Data:2017-05-15
Wyświetleń:707

To idzie młodość i nacjonalizm
Robert Nowak

„Ze smutkiem muszę stwierdzić, patrząc na umundurowane zastępy młodzieży upojonej uczuciem jedności i siły, że organizacje faszystowskie są w Polsce silniejsze niż demokratyczne ruchy społeczne. Kudy takiemu rozgadanemu Komitetowi Obrony Demokracji do tych karnych szwadronów! Militarystyczna zdolność mobilizacyjna i dyscyplina organizacji istniejących w gruncie rzeczy po to, by zastraszać i bić, jest porażająca. I mimo że w ogromnej większości jest to tylko dzieciarnia, która myśli, że dobrze i grzecznie się bawi, to jednak z pewnością są wśród nich i tacy, którzy czekają tylko na rozkaz „bij!” i gotowi są ten rozkaz wykonać”. (Jan Hartman, „Polityka”, 30.04.2017)

Powyższe słowa napisała osoba, która przez wiele lat współtworzyła naszą rzeczywistość i na łamach tygodnika „Polityka” dworowała z ludzi słabszych, przedstawiając rzeczywistość polską ostatnich dwudziestu ośmiu lat jako pasmo samych sukcesów. Nie ma żadnego tekstu, w którym pan Hartman zwykłym ludziom ma cokolwiek do powiedzenia. Teraz nagle naszła go refleksja:

„Winni nawrotu faszyzmu jesteśmy wszyscy. Nie tylko konserwatyści i prawica. Wszyscy zaniedbaliśmy młodzież i patrzyliśmy przez palce na przestępczość ukrytą za parawanem działalności politycznej. Wszak mamy demokrację, czyż nie? Trzeba oddać sprawiedliwość naszym „watch-dogom”, organizacjom monitorującym i piętnującym faszyzm, takim jak „Nigdy Więcej”. Ich działalność nie usprawiedliwia nas jednak jako całości społeczeństwa, lecz zawstydza. Za swoją opieszałość, a może i tchórzliwość, zapłacimy wysoką cenę. Pycha, nienawiść i pogarda, połączone z emocją plemiennej jedności, to siły psychologicznie i społecznie zbyt potężne, by można było przeciwstawić się im w krótkim czasie”. (Jan Hartman, tamże)

No, brawo! Jak pan do tego doszedł, panie Janie?! Ocenia pan jedynie skutek procesu, któremu na imię transformacja. To właśnie procesy zachodzące w Polsce po 1989 roku dały początek ubóstwu, wykluczeniu i wzajemnej niechęci społecznej. Pan Hartman przyklaskiwał temu, grzejąc się w domowych pieleszach i ścianach redakcji tygodnika „Polityka”. W tym samym czasie inni, harując całe dnie, wypracowali sobie bardzo często jedynie długi i eksmisje, nie dawali rady utrzymać siebie, swoich rodzin. Kiedy ktoś z nich podnosił głos, pan Hartman oraz jego koledzy dziennikarze głównego, czyli neoliberalnego, nurtu krzyczeli w mediach o „roszczeniowcach” chcących mieszkać za półdarmo w cudzych domach, czy niechcących się wyprowadzić od rodziców – chociaż nie mogą, bo nie mają, za co i jak znaleźć własnego M – mających nieustanne pretensje do państwa. Jednak czasy, kiedy państwo pomagało, minęły wraz z upadkiem poprzedniego systemu.

Nie tylko pan Hartman jest zamknięty we własnym świecie. Inni dziennikarze, m.in. z TVN-u czy „Gazety Wyborczej”, prezentują tę samą nieświadomość polskich realiów żarłocznego kapitalizmu. Wielokrotnie przestrzegał profesor Tadeusz Kowalik, wybitny ekonomista oraz doradca władz „Solidarności”, że poprzez wykluczanie mas społecznych z życia publicznego możemy mieć do czynienia z reakcją właśnie taką, jaką nam młodzi z ONR-u zaprezentowali.

Oni mogli być inni niż ci ubrani w czarne koszule, trzymający flagi z falangą na zielonym tle, krzyczący z nienawiści i zastraszający innych swoim wyglądem. Nikt nie rodzi się zły, to wychowanie oraz wpajane mu postawy kreują młodego człowieka. Co wpajano młodym przez lata polskiej transformacji? Bogoojczyźniane historyjki, które zatruły mózgi młodym. Dziś jest zbyt późno, by móc im te myślenie wyperswadować. Oni wierzą we wszystkie okropne rzeczy, które mówią z takim przekonaniem i zachęcają innych do wstępowania w ich brunatne szeregi.

Leszek Balcerowicz tak długo mówił z pogardą o społeczeństwie, o ludziach niemogących dać sobie rady w nowej, kapitalistycznej rzeczywistości, że dziś zbyt łatwo przejść od czynów do słów i zrobić komuś krzywdę, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji. Nacjonaliści dobrze wykorzystali gniew młodych, wynikający z niespełnionych przez obecny system aspiracji, kierując ich wrogość na uchodźców, bezdomnych, mniejszości seksualne czy osoby mające inne niż narodowo-katolickie oraz patriotyczne poglądy. Nacjonaliści są cynicznymi sługami kapitalistów, co pokazuje po czyjej stronie stoją panowie z ONR-u. Żadna ich akcja nie odwołuje się do sprawiedliwości społecznej. Ba! Za nimi stoi kasa Jana Kobylańskiego, polonijnego biznesmena, co do którego przeszłości w czasie II wojny światowej jest dużo wątpliwości, być może wraz ze swoim ojcem był szmalcownikiem i w żadnym nazistowskim obozie nie przebywał. IPN zadbał już jednak, by sponsor Radia Maryja miał czystą wojenną kartotekę.

Oni, dziewczyny oraz chłopcy z ONR-u, wierzą, że są siłą mogącą zmieść „wrogów” ojczyzny. Obecna władza ich w tym podtrzymuje i wynosi ich bandytyzm do rangi normy społecznej, chronionej przez policję jak podczas ostatniej demonstracji w stolicy 29 kwietnia. Czują się coraz silniejsi przy bierności organów ścigania. Państwo, panie Janie, musiało skapitulować, tak samo skapitulowało, gdy eksmitowano ludzi na ulicę, „Janusze” biznesu wyzyskiwali pracowników fundując im miesiące darmowej lub półdarmowej pracy, kiedy bezprawie prawników i sądów nazywano sprawiedliwością. Dla Polski liczy się tylko „majestat” pieniądza oraz siły, natomiast niszczy się w nas to, co jest istotą najważniejsze – człowieczeństwo. Dlatego niech pan lamentuje na łamach „Polityki”, nadal nie będzie pan rozumiał nic z tego, co wokół się dzieje.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

kultura

teksty historyczne