Data:2016-12-02
Wyświetleń:234

Po co nam ta cała reprywatyzacja?
Jakub Kocjan

Temat reprywatyzacji i ogólniej zwrotów nacjonalizowanych przez komunistów nieruchomości pojawił się w debacie publicznej gwałtownie i dosyć przypadkowo i w podobny sposób zniknął. To, co wydawało się początkiem konkretnej i dosyć rzeczowej dyskusji, okazało się kolejną utarczką między kilkoma ugrupowaniami, między kilkoma “układami warszawskimi” i poróżnionymi środowiskami. Na chwilę odsłonięty został osławiony “układ”, ale sprawa była zbyt skomplikowana by utrzymać się na czołówkach gazet czy serwisów informacyjnych. Pewne jest, że problem powróci, zapewne jednak w podobnej formule różnych oskarżeń, które niezależnie od ich prawdziwości (choć większość zarzutów wszystkich stron zapewne jest słuszna). Może posłuży do zmiany władzy w stolicy czy innej aglomeracji, może poskutkuje przegrupowaniem w którymś ze środowisk politycznych. Wracać będą na ekrany telewizorów obrazki eksmisji i ich blokad. Jednak ekscytujące dziennikarzy śledczych i ich czytelników szukanie “pajęczyny”, “ośmiornicy” czy innej sieci mieszkańcom nie pomoże. Wskazanie i ukaranie winnych złych decyzji to zawsze decyzja dość pokazowa. Ważna, bo przestrzega przed powtarzaniem nielegalnych działań, ale cynicznie na to patrząc niewiele różniący się efekt osiągnięto by nie informując o nieprawidłowościach. Istota sprawy – kwestie lokatorskie oraz kwestie mieszkaniowe, pozostały na marginesie zainteresowania opinii publicznej.

Pomijając już argument o tym, że dawni właściciele nierzadko majątek zdobyli nie dzięki własnej pracy (choć niesłusznie jest on wykpiwany, np. jeśli chodzi o byłe rody szlacheckie), to zwracanie nieruchomości nacjonalizowanych po wojnie nie ma sensu. Zwracamy je i tak nie właścicielom, a ich spadkobiercom (pomijając takie patologie, jak kuratorzy itp.), wiec dziejowej sprawiedliwości tu nie znajdziemy. Oczywiście, sytuacje są bardzo różne – komuniści działali chaotycznie, gwałcąc zasady prawa, które sami stanowili i zasady logiki. Jednak odzyskiwanie kamienic, szkół czy parków jest po prostu niemoralne i (co znacznie ważniejsze) głęboko niesprawiedliwe. Warszawa naprawdę po wojnie była “morzem ruin”. To, że ktoś był właścicielem jakiejś działki, nie oznacza, że ma prawo otrzymać nieruchomość zbudowaną przez Polskę Ludową, a właściwie przez jej mieszkańców.

Kwestie zwrotu znacjonalizowanych nieruchomości właścicielom pojawia sie co jakiś czas w przestrzeni publicznej z perspektywy lokatorów, którzy mieszkają w “odzyskanych” kamienicach. Sposób wyrzucania ich z budynku za pomocą tzw. “czyścicieli kamienic” to kwestia kryminalna, ale też na szczęście niezbyt powszechna. Sprzeciw wobec eksmisji jest ważnym elementem tożsamości ruchów lewicowych. Najczęściej jest on uzasadniony, zwłaszcza gdy dotyczy osób niepełnosprawnych czy schorowanych. Zdarzają się jednak sytuacje ośmieszające te słuszne postulaty. Wskutek typowej bezwładności aparatu państwa mieszkania komunalne są w praktyce dziedziczone (teoretycznie skoro mieszkanie komunalne jest własnością gminy czy Skarbu Państwa to instytucja dziedziczenia takich mieszkań nie istnieje). Skutkuje to tym, że kolejki oczekujących na mieszkania komunalne posuwają sie bardzo wolno, a osoby w tych kolejkach z bardzo wysokim prawdopodobieństwem nie mniej (o ile nie bardziej) potrzebujące, co wynika między innymi z aktualności danych dotyczących dochodów i ogólnej sytuacji materialnej. Problemem jest także niedostosowanie i zróżnicowanie lokali komunalnych, z których część uwłacza ludzkiej godności, a część to przestronne, wysokie mieszkania.

Afera – bo debatą trudno to nazwać – dotycząca reprywatyzacji pokazuje też, jaki jest kierunek rozmowy o problemach społecznych w Polsce. Kiedy spadkobiercy dawnych właścicieli szturmują miasto swoimi roszczeniami, problemem narodowym staje się skupowanie roszczeń, choć jest to margines (jak wylicza radca prawny Konrad Łaski dla Krytyki Politycznej: poniżej 10%) reprywatyzacyjnego problemu stolicy. Dziennikarze do znudzenia opowiadają o sytuacji, gdy ustanowiono kuratora dla kobiety, która miałaby dzisiaj ponad 130 lat. Prawdziwe, bo znacznie powszechniejsze problemy dotyczące “afery”, nie brzmią tak ciekawie.

Losowe Artykuły

felietony

felietony

teksty historyczne

polityczno-filozoficzne