Data:2017-06-10
Wyświetleń:451

Sejm młodzieży
Antoni Mikocki

Choć mieszkam przy Sejmie, czuję się jakbym mieszkał przy zoo – i to nie tylko z powodu szkolnych wycieczek. Na co dzień daje to mnóstwo radości. Na przykład ostatni czwartek: idę spacerem z G. zjeść coś na Nowym Świecie. Najpierw mi-jamy maszerujących rycerzy Chrystusa Króla w czerwonych płaszczach, później obóz bojowy Obywateli RP. Dochodzimy do hotelu poselskiego, naprzeciwko którego (jak zwykle o tej porze, jest przecież 16) widzimy grupkę posłów wchodzącą do całodobowego Zagłoba Alkohole – słowem: normalka. Myślimy, że dziś nic nowego już nas nie spotka, gdy nagle przed wejściem do Sejmu zauważamy na oko piętnastu gimnazjalistów w za dużych garniturach i czerwonych muszkach. Każdy z wydrukowaną flagą Unii. Myślę, lekko zresztą zdziwiony: „młodzież manifestuje przywiązanie do europejskich wartości”! Lecz mimo że to widok niecodzienny, nie zatrzymujemy się wcale, bo przecież nie takie rzeczy widziała już ulica Wiejska. Kiedy odchodzimy, dostrzegam kątem oka, że nagle – na sygnał dany nie wiadomo skąd – wspomniana wyżej grupka rozrywa flagi w pół, później w ćwierć, następnie rwie to, co zostało do porwania. Tylko po to, żeby na koniec zdeptać szczątki niebieskiej flagi trampkami w rozmiarze raczej nie większym niż 34. Kiedy lekko zdziwiony pytam o przyczynę tego rytuału Straż Marszałkowską, uzyskuje odpowiedź, że „w sumie to nie wiedzą, ale zdążyli się już przyzwyczaić, bo gimnazjaliści stoją w tym samym miejscu od godziny i cały czas rwą jakieś kartki, kto to wie, ta dzisiejsza młodzież dziwne ma hobby, kiedyś yoyo, a teraz to”. Jako że sam nigdy nie rozumiałem idei (ani tym bardziej działania) yoyo, przyjmuję tę interpretację, myśląc tylko: „co zrobić? Takie Sejmu uroki”.

Kiedy wracam wieczorem do domu, jestem jeszcze bardziej zdziwiony – okazuje się bowiem, że dzieci rwące flagi Unii Europejskiej pojawiają się na moim fejsbuku i to w liczbie zdecydowanie przekraczającej normę. Udostępniają je wszyscy – zazwyczaj z jakimś smutnym komentarzem, że PiS, że dyktatura i że to koniec Unii, jeszcze Trump, ale ten cały Macron to ma chociaż żonę, nie to, co Kaczyński. Ku mojemu zaskoczeniu okazuje się, że na udostępnianych filmikach dzieci rwą flagi już nie przed Sejmem, ale w samej sali plenarnej, a do tego coś mówią. Nie rozumiem już kompletnie nic, zwłaszcza, że zaraz potem dzieci chórem wykrzykują hasła o wolnym dostępie do broni, uchodźcach, chrystusie-królu i eliminowaniu słabszych jednostek ze społeczeństwa, wykonując przy tym ruchy, jakby chodziło o eliminowanie kolegów z gimnazjum podczas gry w zbijaka albo inną siatkówkę. Kiedy powoli wszystko staje się już jasne i dochodzi do mnie, że to nowy rodzaj happeningu artystycznego organizowanego w ramach lekcji przedsiębiorczości, spoglądam w kalendarz i zdaję sobie sprawę, że dziś pierwszy czerwca – dzień dziecka – i że w związku z tym dzieci z flagami niestety wcale nie biorą udziału w happeningu, ale w posiedzeniu Sejmu Dzieci i Młodzieży, a obrady dotyczą tematu dekomunizacji. Próbuję potem wytłumaczyć sobie, że to wszystko kwestia źle dobranej problematyki, tylko po to, żeby przypomnieć sobie, że podobne wynurzenia podobnych gimnazjalistów jeszcze trzy lata temu udało się sprowokować nawet wdzięcznemu motywowi lokalnego ekorozwoju. I że choć łatwo obarczyć winą PiS, tak samo sprawy miały się za czasów Platformy. W Sejmie znalazła się reprezentatywna grupa polskiej młodzieży, a młodzież ta nie wzięła się znikąd. Jest ona wytworem swojej epoki, a przede wszystkim – systemu edukacji. O tej młodzieży konsekwentnie nie pamiętano przez ostatnich 25 lat, nie patrzono w przyszłość, skupiano się na sprawach nieistotnych. Zlekceważono przyszłość Polski, a teraz jest już za późno na jej ukształtowanie. Polska wychowała sobie pokolenie społecznych analfabetów i nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja miała się zmienić – bowiem choć przyzwyczailiśmy się już, że polska klasa polityczna potrafi naprawdę długo przyswajać fakty dla całej reszty oczywiste, to w kwestiach najistotniejszych – a trudno znaleźć coś ważniejszego niż edukacja – kompletna ignorancja polskich polityków i polityczek zaskakuje nawet najwybitniejszych speców od zacofania i ograniczoności – klasę polityczną we własnej osobie. Ku zdziwieniu wszystkich nic się nie zmienia. To zaskoczenie nie trwa bowiem długo; znika natychmiast po uzewnętrznieniu, kiedy to wyrazi się „zaniepokojenie” zmianami w systemie edukacji albo opowie o „konieczności przeprowadzenia zmian”. Co jakiś czas, żeby dowieść swojej erudycji, jakiś poseł albo posłanka wygłasza z mównicy sejmowej powtarzane jak mantra zdanie „Takie będą Rzeczypospolite, jak ich młodzieży chowanie”, znalezione chyba przypadkiem w słowniku aforyzmów w rozdziale „Edukacja”. Zaraz potem jego autorstwo przypisuje się Staszicowi albo innemu Fryczowi-Modrzewskiemu, choć – jak dla mnie – mogłaby być to równie dobrze Angela Merkel, gdyby ktokolwiek potrafił to zdanie potem dokończyć, a najlepiej sprawić, żeby cokolwiek mogło z niego wyniknąć. Że nie wynika nic, widać zarówno po Rzeczpospolitej, jak i jej młodzieży. Ja tymczasem podjąłem decyzję – koło Sejmu przechodzić więcej nie będę.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

felietony

felietony

mikropolityka

teksty historyczne