Data:2017-06-04
Wyświetleń:890

PUPA BEYONCÉ NA PLAŻY [ZOBACZ ZDJĘCIA] - płeć kulturowa a dyskurs
Julia Minasiewicz

Tytuł rodem z Pudelka bez ogródek ukazuje uprzedmiotowienie kobiet w sferze językowej. Sezon letni obfituje w tym podobne nagłówki, podnosząc rokrocznie poziom medialnej indoktrynacji kobiet, a zwłaszcza dziewczynek. Czytają one najczęściej nie o Jennifer Lopez wchodzącej w kolejną kolaborację z Pit Bullem, a o nogach i piersiach J.Lo jakoby samodzielnie pojawiających się w miejscach publicznych. Artystka, choć niewątpliwie niebędąca upragnioną, paradygmatyczną, wątłą, zależną ekonomicznie od swego mężczyzny istotą patriarchalną, wciąż określana bywa jako pupa i piersi, podobnie zresztą jak większość kobiet wzmiankowanych na Pudelku. Semantyczne rozczłonkowanie wiąże się z ukazywaniem kobiet jako pozbawionego podmiotowości zbioru elementów wyprodukowanych do konkretnych celów. Celów narzuconych w hierarchicznym świecie kapitalizmu przez mężczyzn.

W ramach partykularnych reżimów władzy wytwarzana jest wiedza kształtująca określone pakiety tożsamościowe, z których chyba najbardziej powszechnym i niedostrzeganym jest, wcale nie tak oczywista, dychotomia wzorców kobiety i mężczyzny. Jak wiadomo, w kulturze europejskiej owe katalogi przeciwieństw nie są beneficjentami dóbr w stopniu równym. Przedstawicielki paradygmatu płci żeńskiej doświadczają dyskryminacji zarówno w środowiskach prowincjonalnych, jak i na wielkomiejskich uniwersytetach. Patriarchalny model rodziny jest w Polsce nieustannie wiodącym i nie wydaje się, by zmierzało to ku zmianie. Jak to się dzieje, że pomimo tych wszystkich ujm, biologiczne kobiety wciąż dumnie przyjmują na swe ramiona uważany za właściwy swojej budowie ciała wzorzec kulturowy? Wytłumaczenie tego zjawiska niezwykle wymownie ilustruje Zbigniew Libera w filmie pod tytułem "Jak tresuje się dziewczynki". Już sam tytuł mówi wiele o okolicznościach towarzyszących rzeźbieniu w świadomości ludzkiej obiektu dążenia tożsamościowego – przede wszystkim jaźń winna wykazywać się wysokim wskaźnikiem absorbcji, czyli najczęściej być młodą. Wówczas wtłoczenie optymalnych dla systemu kapitalistycznego parametrów ideału, również za pomocą uniwersalnego narzędzia dyskursu, nie powinno napotykać oporu. Ukazana postać kilkuletniego dziecka o wzroku wskazującym na niezrozumienie czynności, których jest przedmiotem, poddana zostaje stopniowemu naznaczaniu za pośrednictwem poszczególnych insygniów władzy dyscyplinarnej, jakimi są między innymi naszyjnik, kolczyki, szminka, a pod koniec, co chyba najistotniejsze, jego dłoń ulega pocałunkowi ze strony niezidentyfikowanego mężczyzny. Trudno nie pomyśleć w owym momencie o ustanawiającym się jako żywo przynależnym jej statusie w paradygmacie patriarchalnym. Na przestrzeni całości filmu powtarza się również pewna znamienita scena, w której główna bohaterka (po dobraniu poszczególnych „atrybutów” danego pakietu tożsamościowego nie powinniśmy mieć co do tego wątpliwości, czyż nie?) z uwagą przygląda się sobie w lustrze. Sceny te prawdopodobnie staną się następnie nieodłącznym elementem jej codzienności, ponieważ to nie kto inny jak kobieta – zakładając, że nie pragnie wyłamać się poza nawias społeczeństwa – aby móc realizować swoje choćby zawodowe ambicje najpierw musi przede wszystkim „dobrze wyglądać”.

Przytoczony film stworzony został w roku 1987, co czyni go dość niezwykłym i prekursorskim elementem krajowej dyskusji na temat gender, która wciąż porasta o nowe wątki i rozszerza pole działalności na sfery umieszczone poza wielkomiejski obrębem dyskursu publicznego. Beyoncé Knowles, współczesna wokalistka R&B, której zakres odbiorców zdecydowanie nie pozwala na zakwalifikowanie do rangi twórczyni „narodowej”, wykazując się – przypuszczalnie – niezwykłą świadomością oddziaływania społecznego, również poczyniła wkład (rzecz jasna wysoce odtwórczy) w kształtowanie świadomości płci kulturowej swoich „fanek”. Opublikowany w roku 2014 utwór pod tytułem „Pretty Hurts” opowiada historię osobniczki żeńskiej płci kulturowej żeńskiej, rodzaju ludzkiego, której losy wydawały się być ustalone od momentu, gdy jasną stała się bliskość jej parametrów fizycznych do funkcjonującego wówczas ideału piękna. Niekwestionująca swej racji matka i opiekunka bohaterki pełna przekonania zwykła mówić: „You're a pretty girl. What’s in your head, it doesn’t matter. Brush your hair, fix your teeth. What you wear is all that matters”. Wszystko to okraszone jest atmosferą amerykańskich wyborów miss, które – pomimo zdobywanej ostatnimi laty pozycji wśród aspiracji płci biologicznej męskiej – są raczej wciąż zjawiskiem charakterystycznym dla marzeń „dziewczynek”. Piosenkarka, choć będąca w pewnym stopniu także beneficjentką i – zapewne niezamierzenie – kreatorką owych norm i ideałów wyglądu kobiety sukcesu zdecydowała się podjąć pracy nad tekstem „Pretty Hurts”. Czy jednak wspomniana piosenka osiągnęłaby tak szeroki oddźwięk społeczny, gdyby nie fakt, że wypromowania jej podjęła się postać, której w 2012 roku magazyn „People” nadał tytuł najpiękniejszej kobiety świata? To właśnie pozorny kontrast światopoglądowy czyni owe połączenie niezwykle znamienitym w kontekście foucaultowskiej koncepcji „zawłaszczania wyobraźni” przez panujące dyskursy, będące wytworem wiedzy, będącej wytworem władzy. Zatem to właśnie postać Beyoncé okazuje się doskonałym polem implikacji wizji życia wbrew estetycznym normom figur kobiecych. Manifestuje ona, jakoby chętnie dopuszczała możliwość oddania się mu. Jest tu jednak mowa, jeśli piosenka ma walor autobiograficzny, o kanonie piękna, który uległ zmianie i to zmianie wywołanej poniekąd właśnie przez Queen B. Przyznanie jej wspomnianego tytułu przez magazyn „People” można uznać za punkt zwrotny w gloryfikowaniu wychudzonych ciał białych kobiet – poprzedniego kanonu. Na wskroś odbiegająca od niego Afroamerykanka zdołała jednak znaczącymi okładkami „zawładnąć” na paręnaście lat amerykańskim rynkiem muzycznym i stać się ikoną piękności. W tym ostatnim można by upatrywać źródła mody na obfite pośladki, którą chętnie przejęły białe kobiety – niekiedy fanatycznie, jak Kim Kardashian. Zmiana ta jednak w pewnym konkretnym momencie historycznym miała charakter emancypacyjny, ponieważ ukazała alternatywę dla bardziej niewolącego wzorca niemal anorektycznej chudości (np. Kate Moss).

Jak to zwykle bywa, z alternatywy przechodzi jednak, wyczerpawszy swą moc uwalniającą, w postać kolejnego faszyzującego paradygmatu doprowadzając do sytuacji, w których kobiety wstrzykują sobie cement w pośladki, aby tylko pozostać w łaskach tymczasowego kanonu. Winne temu jest przede wszystkim wychowanie przysposabiające, a raczej „tresujące dziewczynki” do bycia biopolitycznymi obiektami pożądania.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

felietony

polityczno-filozoficzne

mikropolityka

mikropolityka