Data:2018-03-13
Wyświetleń:789

Lekkostrawna historia Polski według Morawieckiego
Paweł Bednarczyk

Marzec 68 powinien być dla Polaków powodem do dumy, a nie wstydu – to słowa premiera Mateusza Morawieckiego, wypowiedziane przy okazji debaty na temat wydarzeń z tamtego czasu, odbywającej się 07. marca na Uniwersytecie Warszawskim. Po tej wypowiedzi w mediach zawrzało, i słusznie, bo jest ona nader przewrotna, zresztą śmiem nawet twierdzić, że kontrowersja była tu czymś zupełnie celowym. Z tego względu postanowiłem przyjrzeć się słowom Pana Premiera z nieco analitycznej strony.

Osobiście, słowa te nie wywołują u mnie żadnych emocji. Prawdę mówiąc niełatwo jest mi zdobyć się na jakąkolwiek formę emocjonalnego podejścia do historii, a tym bardziej jednoznacznego jej osądzania. Jak mamy bowiem wyciągać racjonalne wnioski z wydarzeń przeszłych, kiedy czujemy w stosunku do nich dumę, bądź wstyd. Uważam, że w debacie historycznej, powinniśmy skupiać się przede wszystkim na faktach mających miejsce w przeszłości, a zatem na jej rzeczywistej istocie. Dopiero wtedy możemy ją nazwać faktyczną "nauczycielką życia". Próba ocen wydarzeń z przeszłości, zawsze nosić będzie na sobie znamiona skrajnego subiektywizmu, a co za tym idzie, nie powinna być wykorzystywana do tworzenia współczesnej mitologii narodowej czy jakiekolwiek innej ideologii.

Morawiecki w swoim przemówieniu podkreślił, że na to, co działo się w Marcu ‘68 roku, należy patrzeć przez pryzmat sytuacji, w jakiej się wtedy znajdowaliśmy. I to w zasadzie jedyna rzecz, z którą mogę się zgodzić. Jest bowiem rzeczą bezsprzeczną, że Polska roku 1968 nie była państwem wolnym. Po tych słowach Morawiecki tłumaczy, że Inaczej będziemy mieli do czynienia tylko z mitologią Marca, która to część jest piękna, słuszna i prawdziwa, ale część nieprawdziwa i niepiękna. A ta część niepiękna, ale prawdziwa, nie ma nic wspólnego z Polakami, którzy pragnęli wolności i o nią walczyli. Za część słuszną i prawdziwą Morawiecki oczywiście rozumie wystąpienia studenckie spowodowane zdjęciem "Dziadów" oraz relegowaniem z uczelni Michnika i Szlajfera. Część prawdziwa, ale niepiękna to antyżydowska nagonka mająca miejsce w Polsce bezpośrednio po tych wydarzeniach. Morawiecki zwraca także uwagę, na obecność instytucjonalnej cenzury prewencyjnym w tamtym okresie czasu.

Wszystko było poddane cenzurze. Jak więc wyobrażacie sobie państwo, że te transparenty, które się pojawiały, mogły pojawić się spontanicznie, (…) że te transparenty i napisy pochodziły jakoby od Polaków. (…) „Syjoniści do Syjonu”, czy do Syjamu, raczej niekoniecznie pochodziły od Polaków, którzy chcieli wolności, od polskiego społeczeństwa. Ta obca władza, która była reprezentantem wielkiego mocarstwa, realizowała swój plan i wykorzystywała w ramach walk frakcyjnych antysemityzm, który się wtedy pojawił.

Aby uporządkować dotychczasowe informację, dokonam standaryzacji argumentów Pana Premiera, to znaczy, wyodrębnię przesłanki i wynikające z nich konkluzje.

Po pierwsze, Polska w marcu 1968 roku była zależna od ZSRR. Po drugie na terenie Polski, w interesie obcego mocarstwa działała cenzura prewencyjna. Po trzecie, Polacy pragnęli wolności i o nią walczyli. Po czwarte ZSRR wykorzystywała antysemityzm w ramach walk frakcyjnych. Te przesłanki prowadzą Morawieckiego do konkluzji, że Polacy nie mają nic wspólnego z antyżydowskimi wystąpieniami, gdyż zarówno idea antysemityzmu, jak i sposób jej manifestowania (transparenty) pochodziły od obcego Mocarstwa.

Nie można powiedzieć, aby premier Morawiecki kłamał, jednak taki sposób argumentacji pozostawia wiele do życzenia. Najbardziej niepokojąca jest według mnie próba wyprowadzenia definicji "prawdziwego Polaka". Bo przecież Pan Premier nie mógłby zaprzeczyć twierdzeniu, że ludzie trzymający w marcu 1968 roku antysyjonistyczne transparenty byli pochodzenia polskiego. W konwencjonalnym rozumieniu "polskości" byli zatem obywatelami Polski. Takie stwierdzenie kłóci się jednak ze słowami premiera wedle których Polacy pragnęli wolności i walczyli o nią, bo skoro walczyli o wolność to nie mogli wyznawać poglądów antysemickich w służbie ZSRR. Nie wspomnę już, o grupie w ogóle nie uwzględnionej w tej definicji, a więc Polakach, którzy wolności pragnęli, ale o nią nie walczyli, a bezpieczniej byłoby jednak założyć, że i tacy by się wtedy znaleźli.

Jak się zatem ma stwierdzenie, że rzeczywistość Marca 1968 należy rozumieć przez pryzmat tamtych czasów, do prób dzielenia ówczesnego społeczeństwa polskiego na Polaków i nie Polaków czy też na to co Polskie lub obce. Uwzględniając rzeczywistość tamtego okresu, z czystym sumieniem można jedynie powiedzieć, że po fali protestów studenckich, Polskę zalał antysemityzm, niejako zaaplikowany do Polski przez ZSRR. Takie są fakty, a próba doszukiwania się w tym tego co chlubne bądź nie, ujawnia sympatie i antypatie rządzących, a w konsekwencji może prowadzić do wybiórczego spojrzenia na historię i jej zakłamywania.

Dlaczego rocznica wydarzeń Marca 1968 – nie prowadzi do krytycznego spojrzenia na Polską historię i zestawienia jej z teraźniejszością. Dlaczego premier umniejsza polskości tych, którzy wyrażali wtedy poglądy antysemickie? Przecież tacy ludzie żyli w Polsce zarówno w 1968 jak i dziś. Czyż większym powodem do wstydu nie jest fakt, że mija 50 lat od tamtych dni, a w Polsce przeżywamy rozkwit idei homofobicznych, nacjonalistycznych i rasistowskich. Cóż, albo w dalszym ciągu będziemy pudrować polską historię, "odkrajając" to co niewygodne i wstydliwe, albo pozwolimy, by przemówiła pełnym głosem, aby móc wyciągnąć z niej konkretne wnioski. Nieśmiało liczę, że może nadejdą czasy kiedy to ta druga idea stanie się popularniejsza.

Grafika:

dzieje.pl/IPN

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

mikropolityka

polityczno-filozoficzne

mikropolityka