Data:2018-03-05
Wyświetleń:2488

Do przyjaciół centrystów
Dominik Puchała – działacz SKA

Pierwszego marca brałem udział w wydarzeniu upamiętniającym ofiary ciemiężycieli zaliczanych do tzw. „Żołnierzy Wyklętych” oraz w blokowaniu marszu zorganizowanego przez apologetów tych żołnierzy - ksenofobicznych nacjonalistów związanych z ONR. Pseudopatrioci na ulicach miasta uciskanego przez faszystów podczas II wojny światowej chcieli uczcić pamięć o Romualdzie „Burym” Rajsie czy Józefie „Ogniu” Kurasiu, którzy swoim postępowaniem nie odstawali od zbrodniarzy III Rzeszy. Jako student nie mogłem znieść myśli, że w Warszawie i wielu innych miastach aprobuje się tego rodzaj ideologiczny kult ludzi odpowiedzialnych za śmierć tysięcy cywilów.

Nasze alternatywne obchody święta narodowego rozpoczęliśmy pod IPN-em, skąd wyruszyliśmy w milczeniu w stronę ulicy Rakowieckiej, na której odczytaliśmy nazwiska pomordowanych i w szacunku oddaliśmy im cześć. Po ostatnim przemówieniu Sebastian Słowiński rozwiązał zgromadzenie, a my przystąpiliśmy do próby zablokowania rozpoczynających swój przemarsz nacjonalistów z pochodniami, których widok przywodził na myśl zdjęcia z „Nocy Kryształowej”. Policja, chcąc zablokować nam możliwość przedostania się przez swój kordon, nie oszczędzała na sile: osoby drobnej postury były przytrzymywane za szyję, a część powalono na ziemię. Adiunkt z Uniwersytetu Warszawskiego, Rafał Suszek już po chwili został skuty i wrzucony do samochodu, a następnie pobity w drodze na komisariat, co szerzej opisuje na swoim profilu facebookowym.[1] Gdy policja zauważyła, że nie ustępujemy, zaczęła przygotowywać sprzęt do strzelania gazem paraliżującym (można to dostrzec na filmach relacjonujących wydarzenia tamtego wieczoru), jednakże ostatecznie zrezygnowała z zamiaru całkowitego powalenia protestujących studentek. Kiedy starcia ustały, a my próbowaliśmy opuścić miejsce byłego zgromadzenia, policjanci uniemożliwili nam to, blokując chodnik i brutalnie nas odpychając. Zdesperowani, w około dwudziestoosobowej grupie udaliśmy się w boczną ulicę, aby okrężną drogą z powrotem przedostać się na trasę przemarszu nacjonalistów i po raz kolejny spróbować blokady. W drodze na Puławską spostrzegliśmy, że idzie za nami dwóch mężczyzn, którzy w sposób budzący podejrzenia przez dłuższy czas nie ustępowali nam kroku. Zrozumieliśmy, że to nieumundurowani policjanci nieumiejętnie śledzący nasze dalsze działania. Gdy w końcu dotarliśmy na miejsce, wybiegliśmy na ulicę, aby po chwili ze strachem wymalowanym na twarzy oraz antyfaszystowskimi hasłami na ustach patrzeć, jak na kordony policji idą w naszą stronę i przystępują do pacyfikacji, nie reagując na krzyki stojącego obok mężczyzny, domagającego się humanitarnego traktowania studentów. Jeden z nas został obezwładniony pałką, inny skopany po kroczu, a wielu siłą rzuconych na asfalt.

W czasie owego zamieszania związanego z interwencją służb wykorzystałem sytuację i szybkim krokiem oddaliłem się z miejsca blokady, a następnie wraz z dwójką innych uczestniczek skierowaliśmy się w stronę naszych mieszkań. Ciągle od naszych kolegów otrzymywaliśmy wiadomości relacjonujące dalsze wydarzenia, które wcale nie były mniej dramatyczne od tych, w których sam uczestniczyłem. Kolejne godziny natomiast spędziłem na wysłuchiwaniu komentarzy od osób, które nie brały udziału w żadnej manifestacji tego dnia. Mówiły one przede wszystkim o bezprawnej blokadzie i niepotrzebnym starciu z policją. Nikt nie zapytał nawet, czy nic mi się nie stało. Zapomniano także o Marcu 1968, kiedy to sytuacja protestujących studentek była podobna. Moje postępowanie zostało porównane do palenia tęczy przez narodowców i wyrywania fragmentów chodnika. Bo przecież „łamaliśmy prawo”. Tak, złamałem prawo, to oczywiste. Gdy zgromadzenie zostało rozwiązane, nie mogłem próbować stawać na środku ulicy i blokować przemarszu. Jednakże zbuntowałem się przeciwko akceptowaniu ksenofobicznych oraz antysemickich haseł w demokratycznym państwie, które w dodatku łączone były z wychwaleniem morderców. Thoreau w obywatelskim nieposłuszeństwie widział dwa elementy: łamanie prawa i oczekiwanie kary. Tego drugiego się spodziewałem. Każda osoba ze Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego doskonale wiedziała, w jakim celu tam idzie i jakie konsekwencje jej grożą. Oczekiwaliśmy tych mandatów. Przygotowaliśmy się na skutki naszych działań. Było zimno, więc ubraliśmy się ciepło. Zobaczyliśmy faszystów, więc wystąpiliśmy przeciw nim i przeciw władzy, która ich chroniła. Policja niczym bezmyślne narzędzie brunatnej ideologii bezwzględnie nas spacyfikowała, łamiąc przy tym prawo, na które tak chętnie powołują się symetryści zrównujący moje postępowanie z działaniami homofobów podpalających tęczę. Cieszcie się, kiedy zgodzę się z Wami, przyznając, że łamałem prawo i wstydźcie się, gdy zrozumiecie, że też powinniście.

[1]D. Flis, »Siadaj, kurwo « I ciosy w twarz. Policjanci pobili Rafała Suszka za blokowanie marszu ONR. Teraz zarzucają mu napaść na funkcjonariusza, „OKO.press” https://oko.press/siadaj-kurwo-ciosy-twarz-policjanci-pobili-rafala-suszka-blokowanie-marszu-onr-teraz-zarzucaja-mu-napasc-funkcjonariusza/ (dostęp: 04.03.2018).

Redagował:

Sebastian Slowiński

Zdjęcie:

JohnBoB & Sophie Art

Losowe Artykuły

felietony

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

felietony