Data:2017-05-15
Wyświetleń:532

O niesprawiedliwości podatku dochodowego
Jakub Kocjan, Daniel Dylewski

Do 30 kwietnia każdego roku polscy podatnicy składają roczne rozliczenie podatku dochodowego. Mimo wielu problemów związanych już z samą tylko tą formalnością, polskie partie polityczne, zarówno parlamentarne jak i lewica pozaparlamentarna zdaje się uważać go za oczywistość. Linię sporu wyznacza ilość progów podatkowych i wysokość stawek, od podatku liniowego Nowoczesnej po maksymalną stawkę dla najbogatszych 75% partii Razem. Postaramy się ukazać, że podatek dochodowy jest nie tylko nieefektywny, ale i stanowi narzędzie utrwalania dominacji kapitału nad proletariatem, obniża motywację do rozwoju, a alternatywa dlań istnieje.

Jak wiemy, do produkcji potrzebna jest ziemia, kapitał, wiedza i praca. Zauważmy, że ludzie nienależący do klas uprzywilejowanych nie mają (w zakresie gospodarczym) do zaoferowania nic poza pracą. Ludzie bogatsi dysponują porównywalnym czasem pracy (wynikłym z czasu między zakończeniem nauki, a utratą zdolności do pracy), fakt, że najczęściej są lepiej kwalifikowani (bo z powodu pochodzenia, bynajmniej nie umiejętności, przeszli lepszą ścieżkę edukacyjną), więc ich praca jest bardziej wartościowa, ale dysponują oni kolejną przewagą: środkami produkcji.

Łatwo zauważyć, że istnienie choćby i wysokiego podatku dochodowego, przy braku podatku majątkowego ułatwia latyfundyzację rolnictwa i zniewolenie pracowników. Załóżmy, że dochód z hektara ziemi to 3000 zł/rok, załóżmy, że do osiągnięcia takiego plonu trzeba 100 godzin pracy w roku. Jeśli więc robotnik zarabiałby minimalną stawkę godzinową (13 zł/h), wówczas jego praca miałaby wartość 1300 zł, zaś dochód z kapitału 1700 zł. Różne mogą być oczywiście formy zarządzania tą ziemią: właściciel może ją jednocześnie uprawiać, dzierżawić lub najmować robotników. W sytuacji, gdy właściciel będzie sam uprawiał ziemię, jej efektywność będzie największa, więc podatek majątkowy mniej uderzy w niego niż w obszarnika.

Wyobraźmy sobie osobę wynajmującą mieszkanie zatrudnionej na umowie śmieciowej i miliardera, który w danym roku nic nie zarobił i jest rentierem. Kto z nich wymaga wsparcia społeczeństwa, a przynajmniej odciążenia go z części obciążeń na jego rzecz? A kto zapłaci więcej podatku dochodowego? Na oba pytania odpowiedź brzmi: pierwszy z nich.

W rzeczywistości podatek dochodowy jest podatkiem od pewnej fikcji określanej mianem „dochodu”. Nawet przy zupełnej uczciwości podatników wiele wątpliwości może budzić określanie tych przychodów, które nie są wypłacane w pieniądzach, jak służbowe telefony, czy samochody albo przysługi wyświadczane w gronie znajomych, czy rodziny. Prowadzi to do konieczności skomplikowanej kazuistyki (jak określanie, czy herbata dla pracowników w firmie to ich dochód, czy nie). Ponadto duża część polskiej gospodarki nie jest rejestrowana, gdyż urzędy nie obserwują ludzi permanentnie, stąd trudne jest zwalczanie szarej strefy. Znane jest także uciekanie do „rajów podatkowych”, które umożliwia szczególnie bogatszym osobom na zmniejszenie obciążeń tym podatkiem. Paradoksalnie, globalizacja może docelowo mieć jeden pozytywny gospodarczo efekt i docelowo rozwiązać akurat ten problem, gdy zostanie skoordynowana jedna polityka podatkowa w globalnym świecie. Ale jak na razie akurat to zjawisko miejsca nie ma.

Jaka więc istnieje dla podatku dochodowego alternatywa? Naszym zdaniem jest to podatek majątkowy. W praktyce kluczowe byłoby opodatkowanie nieruchomości, gdyż stanowią one zdecydowaną większość majątku w Polsce, rodzą one inne dobra (jak ziemia zboża) i nie niszczeją w znacznym tempie. Wbrew pozorom, wprowadzenie podatku majątkowego nie sprawiłoby dużo trudności aparatowi biurokratycznemu, chociażby z tego powodu, że już istnieje (choć mając znacznie mniejsze znaczenie, w postaci podatku od nieruchomości, rolnego i leśnego), a wszystkie nieruchomości są przez państwo opisane i pozostaje je wycenić, co nie wydaje się dużym problemem. Co istotne, podatek majątkowy lepiej odpowiada na zapotrzebowanie na usługi państwowe (im wartościowsze budynki, tym lepiej muszą być chronione przez policję – podatek majątkowy byłby trudniejszym celem dla radykalnie wolnorynkowej prawicy niż podatek dochodowy). I najważniejsze - dzięki niemu praca jest mniej opodatkowana od kapitału.

Podsumowując, podatek dochodowy, stanowiący zmorę pracowników i wszystkich niemal obywateli, nie jest niczym potrzebnym, a wręcz przeciwnie, zastąpienie go podatkiem majątkowym, czyniące system podatkowy znacznie prostszym zdaje się być jak najbardziej realne, a przede wszystkim bardziej sprawiedliwe społecznie.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

teksty historyczne

polityczno-filozoficzne

mikropolityka

mikropolityka