Data:2017-05-30
Wyświetleń:649

Relacja uczestniczki obrony Teatru Powszechnego
Natalia Makaruk

"O bella, ciao! bella, ciao! bella, ciao, ciao, ciao!” – taki śpiew można było usłyszeć pierwszego dnia obrony Teatru Powszechnego, czyli 27 maja 2017 roku. Na początku wszystko przebiegało spokojnie: skandowanie haseł, przemowy osób z różnych środowisk w obronie wolności kultury czy mniejszości, a w przerwach śpiewanie antyfaszystowskich piosenek. Obok naszego zgromadzenia była druga demonstracja, przeciwko spektaklowi „Klątwa”, wokół którego od dłuższego czasu trwa spore zamieszanie. U nich przeważały modlitwy. Przemawiali księża, ludzie chodzili z różańcami, człowiek miał wrażenie, że Kościół przeniósł się na ulicę. Wszystko do czasu, kiedy nagle przybiegła grupa narodowców ze sztandarami Młodzieży Wszechpolskiej, Ruchu Narodowego i ONRu. Pobiegli wprost na wejście do teatru i w nasze zgromadzenie, zaczęli rzucać racami i wyrywać baner Obywatelom RP, a grupa obrony teatru została otoczona kordonem policji. Zaczęło się przekrzykiwanie dwóch zgromadzeń. Naprzeciwko mnie, tuż przed funkcjonariuszami, stanął mężczyzna z różańcem skierowanym w naszą stronę. W tamtym momencie to wszystko wydawało się jakimś absurdalnym żartem. Ci ludzie skandujący do nas o „wielkiej, białej Polsce”, gdzie nie ma miejsca dla żadnych mniejszości, posługiwali się symbolami religii, w której mowa jest o „kochaniu bliźniego”. Doszła do nas wówczas informacja, że w teatrze kobieta została oblana nieznaną substancją, którą, jak się potem okazało, faszyści rozlali, a pracownica chcąc to zmyć dotknęła jej i się poparzyła. Potem nastał moment ciszy z ich strony, kiedy klęknęli na ulicy i zaczęli się modlić (czyżby o zbawienie do Boga, po tym jak zranili drugiego człowieka?). U nas okrzyki nie zatrzymały się, bo znając historie z poprzednich takich demonstracji, gdzie też odprawiana jest msza, wiedzieliśmy, że to trochę potrwa. Skandowaliśmy m.in. „Do kościoła!”, co idealnie odnosiło się do tamtejszej sytuacji z ich grupową modlitwą. Najbardziej przerażający widok tej demonstracji miał jednak dopiero nadejść. Narodowcy po odprawionej mszy, po „wyznaniu” swoich win oraz odmówieniu modlitw, podnieśli się z kolan i pierwsze, co zrobili, to zaczęli krzyczeć w naszą stronę: „Śmierć wrogom ojczyzny!”. Tak wygląda właśnie ich miłowanie bliźniego czy trzymanie się „10 przykazań bożych”, w których jedno z nich brzmi właśnie: „Nie zabijaj”.

Przedstawienie się już kończyło, widzowie przy pomocy policji wyszli innym wyjściem, chociaż race narodowców poleciały również w tamtą stronę. Osoby opuszczające nasze wydarzenie także były kierowane tam, gdzie uczestnicy oglądający wcześniej „Klątwę”. Aż do momentu kiedy faszyści to zauważyli i pobiegli do nich. Mi udało się spokojnie wrócić wraz z grupą ludzi, jednak w drodze na przystanek dało się zauważyć w bramie kilku narodowców. Prawdopodobnie czekali na jakąś samotną osobę z naszej kontrmanifestacji, którą by mogli sobie złapać.

Drugiego dnia (28 maja) czekała nas niemiła niespodzianka. Zostaliśmy przesunięci na parking, ponieważ nasze miejsce zajęte zostało przez wydarzenie narodowców. Mimo tego, że oficjalnie zarejestrowani byliśmy po stronie wejścia do teatru, niestety nic z tym nie dało się zrobić. Rozmawialiśmy z policją, a nawet tłumaczyliśmy organizatorom przeciwnej demonstracji, że to jest nasze oficjalne miejsce, jednak skończyło się to agresywną odpowiedzią z ich strony. Nie poddaliśmy się jednak. Naszym głównym celem była ochrona widzów i teatru, więc nawet przesunięci na jego tyły skandowaliśmy, przemawialiśmy, program dalej trwał. Oczywiście, narodowcy co jakiś czas nas odwiedzali – krzyczeli w naszą stronę niezrozumiałe zdania, próbowali nas filmować oraz robić zdjęcia. W ofensywie staraliśmy zasłaniać się flagami. W pewnym momencie katolicy rozpoczęli egzorcyzmy, aby wytępić z nas szatana. Z pewnością wszyscy poczuliśmy się oczyszczeni. Doszła do nas także informacja z widowni, że obrzucono kogoś jajkiem.

Koniec spektaklu nadszedł, widzowie wyszli spokojnie, choć przy okrzykach narodowców o „śmierci dla wrogów ojczyzny”. Można powiedzieć, że było o wiele spokojniej niż poprzedniego dnia. Ponadto ludzi po obydwu stronach było mniej.

Te dwa dni obrony Teatru Powszechnego dają do myślenia. Wiemy już, jak daleko faszyści są w stanie się posunąć, aby osiągnąć swój cel. Modlitwy są tylko przykrywką dla ich działań. W rzeczywistości pragną oni wprowadzić cenzurę. Narzucać nam swoje wartości. Pozbyć się wszelkich mniejszości. Jednak my, chodząc na takie wydarzenia, możemy pokazać, że w nas też jest siła, że przeciwstawiamy się stosowanej przez nich mowie nienawiści.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

mikropolityka

mikropolityka

polityczno-filozoficzne

mikropolityka