Data:2017-07-12
Wyświetleń:719

Płacz płonących porsche
Ala Wiśniewska i K.D.

Szczyty G20 zawsze wywołują wśród antykapitalistów spore emocje, tegoroczny zjazd był jednak szczególny. Wybór Donalda Trumpa na "wodza wolnego świata" i wypowiedzenie przez USA porozumienia paryskiego, co tworzy niezwykle poważne zagrożenie dla klimatu, nie mogły przejść bez echa. I nie przeszły. Okrzyk społecznego gniewu wybrzmiał z całą mocą w Hamburgu.

Dlaczego protestować?

Powody są trzy. Po pierwsze wspomniane wyżej wypowiedzenie porozumienia paryskiego oznacza, że Stany Zjednoczone pozostaną drugim na świecie największym producentem gazów cieplarnianych (przed nimi są tylko Chiny). Trump tłumaczy ten krok troską o pracowników oraz opinią, że wpływ człowieka na klimat jest – rzekomo – znikomy.

Po drugie: spotkania grupy G20 mają charakter skrajnie niedemokratyczny – przez kilka dni "elita elit" za zamkniętymi drzwiami obmyśla sposoby na destabilizację kolejnych regionów polityką zaciskania pasa, co ma zaowocować umocnieniem się neoliberalnego statusu quo.

Po trzecie: organizacja święta kapitału wymaga wprowadzania nowych "standardów bezpieczeństwa", dzięki czemu służby z pełną dowolnością mogą intensyfikować inwigilację i represjonować aktywistów. Władze doskonale zdają sobie sprawę z tego, jaką nienawiść społeczeństwo żywi do niektórych przedstawicieli elit (choćby wymienionego już Donalda Trumpa czy Recepa Tayyipa Erdogana). Wtedy kraje liberalnej demokracji pokazują swoją prawdziwą, autorytarną twarz.

Jednak zarówno mediom głównego nurtu jak i tym niezależnym wszystko to zdaje się umykać.

Gdy tylko ulice Hamburga rozbłysły światłem płonących samochodów, z ciepłych, bezpiecznych domów zaczęły wypływać słowa krytyki. Przecież niszczenie własności to jak podczas Marszów Niepodległości, przecież zanieczyszczanie środowiska, przeciwko któremu protestują, przecież robią krzywdę biednym policjantom, przecież naruszają i rujnują dobre imię lewicy.

Nie mogło zabraknąć klasycznego porównania antyfaszystów do faszystów, często wzmacnianego poważną czarno-białą grafiką z wątpliwej autentyczności cytatem wątpliwego moralnie Winstona Churchilla o tym, jak faszyści przyszłości (w domyśle – dzisiejsi) będą sami siebie nazywać antyfaszystami. Nieraz przybierało to naprawdę kuriozalne formy, na przykład w przypadku Pawła Kukiza, zestawiającego ze sobą wizerunek bojówkarza Hitlerjugend i antyfaszysty z czerwoną flagą. Skoro poseł Kukiz (który nawiasem mówiąc, wprowadził w swoim ugrupowaniu do sejmu działaczy Ruchu Narodowego) nie dostrzega różnicy między nazistami, a ludźmi, którzy ich zwalczają, podpowiadam, że kilkuset hospitalizowanych policjantów i kilkanaście spalonych samochodów nie równają się kilku milionom ludzi zamordowanych w obozach koncentracyjnych.

Zastanówmy się, czy protestując przeciw rządzącym, którzy wywołują zniszczenie na nieporównywalnie większą skalę, którzy powodują śmierć i ubóstwo, którzy niszczą tę planetę, nie powinniśmy działać nawet radykalniej? Bo czym jest te kilka wraków luksusowych samochodów należących do żerujących na statusie quo bogaczy? Jasne – ucierpiały też samochody przeciętnych obywateli. Może inne poczucie wartości, może taktyka, może potrzeba spożytkowania nadmiaru energii, a może po prostu chcący coś zniszczyć ludzie – w ogniu walki takie rzeczy się zdarzają. I tak dostaną odszkodowania od rządu, który obiecywał, że szczyt przebiegnie bez zakłóceń. Czy pochwalamy niszczenie własności szarych obywateli? Niekoniecznie, ale nie możemy powiedzieć, żebyśmy byli tym szczególnie zbulwersowani.

A co z uniesionymi wraz z dymem zanieczyszczeniami? Przy światowej emisji spalin i odpadów nie mają one znaczenia. Porównywanie tych zjawisk i próba delegitymizacji takim sposobem protestu jest zwyczajnie śmieszna.

Liberałom pragniemy też przypomnieć, że Wspaniała Wolna Demokratyczna III RP, której wartości tak bronią, gdy chodzi o działania PiS-u, nie powstała w wyniku publikowania inteligenckich manifestów i przytulania się z milicją, ale z zamieszek i często nielegalnych strajków, które przyparły władzę do muru.

Gdy temat schodzi na uliczne protesty, liberałowie udają, że historia rozpoczęła się na roku 1989, a jedynymi brutalnymi demonstracjami, jakie kiedykolwiek przeszły przez Polskę, były Marsze Niepodległości. Gdyby żyli w roku 1905, pewnie potępialiby rewolucję, nie dlatego, że była "lewacka", tylko dlatego, że niszczyła i przejmowała własność prywatną – a tak przecież nie wolno!

Ciężko nam powiedzieć, na ile szczerze, a na ile obłudnie, wykorzystywany jest ten argument. Czasami ciężko określić poziom politycznej nieświadomości centrowego bagienka.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

mikropolityka

felietony

polityczno-filozoficzne

polityczno-filozoficzne