Data:2017-05-28
Wyświetleń:967

Stanowisko kolektywu w sprawie ataku na Teatr Powszechny
Kolektyw Opinia Bieżąca

Poniższy tekst stanowi treść przemówienia wygłoszonego przez jednego z naszych członków 27 maja 2017 roku pod Teatrem Powszechnym w Warszawie.

Ostatnio przeczytaliśmy gdzieś, że nacjonalizm to nie faszyzm. Otóż rzeczywiście, polscy nacjonaliści bardzo nie chcą być z faszyzmem kojarzeni, bo przecież cały mit ONRu, i tego typu incjatyw, jest ufundowany na walce z faszyzmem. Jak jednak się okazuje, nawet mit założycielski ma swój mit. Mamy na myśli fakt, że to, co z założenia heroizuje i idealizuje, jest już poddane tym zabiegom. To nie lud warszawski, ani nie Żydzi bronili Warszawy przed nazistami, tylko biali polscy nacjonaliści walczący z bolszewizmem. Wyparte zostają osoby, które były komunistami, które były na tyle niewpisujące się do kanonu polskości, że zostały z niego wyrzucone albo na margines zapomnienia, albo do wrogiego terytorium. Etos dwudziesto- i dwudziestopierwszowiecznego nacjonalizmu nie jest wyzwoleńczy jak ten dziewiętnastowieczny. Nowoczesny nacjonalizm jest przesiąknięty faszyzmem. Po pierwsze, wystarczy rzucić okiem na Romana Dmowskiego — mistrza polonizacji. Po drugie, wystarczy być niepolakiem, żeby stać się wrogiem.

Nacjonalizm, o którym tu mowa, jest faszyzmem, bo faszyzm to nieodparte przekonanie, że reprezentuje się prawdę. Antyfaszyzm jest z kolei postawą niedogmatyczną. Nie jest moralną i polityczną pewnością, lecz respektowaniem świata i jego wielości. Antyfaszyzm nie jest żadnym konkretnym celem. Dlatego nie jesteśmy tu pod żadnym partyjnym sztandarem. Stoimy tu po prostu, nie zgadzając się z retoryką piętnowania, tabuizowania i szczucia. Blokowanie sztuki to nie język dialogu. To język propagandy, język prawdy ostatecznej, język faszyzmu.

Tak zwana tożsamość narodowa tłamsi to, co niezwykłe, twórcze, każdemu i każdej z nas dane: nieskrępowaną tożsamość.

Wspólnotowość, jaką proponuje albo raczej narzuca nacjonalizm to wspólnotowość oparta na zasadzie przynależności: jesteś biały, jesteś hetero, jesteś Polakiem. Takie rozwiązania są niedopuszczalne, gdy myśli się o wolności. Niedopuszczalne we wspólnotowości jest to, co dzieje się tu oto. Członkowie i członkinie takiej wspólnoty zatracili wszystko, co mieli, by poczuć się silnymi, dumnymi i posiadającymi historię osobami. Nietzsche napisał kiedyś, że jak się kłania i otacza kultem pewien boski posąg, to zatraca się siebie. Gdy monument runie, to zostaniemy przygnieceni, bo nic prócz pustej wiary nie mamy. Dążenie do oryginalności, w dosłownym znaczeniu — dążenie do oryginału, idei, transcendencji — kończy się upodleniem życia, które zamiast bycia samym sobą, staje się realizacją wymagającą poważnych operacji na nas samych. Po prostu nas krępuje. Życie jest podporządkowane Bogu i narodowi, a więc sprzeniewierza się samemu sobie. I oto ci „młodzi, aktywni, radykalni”, niby tryskający energią, stają się obrazem nędzy i rozpaczy, którego jedynym pokarmem jest przypierdolenie pedałom, feministkom, niepolakom i niepolkom.

Kolektyw Opinia Bieżąca

Losowe Artykuły

felietony

teksty historyczne

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne