Data:2017-03-04
Wyświetleń:2335

Nie tak sobie to wszystko wyobrażałem...
Anonimowy operator żurawia

Wielokrotnie patrzyłem z dołu, z podziwem na te maszyny, zawsze gdzieś w zakamarkach umysłu miałem wizję tego, że zasiądę kiedyś za sterami i zapanuję nad tym kolosem. No i stało się; zasiadłem. Pierwsze miesiące, mimo że nie były łatwe, dawały mi sporą satysfakcję, czułem, że jestem potrzebny, że moja praca ma sens, a odpowiedzialność, która spoczywała na moich barkach, popychała mnie do dalszego rozwoju. Poznawałem coraz to nowe zagadnienia, dużo czytałem, chciałem się rozwijać...

Rozwijałem się, to fakt niezaprzeczalny, pod moją rękę trafiały coraz to odpowiedzialniejsze projekty, mój, że się tak wyrażę „prestige” w branży szedł do góry, miałem opinię dobrego pracownika. Zawsze wywiązywałem się z określonych zadań, a podczas mojej pracy żaden z pracowników nie ucierpiał. Zawsze wszyscy wracali cali i zdrowi do domu, pomimo tego, że na innej płaszczyźnie przysparzałem sobie też wrogów. Bo o ile współpracowałem ze świetnymi kierownikami, którzy naprawdę mieli w sobie klasę i szyk, o tyle trafiały się też takie „szuje” (tu proszę wybaczyć wyrażenie, ale, czytelniku, możesz mi wierzyć, te osoby zasługują na to miano), które potrafiły mi tak obrzydzić dzień, że traciłem ochotę na cokolwiek. To właśnie ta druga grupa osób, których w branży budowlanej jest zdecydowanie więcej, sprawiła, że to, na co kiedyś patrzyłem ze zdumieniem i szacunkiem, dziś dużo częściej odpycha mnie, gdy o tym myślę.

Ja wiem i zdaję sobie doskonale sprawę, że życie ogółem składa się ze spraw spokojnych jak i skomplikowanych i że często jest nam trudno coś zrozumieć, tudzież zaakceptować, dlatego tak ważne w mojej opinii jest, aby jednostka miała czas na odpoczynek, na wytracenie negatywnych odczuć, emocji, po prostu na uspokojenie. Nie da się jednak odpocząć poświęcając na pracę zawodową ponad 300 godzin w skali miesiąca, a jednocześnie nie da się zarobić godziwie poświęcając ich mniej. I to jest w dużej skali problem zawodu operatora żurawi wieżowych. Niestety, system jest tak skonstruowany, że technicznie nie jest możliwe bez gruntownej reformy przepisów prawa, aby ludzie wykonujący ten bardzo ciężki i odpowiedzialny zawód dostąpili w końcu należnego im szacunku i godziwego traktowania. Nierzadko te maszyny obsługuje człowiek, który wchodzi tam, na górę, o 6 rano i czasami kończy pracę nawet po 22. Osobiście nie chciałbym pracować pod maszyną, którą obsługuje osoba w stanie skrajnego wyczerpania psychofizycznego, a często członkowie naszych rodzin pracują właśnie w takim niebezpieczeństwie.

Nie chcę rozwijać tematu konstrukcji systemu pracy, bo nie to było moim zamiarem, natomiast chcę pochylić się nad tematem wpływu nadmiernej pracy zawodowej na organizm i psychikę człowieka. Mianowicie praca w takim wymiarze godzinowym zabija wszelkie ambicje ludzkie, nikt nie jest w stanie mi wmówić, ani nigdy nie uwierzę w bajki, że kogoś to rozwija, że czerpie z tego satysfakcję bo ta praca jest jego pasją (widocznie niedawno zaczął), nie da się czerpać satysfakcji z czegoś, co zabija nas od środka. Wierzę, że człowiek zostaje powołany do życia, aby to życie przejść szczęśliwie, poznając piękno świata na jakim żyjemy i doświadczając tego piękna poprzez codzienne odkrywanie świata, a nie da się tego zrobić żyjąc w kabinie 1,5m x 2,5m metrów nad ziemią, z krótkimi przerwami na wizytę w Biedronce i sen. Właśnie tak w dużym wymiarze wygląda życie operatora żurawi wieżowych w Polsce. A hobby, a marzenia, pasje, podróże, spotkania z przyjaciółmi, rodzina? Jak wiele osób reprezentujących ten zawód posiada status rozwodnika? Bardzo wiele. Będąc szczerym, wcale mnie to nie dziwi, ponieważ człowiek, który 15-17 godzin dziennie spędza w zamknięciu pod ciągłą presją przełożonych, nie jest w stanie normalnie funkcjonować. W umyśle takiej osoby zachodzą katastrofalne zmiany. Ostatecznie dochodzi do tego, że żona, która przysięgała miłość, wierność i uczciwość małżeńską, składała tę obietnicę zupełnie innemu człowiekowi. Dlatego tak ważne jest, aby chronić własne życie od degradacji. Nikt nie zasługuje na to, żeby praca zawodowa zabierała mu godność i prywatność.

W telewizji, prasie, mediach wmawia się nam na każdym kroku, że jesteśmy wolni, że żyjemy w państwie prawa, że to prawo ma chronić nas i naszą wolność. Proszę zatem odpowiedzieć sobie samemu, czy człowiek który poświęca praktycznie cały swój dzień dla pracy, jest wolny? Czy taka osoba może czuć się wolna? To jawne zniewolenie obywatela w majestacie prawa. Ale, niestety, póki to prawo nie będzie chronić ludzi pracy, zapomnijmy o wolności, którą tak nam wciskają fałszywi prorocy i przyznajmy przed samymi sobą, kim tak naprawdę jesteśmy.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

kultura

mikropolityka

mikropolityka