Data:2017-01-02
Wyświetleń:292

Gorączka. Dzieje jednego pocisku
Anonim

Zdaniem krytyków film Agnieszki Holland z 1981 roku jest najdojrzalszym w jej dorobku. Nawet nakręcone później światowej sławy produkcje takie jak Tajemniczy ogród czy Europa, Europa nie podważyły jego sukcesu.

Trudno się dziwić, realizowana w przededniu Solidarnościowej rewolucji i mająca premierę zaledwie dwa miesiące przed wprowadzeniem stanu wojennego produkcja jest niezwykłym, realistycznym i brutalnym obrazem. Można go, więc określić mianem filmu o oszołomieniu spowodowanym chęcią zemsty i idącym z tym zaślepieniem.

Gorączka była kręcona w roku 1980. W podtytule Dzieje jednego pocisku, skrywa całą swoją fabułę. Film jest adaptacją książki Andrzeja Struga z roku 1910. Akcja toczy się w trakcie rosyjskiej rewolucji, która miała miejsce na terenach Królestwa Polskiego w latach 1905-1907.

Tytułowy pocisk zostaje skonstruowany przez „Chemika” (Tadeusz Huk) a następnie odebrany przez Kamę (Barbara Grabowska). Równolegle pokazywane są kadry z odbicia Leona (Olgierd Łukaszewicz), lidera bojówkarzy PPS-u, z Cytadeli. „Chemik” tuż po przekazaniu Kamie bomby zostaje wraz z matką aresztowany.

KONFLIKT IDEOLOGICZNY

Leon udaje się do ojca (Zbigniew Zapasiewicz) po pieniądze. Senior, dobrze sytuowany pozytywista, zwolennik polityki ugodowej wobec Rosji, właśnie jest w trakcie przyjęcia wydawanego z okazji zaręczyn jego córki z carskim oficerem, na którym jednym z ważniejszych gości jest Generał-Gubernator (Ryszard Sobolewski), na którego Łukaszewicz poluje. Między ojcem a synem dochodzi do ostrej, ideologicznej wymiany zdań.

W filmie godną przyjrzenia się rolę odgrywa również symbolika, najbardziej widoczna w scenie rozmowy Leona z ojcem, uznawanej za jedną z ważniejszych scen w polskiej kinematografii.

Patrząc na metryki obu aktorów można powiedzieć, że mający wówczas czterdzieści sześć lat Zbigniew Zapasiewicz nie miałby szans na to, by zostać ojcem trzydziestoczteroletniego Olgierda Łukasiewicza. Skąd więc taki pomysł na obsadzenie właśnie Zapasiewicza? Otóż słynął on z ról cyników o niejednoznacznej postawie moralnej, niekiedy o złożonych intencjach i ogólnym skomplikowaniu wszystkiego ze wszystkim, ale z zachowaniem jakiegoś ziarnka prawdy w ogólnej postawie i sposobie myślenia. Tak więc rola ojca- cynika była dla niego niemalże idealna i niezbyt odbiegająca od jego wcześniejszych kreacji. Język, jakim porozumiewa się z synem również jest zakodowanym „szyfrem”, parafrazą ówczesnej „Trybuny Ludu”.

Oczywiste jest również to, że charakteryzator, tworząc ogólny zarys Leona inspirował się aparycją Józefa Piłsudskiego. Jego zaciętość w twarzy oraz ogólna mimika i charakterystyczne wąsy bardzo zwracają na siebie uwagę. Niezłomność, z jaką cechuje się świeżo odbity z więzienia Leon z taką charakteryzacją staje się jeszcze bardziej wyraźny, żeby nie rzec przerysowany jak na zwykłego bojówkarza PPS-u, ale bez wątpienia nie można mu zarzucić, że jest postacią bezbarwną i nierealistyczną, niebudzącą respektu u widza.

Kolejną rzeczą, na jaką warto zwrócić uwagę jest scenografia. Na ścianie wiszą reprodukcje dzieł Artura Grottgera, podkreślające obłudę polityczną ojca. Scena za samą kompozycję, nawet bez oglądania jej z dźwiękiem, jest łatwa do zdefiniowania.

Konflikt ideologiczno-moralny aż rzuca się w oczy. Łatwo ustalić, w jakich stosunkach żyją bohaterowie i co mają widzowi do zaoferowania. Natomiast przesiąknięty cynizmem dialog jest, moim zdaniem, tylko tłem i uzupełnieniem do tak doskonale zobrazowanej części wizualnej.

KOBIETA PONIŻONA

Leon otrzymuje pieniądze i w drzwiach mija się ze swoją przyszłą ofiarą. Udaje się więc do Kamy i mówi jej o swoich planach. Między parą dochodzi do zbliżenia. Zaczynają organizować zamach, jednak bez aprobaty grupy są zmuszeni działać na własną rękę. Udają się na kiermasz, na który ma przybyć Generał-Gubernator.

Kama ma rzucić w Gubernatora bombę, co mogło być równoznaczne z jej śmiercią w wyniku wybuchu. Koniec końców, Generał w obawie o własne życie nie zjawia się a Kama, pobita przez Leona, wiąże się z Kamilem (Tomasz Międzik), którego nie kocha i z załamaniem nerwowym trafia do szpitala psychiatrycznego, w którym również jest bita i poniżana.

Kamil, niepodzielający rewolucyjnych wizji Leona, gdy ten przybywa do jego zakładu, wyzywa go od najgorszych i publicznie wyciąga sprawę Kamy. Upokorzony bojówkarz odwiedza dziewczynę, lecz ta w zupełnym obłędzie nie jest w stanie z nim rozmawiać.

Mnie osobiście poruszył wątek Kamy. Albo raczej, „pod wątek wątku Leona”, który został przez Holland rozbudowany i trochę zmodyfikowany. Jakby tak zrobić analizę psychologiczną jej postaci to w sumie, niewiele i wiele jednocześnie można o niej powiedzieć. Nie wiadomo skąd pochodziła, jaki miała rodowód, ile miała lat czy też skąd znała Leona.

Była ładna, podobała się mężczyznom, tak więc wpadła w oko niezbyt urodziwemu Kamilowi. Leon zapewne też darzył ją swego rodzaju sympatią, (jeśli tak w ogóle można mówić o samym Leonie, który był zapatrzonym w siebie bezdusznym ideowcem). Pod jego wpływem zyskiwała odwagę, której nigdy wcześniej i później nie była w stanie wykrzesać. Robiła to, co jej kazał z własnej nieprzymuszonej woli, ale niestety, była na to zbyt słaba psychicznie.

Jej sposób ubierania się, mimo początku wieku, był nad wyraz odważny, sprawiający nieraz (a zwłaszcza w scenach z kiermaszu) wydźwięk „kobiety fatalnej”, pięknej, ale niebezpiecznej. To jednak nie pozwoliło jej na zdobyciu szacunku, uznania czy też zwykłego pożądania mężczyzny, którego kochała. Wystarczy chociażby porównać scenę jej wspólnej nocy z Leonem i z Kamilem. W obu tych scenach uderzające jest podejście i Kamy, i jej kochanków. Leon traktował ją przedmiotowo, wręcz zwierzęco. Nie obchodziło go, że zamach, jaki Kama ma wykonać będzie jednocześnie zamachem samobójczym.

Podsumowując, jestem młodą kobietą i uderzające było dla mnie to, jak bardzo można poniżyć kobietę. I nie mówię tylko o poniżeniu moralnym, ale też erotycznym, co Holland wyraźnie podkreślała ilekroć Kama pojawiała się na ekranie.

Leon jest zmuszony opuścić gmach, pod którym czekają na niego oficerowie tajnej policji politycznej w Imperium Rosyjskim – Ochrany. Bomba natomiast zostaje zdeponowana na wsi u młodego współpracownika Leona – Wojtka Kiełzy (Adam Ferency).

Po kilku latach i zmianach w partii, Wojtek przybywa do mieszkającego w Warszawie wuja (Marian Łącz). Niezorientowany w bieżących sprawach, wprost nikomu niezagrażający i szukający kontaktu (na każdym kroku podkreśla, że jest z PPS-u) w końcu trafia w ręce dwóch prowokatorów - Wartkiego(Paweł Nowisz) i „Czarnego” (Krzysztof Zaleski), a następnie zostaje wydany Rosjanom.

ANARCHISTA

Wojtek dzieli celę z młodym anarchistą Gryziakiem (Bogusław Linda), któremu opowiada o bombie i o tym, gdzie ją przechowuje. Daje mu również gryps dla wuja. Nazajutrz zostaje stracony na cytadelskiej szubienicy, natomiast Gryziak zostaje zwolniony z aresztu. Idzie do swojego byłego współpracownika i dłużnika – „Czarnego”. Gdy ten przyznaje mu się do szpiegowania dla Ochrany w PPS-ie, młody anarchista zabija go i udaje się do wuja Kiełzy, któremu przekazuje pożegnalny gryps Wojtka i zabiera jego bombę.

Udaje mu się dostać do sali pełnej ochrańskich oficerów, rzuca pociskiem, lecz ten nie wybucha. Znajdujący się w pomieszczeniu oficerowie ciężko bija młodego anarchistę, a bomba trafia w ręce saperów. W ostatniej scenie widać jak pocisk jest detonowany w wodzie, na terenie jednego z warszawskich fortów. Warto tez przyjrzeć się postawie sapera. Nawet jego nienagannie poprawiona fryzura pozostaje nietknięta.

Wątek Gryziaka wydaje się obiecujący. Młody, przystojny mężczyzna, niezgadzający się z obowiązującym systemem pojawia się na ekranie na tyle wcześnie, że dla przeciętnego widza może pozostać nawet niezauważony. Ale jaki sens miałoby zatrudnianie tak obiecującego i popularnego w owym czasie Bogusława Lindy do roli nic nieznaczącego epizodysty? Zupełnie nic. W momencie kiedy Leon spotyka go na drodze, panowie są dla siebie obcy. Leon, dorosły i poważnie wyglądający mężczyzna kontra młody, zakuty w kajdany i zbuntowany Gryziak, idący w konwoju policyjnym. Podchodzi do Leona, zatrzymującego się wówczas w powozie i prosi go o papierosa. Zaimponował mu nawet swoją „wolnością”, co sprawia że jest jedyną osobą, nad którą Leon nie próbuje dominować.

ANALIZA BOMBY

Temat utworu nie był do końca obojętny Strugowi, sam bowiem był bojowcem i, pisząc swoją powieść w Paryżu, rozważał błędy swojej rodzimej organizacji. Również autor scenariusza, Krzysztof Teodor Toeplitz miał rodzinne powiązanie z PPS-em (jego dziadek został wybrany do Rady Miasta właśnie z ich ramienia). Rozległa panorama postaci i środowisk, jaką zobrazowali, uwzględniała najróżniejsze możliwe sposoby postępowania partii.

Obnażał on bezwzględną dążność do celu (Leon), działanie pod wpływem uczuć (Kama), oddanie i dezinformację (Wojtek Kiełza) oraz niechęć do władzy (Gryziak). Fabuła została skonstruowana na zasadzie „efektu domina”. Ogniwem zapalnym jest bowiem sam Leon. Bezduszny i bezwzględny, niczym klątwa powoduje nieszczęście wszystkich ludzi, z którymi w trakcie trwania filmu ma coś wspólnego.

Zacznijmy bowiem od Kamy. Dziewczyna z miłości do niego była gotowa zginąć, wyrzec się własnych uczuć, aż w końcu zupełnie się załamać. Zakochany w Kamie Kamil próbuje naprawić jego winy i jednocześnie pociesza zranioną, niestety bezskutecznie, co ją dodatkowo poniża i upokarza. Wojtek, będący niedoinformowanym ideowcem bez charyzmy i sprytu, sam siebie skazuje na śmierć. Natomiast względnie obojętny i niezwiązany z żadną partią Gryziak usiłuje znaleźć własną drogę przeciwko takim, jak Leon. Ale ten względnie wolny młodzieniec również na swojej drodze spotkał Leona. Analizując drogę bomby i wszystkie napotkane po drodze osoby, można zasugerować, że bomba na swój sposób jest przeklęta, ale dopiero po zetknięciu z Leonem, zbiera śmiertelne żniwo.

TRUDNA REALIZACJA

Kto nie poradziłby sobie z tak trudnym tematem jak właśnie Agnieszka Holland. W 1971 roku została absolwentką praskiej FAMU. Była świadkiem stłumienia Praskiej Wiosny w 1968. Jej film ma wiele wątków nawiązujących do tych wydarzeń, a zwłaszcza młodych, wyraźnie zobrazowanych bohaterów - ideowców, nieudolnie dążących do realizacji swoich celów, z góry niestety naznaczonych porażką.

Film był przesiąknięty obawą reżyserki, że ogarniająca naród solidarnościowa euforia będzie miała podobny skutek. Widziała bowiem nastroje piętrzące się i nasilające w polskim społeczeństwie lat siedemdziesiątych. Będąca członkinią Wajdowskiego Zespołu X (wraz z Januszem Kijowskim, Feliksem Falkiem, Januszem Zaorskim) mogła liczyć na wsparcie swojego „przełożonego”. Poruszanie tematów „anty-stadnych” w okresie „pierwszej Solidarności” nie było tematem łatwym. Holland liczyła się z trudem, jaki wzięła na swoje barki.

We wspomnieniach twierdziła, że film ten wiązał się z ogromnym stresem i niepokojem. Trudno się dziwić, reżyserka znalazła się w momencie historycznym, do którego była nastawiona niezbyt optymistycznie, żeby nie rzec, że z dużym dystansem.

Z tym filmem łączy się wspomnienie strasznej walki, którą musiałam z sobą stoczyć. Nie umiałam go wyreżyserować. Po tygodniu zdjęć wpadłam w panikę, chciałam się wycofać. W niedzielę pojechałam do Andrzeja Wajdy, próbowałam go namówić, żeby go za mnie dokończył. Nagle usłyszałam potworny łomot. Spadł wielki secesyjny żyrandol wiszący na pierwszym piętrze nad schodami. Pomyślałam, że to przez moje wewnętrzne napięcie. I wtedy coś się we mnie odblokowało. Następnego dnia na planie wiedziałam już, co robić.[1]

JAKO JEDNO Z DZIEŁ „KINA MORALNEGO NIEPOKOJU”

Polska kinematografia, zawładnięta wówczas nurtem zwanym Kinem Moralnego Niepokoju, spełniała nie tylko funkcję „rozrywkową” (cudzysłów nie jest przypadkowy, filmy w większości były ciężkie, brutalne, realistyczne), ale również umoralniająco-edukacyjną.

Powstały w 1976 roku nurt zrzeszał wokół Wajdy i Zanussiego młodych artystów, najczęściej studentów reżysera Pokolenia. Każdy film nurtu ma na celu zobrazowanie podobnego schematu: pierwszym etapem jest przedstawienie czołowego bohatera, którym jest młody, charyzmatyczny idealista z inteligenckiej rodziny, chcący sprzeciwić się władzy, systemowi lub silniejszej i wyżej postawionej grupie ludzi; następnie dochodzi do kulminacyjnego szczytu jego charyzmy, siły i bezczelności, żeby potem przedłożyć swoje wartości moralne nad konformizmem i coraz silniejszej uległości władzy, by w końcowej fazie filmu zostać zupełnie wykluczony z życia politycznego lub społecznego, co doprowadza do unieszczęśliwienia bohatera.

Z reguły, wokół takiej przemiany wplątana jest cała fabuła filmu, natomiast w przypadku Gorączki taka zmiana zachodzi w każdym z czterech głównych bohaterów: od Kamy począwszy, na Gryziaku skończywszy, (chociaż w sumie patrząc na całą fabułę, sama bomba również może być uznawana za „typowego bohatera Kina Moralnego Niepokoju”).

Reżyserka, wciągnięta przez nurt paradoksalnego zainteresowania historią, szerzącego się wówczas we współczesnej kulturze, chciała, niemalże ku przestrodze, zobrazować kilka sytuacji nawiązujących do jednostki, która może być zarówno bezwzględna i oszołomiona, jak również bezbronna i zupełnie nieprzygotowana na konsekwencje. Filmy te więc były robione „ku przestrodze”.

Moim zdaniem film jest ciężki, ponieważ obrazuje coś, co jest prawdziwe i zarazem brutalne, a co za tym idzie skłania do refleksji. Rozgrywające się wówczas wydarzenia historyczne w dwójnasób odbijały się w głowie przeciętnego widza, krytyka czy cenzora. Również okres Kina Moralnego Niepokoju nie jest w tym czasie przypadkowy.

„Widzu! To wszystko ku przestrodze. Nie dawaj ponosić się zbiorowym emocjom! Jesteś tym, kim jesteś i powinieneś robić to, do czego zostałeś stworzony!” grzmiały ekrany. I może dobrze, że lud wyciągnął z tego własne, prawdopodobnie mające nieprzypadkowy wpływ wnioski.

Uważam też ten film za obowiązkowy. Dlaczego? Ponieważ poruszane w nim wydarzenia, postawy, problemy i tragedie nigdy się nie zestarzeją. A opowieść o ludziach tocząca się na tle historycznym pozostaje niezmienna. Wystarczy tylko zmienić to tło.

Losowe Artykuły

felietony

kultura

felietony

polityczno-filozoficzne