Data:2017-06-16
Wyświetleń:1966

10 prawicowych kłamstw na temat aborcji
Ala Wiśniewska

"Machina lewicowej propagandy prawdę ma za nic" – tym zdaniem rozpoczyna artykuł z portalu pch24.pl autor, którego nazwiska przez litość nie wspomnę. Od publikacji tekstu minął już rok, mógł zmądrzeć od tego czasu. Nie zamierzam zresztą tego sprawdzać. Artykuł dowcipnie wpisany do kategorii "Myśl" nosi tytuł "10 lewackich kłamstw na temat aborcji"[1] i swoją dalszą treścią nie zaskakuje – to 10 dość oczywistych twierdzeń opatrzonych uzasadnieniem, dlaczego są bzdurne.

Replika na tekst sprzed roku nie ma na celu bezpośredniej polemiki z autorem – jako taka byłaby pozbawiona sensu. Jest to jednak dobra okazja, by raz jeszcze obalić argumenty zwolenników piekielnych ustaw antyaborcyjnych (bo bycie "za życiem" brzmi ostatnio wyjątkowo obrzydliwie).

Aby utrzymać należyty porządek tekstu, język rzeczonego artykułu skomentuję już teraz. Szczególną uwagę przykuwa przymiotnik "lewackie" stosowany przez poważne prawicowe medium. Wolno nam się przy takim sformułowaniu dwukrotnie zaśmiać: po raz pierwszy przez to emocjonalne nacechowanie, jakim jest darzone, a po raz drugi dlatego, że twórcą terminu był sam Lenin.

Dokonajmy zatem przeglądu tych przełomowych stanowisk.

1. "Płód nie jest człowiekiem. Zwolennicy aborcji przedstawiają tę tezę jako obiektywną prawdę, tymczasem współczesna nauka mówi coś zgoła odmiennego i stoi w zgodzie ze stanowiskiem Kościoła Katolickiego(...)".

To zawsze zabawne, gdy katoliccy fanatycy odwołują się do nauki. Daje to wgląd w alternatywną rzeczywistość, w której to opinia Kościoła cokolwiek w poważnym naukowym świecie znaczy. Autor powołuje się tu na opinię prof. Andrzej Paszewskiego, genetyka z PAN i bioetyka. Ładny przykład argumentum ad verecundiam – odwołania się do autorytetu, bo pozycja prof. Paszkowskiego wydaje się znacząca. Jego opinia nie jest jednak wolna od ideologicznych naleciałości. Profesor od wielu lat należy do Klubu Inteligencji Katolickiej, nie można więc wymagać, by jego opinia nie była zgodna z nauczaniem Kościoła. Mamy tu więc sytuację, kiedy dane stanowisko Kościoła jest "dobre", bo rzekomo naukowe, a jest naukowe dlatego, że popiera je naukowiec wierny nauce Kościoła. Niedorzeczne.

Wypowiedzią prof. Paszkowskiego, na którą powołuje się autor, jest zapewne artykuł Paszkowskiego z Rzeczpospolitej, z zeszłego roku[2] (choć pewności mieć nie mogę, bo widocznie używanie przypisów jest na prawym skrzydle publicystyki kompletnym szaleństwem), w którym konsekwentnie broniona jest teza, że człowiekiem należy nazywać płód od samego poczęcia, bowiem w jego wyniku powstaje zygota, która ma już swój własny indywidualny ludzki genom. I coś o tym, że próba podzielenia stadium rozwojowego człowieka na poszczególne etapy to prawie jak dzielenie ludzkości na nad- i pod-ludzi przez nazistów (jakże zaskakujące wspomnienie o nazistach w tekście o aborcji). Również bardzo gorąco zapewnia, że jest to twierdzenie zgodne ze wszelką wiedza biologiczną, jakby powtarzanie tego sprawiało, że argument o "własnym genomie" stanie się na tyle sensowny i istotny, by przedkładać istnienie zlepka komórek nad życie myślącej i czującej osoby. Z zygoty nawet niekoniecznie powstaje embrion – zamiast niego może wykształcić się zaśniad (czyli patologiczne łożysko, które trudno nazwać "życiem", choć pewien poseł obecnie rządzącej partii twierdzi inaczej[3]), swój własny kod genetyczny ma choćby nowotwór, a co z chimerami?

2. "Mężczyźni nie mogą wypowiadać się na temat aborcji. Upowszechniając takie tezy lewicowcy de facto twierdzą, że „płeć brzydka” to obywatele gorszego sortu(...)".

Nie, ale jak ktoś, kto nie w pełni ponosi medyczne i społeczne konsekwencje ciąży, może decydować za swoją partnerkę czy ma ją donosić, czy usunąć? Nie wspominając o bezdzietnych starych kawalerach w Sejmie czy na plebanii. Mężczyzna może głęboko przeżywać ciążę partnerki, może z niecierpliwością wyczekiwać porodu, zdarzają się nawet przypadki ciąży urojonej (zespół kuwady), to wszystko jednak nie upoważnia go do podejmowania decyzji w kwestii ciała kobiety. Byłoby to podporządkowaniem kobiety mężczyźnie wynikające z faktu dokonania zapłodnienia.

Ponadto, mówienie o traktowaniu mężczyzny jako "obywatela gorszego sortu" w tak patriarchalnym społeczeństwie jest jak głoszenie tezy, że w USA panuje reversed racism, bo czarni bywają dla białych niemili.

3. "Moje ciało, moja sprawa. Feministki twierdzą, że rozwijające się w łonie kobiety nowe życie jest częścią ciała kobiety. Nie zważają tym samym na fakt, że dziecko ma odmienne od matki DNA, własny układ nerwowy czy kończyny (...)".

Argument o własnym DNA jest dość wątły, jak już wspomniałam wcześniej. Ale argument o kończynach? Definiowanie istoty ludzkiej przez ilość i jakość kończyn jest dość karkołomne i merytorycznie wątpliwe (czyżby autor miał coś przeciwko niepełnosprawnym? Ofiarom wypadków drogowych? Weteranom wojennym?), ale postarajmy się potraktować ten argument poważnie.

W czasie pierwszego tygodnia ciąży mamy do czynienia z szybko dzielącym się zlepkiem komórek. Siódmego dnia jest ich sto, zaś śladu kończyn brak. Czy autor cicho sugeruje, że pigułka "dzień po" powinna być dozwolona? Drugiego tygodnia ciąży zarodek ma już setki komórek, które dzielą się na listki zarodkowe, z których części w przyszłości powstaną układy, w tym układ nerwowy i kostny. Nadal brak więc wykształconego układu nerwowego i kończyn. O tych ostatnich mówić możemy dopiero od siódmego tygodnia – wtedy wykształcony jest już układ kostny (fakt faktem zbudowany jeszcze z chrząstki, ale niech będzie). Jest to dość podstawowa wiedza, możliwa do uzyskania choćby na lekcjach biologii w liceum. Tymczasem układ nerwowy to już ciekawsza kwestia.

Według raportów wykonanych na zlecenie Departamentu Zdrowia Wielkiej Brytanii przed siódmym miesiącem płód jest w stanie "stałego braku przytomności, przypominającego sen lub narkozę oraz jest widoczne, że połączenia nerwowe z korą mózgową są nierozwinięte, a ponieważ większość neurochirurgów wierzy, że kora mózgowa jest niezbędna do odczuwania bólu, można wnioskować, że płód nie może odczuwać żadnego bólu do tej fazy rozwoju"[4]. Do tego czasu układu nerwowego płodu nie można zatem uznać za wykształcony. Wciąż – nie jest to wiedza tajemna, wystarczy wpisać jedno zdanie w wyszukiwarkę. Fakt, że niektórzy bezkrytycznie wierzą w takie brednie, napawa mnie pesymizmem co do przyszłości rodzaju ludzkiego.

Pozostaje jeszcze fakt, że do pewnego momentu płód nie jest w stanie samodzielnie przetrwać poza organizmem matki. Skrajne wcześniactwo to urodzenie miedzy 22 a 28 tygodniem ciąży, zaś urodzenie przed 22 tygodniem jest już poronieniem. Przez sporą część ciąży płód jest więc ściśle zależny od matki i nie może przeżyć poza nią, gdyż nie jest samodzielnym organizmem.

4. "Zakaz aborcji zwiększy ilość gwałtów".

Autor nie rozumie "pokrętnej logiki feministek". Pomysł, że kobieta może nie zgłosić na policję gwałtu, jeśli ma wątpliwości, czy nie zaszła w jego wyniku w ciążę, którą będzie musiała donosić, gdy organy przymusu się o tym dowiedzą, w związku z czym gwałciciele poczują się bezkarni, uważa za niedorzeczny i przede wszystkim marginalny, bo w 2015 wykonano tyko jedną aborcję w związku z czynem zakazanym. Pomija przy tym fakt, że ze względu na potężny brak zrozumienia ze strony społeczeństwa i ostracyzm, który dotyka ofiary gwałtu, nie wszystkie z nich szukają pomocy w organach ścigania, nie można więc z całkowitą pewnością stwierdzić, do ilu gwałtów rocznie dochodzi. Do tego dochodzi również kwestia wykonywania zabiegów za granicą, gdzie procedury są prostsze oraz nie jest się skazaną na widzimisię sędziego czy lekarza.

Zarzuca również feministkom "załganie", ponieważ "ukrywają fakt, że aborcja jest traumatycznym przeżyciem dla kobiety". Zapewne chodzi o tzw. "syndrom poaborcyjny", którego istnienie poddawane jest przez specjalistów w wątpliwość. W 2011 roku badacze z National Collaborating Centre for Mental Health przeprowadzili metaanalizę 44 badań tego zagadnienia, w której wyniku nie znaleziono związku między dokonaniem aborcji a występowaniem depresji. Zauważono za to prawidłowość między niechcianymi ciążami a depresją[5].

5. "Obrońcy życia chcą zamykać w więzieniach za poronienie. To olbrzymie kłamstwo jest wynikiem nie tylko złej woli, ale i nieumiejętności czytania ze zrozumieniem(…)".

"To olbrzymie kłamstwo" jest wynikiem wiedzy na temat sytuacji w krajach, gdzie aborcja została całkowicie zakazana np. Rumunii za rządów Ceaușescu, czy Salwadorze dzisiaj. W tym ostatnim zarówno kobiety jak i lekarze żyją w strachu, aby w czasie ciąży nie stało się nic złego, bo w przypadku poronienia władze wszcząć mogą śledztwo, w wyniku którego nadgorliwy prokurator może się dopatrzeć "dzieciobójstwa".

6. "Zakaz aborcji uderza w kobiety. To aborcja uderza w kobiety. I to w te jeszcze nienarodzone!"

Tak zabawnego odwracania kota ogonem dawno nie widziałam. W tym punkcie autor powołuje się na Chiny, gdzie za sprawą polityki jednego dziecka (którą nazywa "komunistyczną") rodzice wolą mieć synów niż córki, więc w tym drugim wypadku matki dokonują często aborcji. "Tak się kończą lewackie eksperymenty społeczne!" – grzmi. Problem polega na tym, że fakt, iż chińscy rodzice wolą mieć synów niż córki, nie wynika z "lewactwa", lecz właśnie z tradycyjnego myślenia dość konserwatywnego społeczeństwa. Posiadanie syna bardziej się "opłaca": przedłuża ród, opiekuje się rodzicami na starość – każdy chciałby mieć pierworodnego.

7. "Kobiety będą zmuszane do umierania. Projekt obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „Stop Aborcji” ma na celu obronę życia. Każdego. Także i matki. Wobec kobiet noszących pod swym sercem nowe życie, w razie wyższej konieczności zostaną – w myśl zapisów projektu – podjęte wszelkie działania medyczne".

Powtórzę: związane z ustawą obawy wynikają z doświadczeń kobiet żyjących w państwach, gdzie podobne przepisy już funkcjonują i zbierają krwawe żniwo od dawna, np. w Salwadorze, skąd pochodzi głośna sprawa skazania osiemnastolatki na 30 lat więzienia za rzekome zabójstwo swojego dziecka[6]. Cała jej wina polegała na tym, że w czasie ciąży wystąpiły komplikacje. Trafiła do szpitala z silnym krwawieniem, więc lekarze w pierwszej kolejności zajęli się uratowaniem pacjentki, finalnie poroniła. Prokurator uznał jednak, że dziecko dało się odratować i oskarżył dziewczynę o zabójstwo, mimo że nie było żadnej przesłanki świadczącej za tym, by ta przyczyniła się do poronienia.

8. „Aborcja to postęp, zakazują jej tylko kraje trzeciego świata. (...) Zakaz aborcji obowiązuje m.in. w Chile i na Malcie, a aborcja ze względów eugenicznych, która doprowadza do rzezi chorych dzieci, jest nielegalna w bogatej Japonii, Argentynie, San Marino, Irlandii i w Lichtensteinie".

Po pierwsze: fakt, że jakieś kraje coś robią, nie znaczy, że wszystkie muszą albo chcą po nich to powtarzać. Ciekawe, jakie stanowisko zajmuje autor na przykład w przypadku podatku progresywnego i szalonego pomysłu, by bogaci "dobrodzieje" składali się na działanie państwa. Znając profil portalu można się domyślić.

Po drugie: widząc w tym zestawieniu Japonię, mimo woli parsknęłam śmiechem. W Japonii aborcja jest dozwolona z powodów medycznych, eugenicznych, kryminalnych i społeczno-ekonomicznych, w tym we wszystkich przypadkach z wyjątkiem pierwszego (z powodów medycznych aborcję można przeprowadzić do samego końca ciąży) w rozsądnym czasie do 22 tygodnia ciąży. W praktyce na życzenie (choć cierniem w boku pozostaje fakt, że jeśli kobieta jest w związku małżeńskim, potrzebuje zgody męża). Jakkolwiek "reakcyjnym" krajem nie jest Japonia, jest też rzadkim przypadkiem państwa, gdzie liberalizacja prawa aborcyjnego odbyła się właściwie bez głosu sprzeciwu[7].

9. "Zakaz aborcji uniemożliwi badania prenatalne. Badanie prenatalne, jak każda usługa świadczona w służbie zdrowia, ma przyczyniać się do poprawy zdrowia i ratowania życia".

Zgadza się, badania prenatalne mają służyć poprawie jakości i ratowaniu życia, ale jaki jest ich sens, jeśli w razie wykrycia poważnej wady płodu, nawet zagrażającej życiu matki, i tak nie można nic z tym zrobić? Czy autor chciałby przez kilka miesięcy żyć ze świadomością, że w jego łonie rośnie "dziecko" bez połowy mózgu, które najprawdopodobniej umrze w czasie porodu, albo niedługo po nim w strasznych męczarniach? I czy lekarze ze świadomością, że w razie jakichkolwiek komplikacji będą mogli zostać pociągnięci do odpowiedzialności karnej, będą chcieli takie badania przeprowadzać?

10. "Aborcja wyzwala kobiety z męskiej dominacji. Co za bzdura! Współczesne feministki chyba nigdy nie słyszały o sufrażystkach. Aktywistki walczące o prawa kobiet na przełomie XIX i XX wieku (a więc w okresie, gdy rola kobiet była pośledniejsza) sprzeciwiały się aborcji, gdyż uznawały ją właśnie za przejaw dominacji mężczyzn."

Prawicowi publicyści może będą zaskoczeni, może to być dla nich szok i pierwsze spotkanie z podobnym zjawiskiem – różni przedstawiciele danej opcji mogą mieć różne zdania na dany temat. Nie wspominając o tym, że mówimy o przełomie XIX i XX wieku, który w kwestiach społeczno-politycznych różni się nieraz od naszych czasów niewiele mniej niż średniowiecze. Poza tym, obszarem zainteresowań pierwszofalowych feministek było uzyskanie przez kobiety praw wyborczych – za tak "wąski" program były one krytykowane przez np. Emmę Goldman, która w wizjonerski jak na swoje czasy sposób postrzegała emancypacje kobiet jako związaną z upadkiem burżuazyjnego państwa i jednego z jego objawów: purytańskiej moralności, której autor artykułu najwidoczniej hołduje.

Parafrazując: "machina prawicowej propagandy prawdę ma za nic".

***

[1] http://www.m.pch24.pl/10-lewackich-klamstw-na-temat-aborcji,46313,i.html

[2] http://www.rp.pl/artykul/1206752-Kiedy-zaczyna-sie-czlowiek.html#ap-1

[3] Czesław Hoc w 2015.

[4] https://www.theguardian.com/lifeandstyle/2010/jun/25/human-foetus-no-pain-24-weeks

[5] http://www.bbc.com/news/health-16094906

[6] http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/30-lat-wiezienia-za-poronienie/hzx82

[7] https://pl.wikipedia.org/wiki/Aborcja_w_Japonii

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

tłumaczenia

felietony

mikropolityka

felietony