Data:2017-06-20
Wyświetleń:400

Demograficzny "sukces" 4 czerwca 1989
Robert Nowak

Stacja kolejowa w Waliłach (woj. podlaskie), leżąca przy linii kolejowej Białystok – Zubki Białostockie, jednym podpisem ostatniego dyrektora generalnego PKP, Krzysztofa Celińskiego, została zamknięta dla ruchu pasażerskiego. Podzieliła tym samym los innych zamkniętych do odwołania linii kolejowych w 2000 roku. Celiński w ten sposób zamknął ruch pasażerski na odcinku ponad 1000 km. W latach transformacji notorycznie dochodziło do likwidowania połączeń kolejowych i autobusowych, a także szkół, bibliotek czy nawet szpitali, w związku z czym poziom życia w Polsce – nie biorąc pod uwagę dużych miast – obniżył się, co walnie przyczyniło się do ekonomicznej emigracji wielu młodych ludzi. Przykład Siemiatycz w Podlaskiem, jest znanym, ale nie jedynym dowodem na przyśpieszenie katastrofy demograficznej, która nadciąga do Polski.

Jak to mogło się stać? Jak mesjasz europejskiej demokracji mógł pójść taką, a nie inną drogą? Takie pytania zadają sobie odklejeni od rzeczywistości dziennikarze neoliberalnych mediów. To jest sukces! Polska wreszcie wstała z kolan? Kraj należy do narodu, któremu w „odzyskanej” przez obecnie rządzących ojczyźnie w końcu będzie dobrze, piszą prawicowi dziennikarze, prezentując swoją wizję Polski jako twierdzy katolickiej Europy, co robić mogą dzięki sytym dotacjom z państwowej kasy. Obie wizje – neoliberalna oraz konserwatywna – mają wspólny mianownik: obie nie przewidują i obie nie zatrzymają procesu wymierania polskiego społeczeństwa.

"Komisja Europejska opublikowała alarmujący raport dotyczący demografii Polski. Do 2060 roku populacja naszego kraju skurczy się o ponad 5 mln osób, a o 16,4 p.p. zmniejszy się odsetek osób w wieku produkcyjnym. Ponadto o 18,5 p.p. wzrośnie odsetek osób po 65. roku życia". (Tygodnik „Wprost”, 13 maja 2015 roku)

Polacy w większości są pracownikami najemnymi i jako tacy, pozbawieni praw socjalnych i pracowniczych, są atrakcyjni dla zagranicznych inwestorów chcących zakładać tu swoje filie firmowe. Uzwiązkowienie w Polsce jest słabe, a NSZZ „Solidarność” już od ponad trzydziestu lat to kompromitacja, a nie związek zawodowy. Takie warunki czynią życie w kapitalizmie trudnymi i nie ma się co oszukiwać, że będzie lepiej. Program „500+” może na pewien czas zatrzymać proces wymierania społeczeństwa, ale nie na prowincji, gdzie już od lat brakuje zakładów pracy, komunikacja zbiorowa prawie nie istnieje, a ostatnia infrastruktura publiczna dogorywa na oczach zrozpaczonych mieszkańców i zdziwionych samorządowców, którzy wciąż wierzą, że „amerykański sen” jeszcze się w Polsce nie spełnił. Owszem, spełnił się: w sporej części regionu mamy obrazki rodem z hollywoodzkich filmów katastroficznych. Leszek Balcerowicz, współtwórca tej tragedii, w wypowiedziach publicznych udaje, że problemu nie widzi, jednocześnie dając recepty ekonomiczne, które z pewnością jeszcze bardziej zmniejszą liczbę ludności nad Wisłą. Były minister finansów oraz prezes NBP nie odnosi się do spadku urodzeń i zwiększonej liczby zgonów w kraju. On od 1989 roku prezentuje program cięć socjalnych, zostawienia ludzi słabych na pastwę losu i pazerności wolnego rynku. Zresztą tak jest do dziś i trudno liczyć na zmianę polityki ekonomicznej rządu. Obecnie PiS chce drogą restrykcji obyczajowych i medycznych, przy wsparciu polskiego Kościoła Katolickiego, zwiększyć liczbę urodzin, ale skutek będzie odwrotny od zamierzonego. Polacy masowo uciekają za granicę i nie zatrzyma tego nawet obecna sytuacja w Wielkiej Brytanii. Nawet jeśli minister Gowin zamknie uczelnie wyższe dla większości młodych z uboższych rodzin ograniczając finansowanie szkół wyższych pod względem liczby przyjętych uczniów, to ani władza, ani Kościół nie będą rządzić ciemnym ludem tak, jakby chcieli. Katastrofy demograficznej już się nie da zatrzymać, co widać po kasacji transportu publicznego chociażby na Podkarpaciu czy w Zachodniopomorskiem. Władza i media są skupione na swoim wąsko pojętym interesie, społeczeństwu daje tylko tematy zastępcze.

PiS próbuje – dość udanie – obudzić w Polakach dumę z bycia częścią „narodu wybranego”. Problem w tym, że w ciągu stu lat nie będzie on zbyt liczebny. To także policzek dla polskiej lewicy: SLD rządziło przez osiem lat i swoimi antyspołecznymi działaniami dołożyli się do obecnej sytuacji demograficznej w kraju. Chociaż bardzo wielu działaczy lewicowych stara się upominać o prawa najsłabszych, nie przebija się to przez medialną papkę, a oni sami są mało wiarygodni dla podzielonego między PO a PiS społeczeństwa. Za paręnaście lat będziemy mówić o miastach widmach. Klęska niżu urodzin zaczęła dotykać już większość wsi.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne

mikropolityka

polityczno-filozoficzne