Data:2017-05-31
Wyświetleń:577

Igor Stachowiak i Grzegorz Przemyk – różnicy nie ma
Robert Nowak

Sprawę Grzegorza Przemyka sprzed trzydziestu trzech lat postsolidarnościowa elita traktuje jako zbrodnię polityczną wymierzoną w opozycję antykomunistyczną czasów stanu wojennego. Nikomu teraz na myśl nie przychodzi, że zatrzymujący go milicjanci, nie wiedząc, kim jest ów dziewiętnastolatek wraz z kolegami biegający boso po warszawskim placu Zamkowym, nadużyli swoich uprawnień, doprowadzając do jego śmierci. Działacze „Solidarności” dopisali do tego zdarzenia historię o synu opozycjonistki Barbary Sadowskiej, który za jej działalność został skatowany na komisariacie MO na Starym Mieście, w wyniku czego zmarł w szpitalu na warszawskim Solcu dwa dni później. Nie analizując, czy funkcjonariusze wiedzieli, kogo maltretują, finał dla chłopaka okazał się tragiczny. Przemyk stał się symbolem przemocy milicyjnej okresu stanu wojennego. O niepolitycznych ofiarach Milicji Obywatelskiej z różnych przyczyn się nie wspomina. Trudno, aby MO archiwizowała oraz dokumentowała wyczyny swoich funkcjonariuszy wobec zwykłych obywateli podczas przesłuchań czy interwencji oraz wynikające z nich nadużycia uprawnień. Za to losy opozycjonistów zostały w mniejszym lub większym stopniu udokumentowane. Niepolityczne ofiary nadużyć MO pozostają anonimowe do dziś. Sprawa pobitego warszawskiego licealisty jest znana także przez fakt działań ówczesnej władzy w czasie śledztwa w sprawie zdarzeń z 12 maja 1983 roku. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nakazało bronić funkcjonariuszy przed postawieniem im jakichkolwiek zarzutów przez prokuraturę. Podobnie, choć może przy mniejszym rozgłosie, byłoby czynione, gdyby szło o pobicie szarego obywatela. W końcu przed sądem w roku 1984 stanęli niczemu niewinni sanitariusze z pogotowia ratunkowego przy ulicy Hożej, którzy przyjechali po po pobitego maturzystę na komisariat. Przemyk został „kanonizowany” przez polską prawicę jako ofiara walki z „komunistycznym” reżimem generała Wojciecha Jaruzelskiego. Dziś dawni opozycjoniści, tak chętnie wypominający MO przemoc podczas przesłuchiwań i pacyfikowania demonstracji z lat 80-tych ubiegłego wieku, sankcjonują przemoc policyjną wobec obywateli, dając funkcjonariuszom coraz więcej uprawnień. Ograniczają przy tym prawa obywateli, głosząc jednocześnie, że jest to podyktowane troskę o bezpieczeństwo. Jest to ewidentna hipokryzja elit rządzących po dziś dzień, a wywodzących się z dawnej opozycji, która złamana przez aparat PRL-u poszła na układy z władzą i stała się częścią systemu represji wobec najsłabszych.

Sprawa Igora Stachowiaka – brutalnie przesłuchiwanego przez policjantów na komisariacie Wrocław Stare Miasto w dniu 15 maja 2016 roku, który przez wiele godzin był nielegalnie przetrzymywany na komisariacie i traktowany paralizatorem, gdy był już skuty kajdankami, a więc gdy nie mógł stawiać oporu – pokazuje, czym w istocie jest „wywalczona” przez „Solidarność” rzekoma wolność. Jest jedynie inną formą represji władzy wobec obywateli, podyktowaną również kryminalizacją biedy, a także systemem wartości przyjętych przez polskie władze na początku lat 90-tych. Nie jest to jedyny przykład bestialstwa policji wobec osób zatrzymanych, ale jeden z wielu.

„– Policjantom w Polsce zdarza się stosować tortury wobec zatrzymanych i świadków. Trzeba temu przeciwdziałać, a jednym z rozwiązań jest dostęp do adwokata od momentu zatrzymania – przekonywał RPO Adam Bodnar w swoim wystąpieniu do Ministra Sprawiedliwości. Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich, tortury dotykają osoby "najsłabsze i najuboższe" – Tych, którzy nie poradzą sobie sami z systemem prawa. Państwo ma wobec nich obowiązki – wyjaśnia Bodnar. Jak tłumaczy, doświadczenie te pozostawiają w ludzkiej psychice trwały ślad – Proces leczenia takiej traumy jest długotrwały, niszczy na zawsze zaufanie do państwa i jego przedstawicieli – podkreślał RPO. Biuro rzecznika przeanalizowało 22 sprawy karne, rozpatrywane przez polskie sądy w latach 2008 – 2015. Skazano w nich 33 funkcjonariuszy z art. 246 k.k (noszącego znamiona tortur). – "W powyższych sprawach wobec osób zatrzymanych dopuszczono się rozmaitych form przemocy – fizycznej, psychicznej, a także ujawniono tortury o podłożu seksualnym. Zatrzymani byli w wyrafinowany sposób bici (przy użyciu m.in. pałek i innych przedmiotów), duszeni, straszeni bronią, wielokrotnie zmuszani bez powodu do poddania się rewizji osobistej,połączonej ze zdjęciem bielizny do kostek i rozchyleniem kolan, ściskano im jądra i wykręcano genitalia, rozbierano i wystawiano na widok publiczny przez okno, straszono zgwałceniem, podrzuceniem narkotyków (...) Niemal regułą w analizowanych sprawach było bicie zatrzymanego po piętach i stopach" – pisze Adam Bodnar, dodając, że tortury trwały nierzadko po kilkanaście godzin, a zatrzymani byli skuci kajdankami, "co tylko potęgowało uczucie bezradności"”. (Źródło: www.fakt24.pl)

Śmierć 25-latka z Wrocławia jest niemal identyczna do sprawy Przemyka. Obaj zostali zgarnięci przez funkcjonariuszy z ulicy do radiowozu policyjnego i przewiezieni do komisariatu, wobec obydwu zostają nadużyte środki ze strony funkcjonariuszy, które kończą się śmiercią chłopaków. Śledztwo w sprawie Igora zmierzało do umorzenia, zniknął monitoring z komisariatu z dnia „przesłuchiwania” chłopaka. Sprawcy w mundurach pozostali na stanowiskach. Jeden z nich został zawieszony na trzy miesiące, ale wrócił już do pracy. Ich zwierzchnicy są promowani na wyższe stanowiska. Wszystko to odbywa się za zgodą i akceptacją polityków, których spora część działając w opozycji sama trafiała na milicyjny dołek, gdzie byli bici, kopani oraz upokarzani. Najwidoczniej jednak pozycja w nowym systemie, a także dieta poselska czy senatorska przyczyniły się do ich „amnezji” i akceptacji takiego stanu rzeczy. Przypominają sobie o tym, gdy tylko mogą odciąć od swoich kontaktów z MO kupony polityczne, podtrzymując swój wizerunek zasłużonych weteranów w walce z komuną dla naiwnego elektoratu. Niewątpliwie ofiary katów w mundurach są im wdzięczni za to, że wywalczyli im taką „wolność”. Igor Stachowiak im już nie będzie mógł podziękować. Oni sami, nie znając chłopaka i nie orientując się zbytnio w przebiegu zdarzeń, świadomie przyjęli jedyną słuszną wersję policji o jego śmierci spowodowane środkami oddłużającymi. „Szeryf” Zbigniew Ziobro z mównicy sejmowej mówił o tym, że policjanci mieli prawo zatrzymać Igora, gdyż był poszukiwany za wyłudzenia. Jakie i od kogo? Minister sprawiedliwości nie raczył już poinformować opinii publicznej. Bo i po co? Kto by tam się tym interesował, jakimś 25-latkiem z Wrocławia?

Otóż powinniśmy się interesować, tym bardziej, że policja ma coraz więcej uprawnień, aby nas inwigilować, zastraszać i niszczyć nasze życie. Na miejscu Igora moglibyśmy być my, porządni i prawi ludzie, ale w zetknięciu z policją oraz władzą groźni przestępcy, wobec których słusznie zastosowano środki zapobiegawcze. Przemyk i Stachowiak są ofiarami tego samego państwa, (chociaż systemy były inne, gdy żyli), ofiarami funkcjonariuszy opłacanych przez aparat państwowy, z perspektywą na dobrą emeryturę i bezkarność.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

felietony

mikropolityka

kultura

polityczno-filozoficzne