Data:2016-12-03
Wyświetleń:251

Ratujmy media!
Thomas Piketty

Czy jest możliwe wyselekcjonowanie najlepszych części rewolucji cyfrowej po to by ustanowić media i demokrację na nowych fundamentach? To pytanie, które stawia nam Julia Cagé w swojej małej, optymistycznej i ożywczej książce. Wyjaśnia historię aktualnych przemian i udowadnia nam, że jest to możliwe by ustanowić nowy model mediów w epoce cyfrowej, oparty na podziale władzy i crowdfundingu.

Pewne jest to, że przemiany, które się dokonały ostatnio podążają w złym kierunku. Osłabione przez spadek sprzedaży i dochody z reklam, media stopniowo przechodzą w ręce miliarderów z wypchanymi kieszeniami, często przypłacając tym jakością i ich niezależnością. Wiadomo od dawna, że TF1 (Télévision française 1 - przyp. od tłumacza) należy do francuskiej grupy przemysłowej Bouygues, Figaro do rodziny Dassault, która jest zachłanna na zamówienia publiczne i mająca silne wpływy polityczne. Pierwszy dziennik « Les échos » istniejący od 2007 roku jest w posiadaniu pierwszego francuskiego dziedzica fortuny, Bernarda Arnault (pracuje w LVMH - Louis Vuitton Moët Hennessy - francuskiego największego koncernu produktów markowych, w tym alkoholi i kosmetyków). W ostatnim czasie, Le Monde został przejęty przez trio Bergé - Niel - Pigasse, a Libération przez duet Ledoux - Drahi. Dobra luksusowe, koncern telekomunikacyjny, finanse i nieruchomości: wszędzie gdzie wałkują się fortuny odnajdziemy szlachetne działania w celu « uratowania » prasy.

Problemem, stwierdza Julia Cagé, jest to, że to prowadzi do nagromadzenia władzy w paru rękach, które nie są zawsze ani odpowiednie ani szczególnie bezinteresowne. Ci « altruiści » mają często tendencję do robienia cięć w personelu i agresywnego manifestowania swojej władzy. Niezadowolony ze sposobu w jaki został potraktowany przez dziennikarzy z Le Monde w skutek wycieku wyciągu fiskalnego á propos afery « SwissLeaks », Bergé tłumaczy spokojnie, że: « to nie tak, że obiecałem im zdobycie ich niezależności » (Beuve - Méry i grupa redaktorów, która nie zaczekała na Bergé, by stać się niezależnym powinna wrócić do swoich trumien). W « Libération » pamięta się jeszcze o pomyłkach popełnionych przez akcjonariusza Ledoux’a, który miał wzgląd u dziennikarzy (« chiałbym wziąć na świadka każdego Francuza, który buli na tych facetów »). Jednakże w tym samym czasie, każdy zgodzi się, że lepszy jest dziennik źle funkcjonujący i istniejący niż ceniony dziennik, ale który nie istnieje.

Więc co zrobić oprócz narzekania? Po pierwsze, na nowo ustanowić obecne przemiany w dalszej perspektywie. To nie pierwszy raz kiedy media potrzebują się narodzić na nowo. Zawsze muszą stawić czoło problemom z przeszłości, zauważa Julia Cagé, która zwraca uwagę na to, że zamówienia publiczne dzienników amerykańskich (wyrażony w skali procentowej PKB) spada od lat 50, XX wieku.

Nastepnie, istnieją od długiego czasu alternatywne modele pozwalające uniknąć położenie ręki na dziennikarz przez wielkich akcjonariuszy, z niewątpliwym sukcesem, takie jak The Guardian (jeden z najczęściej czytanych dzienników na świecie, utrzymywany przez fundację) albo Ouest - France (pierwszy dziennik francuski, utrzymywany przez prawo organizacji z 1901 roku). Obecną stawką jest by na nowo zreformułować te modele i przystosować je do epoki cyfrowej. Zaletą fundacji oraz organizacji jest to, że hojni dawcy nie mogą odzyskać swoich darowizn (kapitalizm jest brutalny) i to, że wspomniane darowizny nie gwarantują im prawa głosu. Jak zauważył Beuve - Méry w 1956 roku: « Przekazują darowizny po to by mogli pokazać, że ich intencje są czyste, a także być oczyszczonym z wszelkich podejrzeń ».

Wadą tego modelu jest pewne zamknięcie: pierwsi założyciele powołują Radę Dyrektorów, współpracują ze sobą, a następnie zastępują w nieskończoność. Proponując ideę nowego statutu, społeczność mediów działająca no profit (lub « fundacja ») współdziałająca między fundacją, a organizacją poprzez działania. Darowizny w kapitale będą z góry określone i nie będzie podziału na dywidendy (jak w fundacjach), ale stworzą miejsce na prawo do głosowania (jak w organizacjach poprzez działanie). Najprościej, te prawa do głosu wzrosną bardziej niż proporcjonalnie dla małych dochodów w kapitale i będą różniły się diametralnie w zależności od progu dla największych akcjonariuszy (na przykład możemy sobie wyobrazić, że jedynie jedna trzecia z wyższych dochodów będzie wynosiła 10% kapitału, który stworzy miejsce na prawo do głosu).

To umożliwiło wsparcie crowdfundingu, który stworzył pewną iluzję równościową, która osłabiła wiele grup redaktorów i struktur koperatywu w przeszłości. W rezultacie jest to normalne, że osoba, która przekazuje 10 000 euro ma więcej władzy niż osobą, która przekazuje 1000 euro, a także to, że ta, która daje 100 000 euro będzie jej miała więcej niż ta, która daje 10 000. Musimy unikać sytuacji, w której osoby, które ofiarowują dziesiątki albo setki milionów euro mają do dyspozycji całą władzę. Mimochodem, media miałyby korzyści z redukcji fiskalnej otwartej na darowizny, który pozwoliłby im na zastąpienie niejasnego systemu pomocy prasie poprzez neutralny i przejrzysty.

W tym przypadku mediów, ten nowy model zachęca do zmiany tego samego poczucia własności prywatnej i możliwości przekroczenia demokratyczności kapitalizmu.

Tłumaczył:

Krzysztof Gwardzik

Losowe Artykuły

mikropolityka

mikropolityka

polityczno-filozoficzne

teksty historyczne