznych zaniedbań III Rzeczpospolitej, a PiS odważnie wkracza w te obszary. Nie sądzę jednak, że Rafał Woś nie dostrzega tego, co w działaniach PiS jest absolutnie nie do przyjęcia, czyli budowa autorytarnego państwa, nacjonalistyczna (de facto idiotyczna) osamotniająca nas polityka zagraniczna, instytucjonalna ksenofobia i antyrównościowa polityka w zakresie praw kobiet oraz wszelkich mniejszości. Nie można też zaakceptować klękania pisowskiego państwa przed kościółkowością – szczególnie, że jest on toruńskiej mentalności. Patrząc na całość, nie można pochwalać polityki PiS, bo Prawo i Sprawiedliwość, mimo kilku równościowych działań, nie jest partią systemowo działającą w interesie pracowników i dobra publicznego. W przeciwieństwie do lewicy stawia na neoliberalny model korporacyjnej globalizacji i w swych działaniach w wielu obszarach działa przeciw prawom człowieka, wolności, sprawiedliwości społecznej i demokracji.

Od stycznia rząd ma twarz posępnego bankiera, najgorsi ministrowie wylecieli ze swoich stanowisk i po części zostali zastąpieni technokratami. To nowe otwarcie nastawione na zbliżenie z Unią i biznesem, który oparcie znaleźć ma w widzialnej ręce państwa, a konkretnie Ministerstwach Rozwoju, Przedsiębiorczości i Nauki. Czy PiS właśnie wykosił prawe skrzydło Platformy i mniej ortodoksyjnych zwolenników Nowoczesnej? A może ten nowy wizerunek zaszkodzi rządzącym?

Wbrew alarmistycznym proroctwom liberalnych ekspertów po przejęciu władzy przez PiS wielki biznes nie zareagował paniką. Mimo pewnych objawów niepewności, przejawiających się pewnym ochłodzeniem inwestycji, korporacje światowe w Polsce czują się nadal świetnie. Wśród właścicieli polskich firm i kadry managerskiej utrzymuje się wysokie poparcie dla polityki PiS i nadzieje biznesowe (wskaźniki PMA) na przyszłość. Kruk krukowi oka nie wykole, prawda? Zmiany w składzie rządu nie zrobią z wilka owcy, ale dają PiS–owi nadzieję, że Czerwony Kapturek trochę dłużej widział będzie w wilku dobroduszną babcię. I jak widać słupki rosną. A Platforma i Nowoczesna… Ech! Jeśli im coś pomoże, to tylko strach elektoratu przerażonego PiS-em.

Niedocenianie Prawa i Sprawiedliwości jest chyba największym błędem, jaki można dzisiaj popełnić. To jedyna partia, która potrafi tak dobrze odczytywać nastroje społeczne i zbijać na nich kapitał. Mam w związku z tym pytanie, które z pozoru wydawać się może egzotyczne. Czy to właśnie ten rząd w przyszłej kadencji wprowadzi związki partnerskie? Jedną decyzją pogrzebałby liberałów, udowodnił swoją europejskość, pokazał łagodne oblicze, a przy okazji miałby pełną kontrolę nad procesem legislacyjnym i ostatecznym kształtem nowego prawa.

Fakt, że trudno mi to sobie wyobrazić, ale w polityce wszystko jest możliwe. Ja jednak nie stawiałabym na taką opcję.

Na koniec jeszcze pytanie rodem z korporacyjnych rozmów kwalifikacyjnych. Jak będzie wyglądał świat za 15 lat i co powinniśmy robić, żeby jednak był lepszy?

No dobrze, sprowokował mnie Pan. Wyślę Panu na e–mail moją powieść. Mogę powiedzieć jedynie, że to książka o ludziach, uczestniczących w burzliwym, dramatycznym przełomie cywilizacji. Kolejny raz w historii dobrzy ludzie wielkim kosztem i tragicznymi ofiarami pokonują zło. Tym razem pokonana zostaje nienawiść religijna, narodowa i etniczna. Tryumfują prawa człowieka. Wszystkie podstawowe potrzeby każdego człowieka są zaspokojone. Najzdolniejsi altruiści są bohaterami. Chciwość jest powszechnie potępiana, a ludzie zajmują się odpoczynkiem w rozkwitającej naturze, celebracją miłości i radością seksu, zamiast kultywowania w zabobonach nieistniejących bogów. Problem w tym, że ta powieść nie powstała – i pewnie nie powstanie.

Mam natomiast nadzieję, że będę mogła współtworzyć porywającą wizję V Rzeczpospolitej. Lewicową wizję Polski po przejściach. Wizję, która pozwoli realnie zaistnieć lewicy na Polskiej scenie politycznej. Wizję, która chociaż w jakimś zakresie, kiedyś, stanie się rzeczywistością.

Mocne przesłanie na koniec. Bardzo dziękuję za rozmowę!

Ja również dziękuję!

Wywiad z Anną Grodzką dla Opinii Bieżącej przeprowadzony został po spotkaniu zorganizowanym przez Barbarę Nowacką 28 stycznia, przy użyciu poczty elektronicznej. Jeżeli czytelnik w pewnych momentach czuje niedosyt – jest to wynikiem formy realizowanego wywiadu i niedostatków warsztatowych prowadzącego, do których ten z czystym sumieniem się przyznaje.

Redagowała:

Rozalia Małolepszy Grafika:

http://wiadomosci.gazeta.pl/

Losowe Artykuły

mikropolityka

felietony

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne