Data:2017-07-16
Wyświetleń:697

Wygnani z Kaukazu
Natalia Rojek

Każdego dnia na polsko-białoruskiej granicy rozgrywają się losy kolejnych rodzin, dla których niemożliwym stało się dalsze życie w miejscu swojego urodzenia. Amnesty International i Stowarzyszenie Interwencji Prawnej alarmują: Straż Graniczna łamie prawo.

Obraz Czeczena w świadomości zbiorowej to obraz bandyty i dzikusa, samo zaś słowo Czeczenia potocznie bywa używane dla określenia miejsca bynajmniej nie cywilizowanego. Czy tego chcemy czy nie, powszechnie występujące konotacje są jednoznacznie negatywne. Konsekwencje są tragiczne. Ludzie, którzy z różnych powodów muszą opuścić Kaukaz, nigdzie nie są mile widziani.

Stereotyp dumnego mieszkańca tamtych stron sprzyja opowieściom o nieprzemijającej popularności zabójstw honorowych, jednak przemoc, której ofiarami padają Czeczeni, zdecydowanie częściej ma zupełnie inne źródło. Bywa i tak, że nie wiadomo jakie, a jedyną pewną jest nagły wzrost śmiertelności wśród mężczyzn w rodzie. Rosyjskie służby specjalne i czeczeńska władza prześladują ludzi z podobną skutecznością, chociaż o tych pierwszych lepiej nie wspominać. Mówi nam o tym historia Stanisława Markiełowa, który 19 stycznia 2008 roku został ostatecznie powstrzymany przed dalszą publikacją raportów na temat nadużyć rosyjskich wojsk w Czeczenii. Ofiar tego konfliktu jest jednak o wiele więcej, a poza morderstwami i torturami wszechobecna jest także bieda. Kto ma w sobie wolę życia, nie ma wyjścia. Musi opuścić ojczyznę. Ze względu na wciąż szalenie duże znaczenie klanowości liczba potencjalnych uciekinierów rośnie. Wystarczy, że jeden człowiek wejdzie na drogę terroryzmu, aby na karę narazić wszystkich swoich bliskich. W 2014 roku prezydent Republiki Czeczeńskiej Ramzan Kadyrow powiedział wprost: "Jeżeli bojownik dokona w Czeczenii zabójstwa, jego rodzina natychmiast zostanie wyrzucona poza granice republiki, a dom będzie zburzony". Model 2+1 nie jest w tych okolicach najmodniejszy – jest więc tak, że trzydziestoosobowe rodziny wspólnie muszą uciekać, aby ratować swoje życie.

Na granicy

Jednym z miejsc, do których ci ludzie wędrują, jest białoruski Brześć. Czeczeńcy obecni są w nim od wielu lat, od kilkunastu miesięcy zamieszkują zaś tamtejszy dworzec. Oczywiście nie jest to ich ostateczny cel. Stamtąd przemieszczają się pociągiem do przejścia granicznego w Terespolu, gdzie mają nadzieję przekroczyć granicę z Polską. Nie mogą zostać w Białorusi – posiadacze rosyjskich paszportów nie otrzymują statusu uchodźcy w tym państwie. Zależnie od źródła podaje się, że w Brześciu stacjonuje około tysiąca lub więcej osób. Ich legalny pobyt w tamtym miejscu może trwać maksymalnie trzy miesiące. Niestety, niemal zawsze nie jest to czas wystarczający dla starających się o międzynarodową ochronę – zagadką pozostaje sposób, w jaki strażnicy graniczni wybierają szczęśliwców, którzy danego dnia dostaną szansę na znalezienie się w Polsce. Wiek, płeć, stan zdrowia czy cywilny zdają się nie mieć najmniejszego znaczenia. Dwoje ludzi w tej samej sytuacji życiowej mogą zostać wyróżnieni na przejściu granicznym jeden za pierwszym razem, drugi – za czterdziestym. Albo i wcale. Bo zabrakło pieniędzy na kolejne bilety kolejowe (sprzedawane tylko w pakiecie, czyli przezornie wraz z powrotnym) lub… miejsca w paszporcie na następną pieczątkę, naoczny dowód porażki. W pierwszej połowie 2016 roku z biletu powrotnego skorzystać musiano 42,3 tysięcy razy. To prawie sto pięćdziesiąt procent więcej niż w całym 2015 roku. Problemem, z którym spotykają się potrzebujący, jest sama procedura składania wniosku o status uchodźcy. Stowarzyszenie Interwencji Prawnej w swoim raporcie z monitoringu w Medyce, Terespolu i warszawskim Okęciu pod tytułem "Na granicy" jasno alarmuje, iż w tym drugim miejscu część osób wbrew prawu (m.in. Ustawie o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium RP) nie zostaje dopuszczona do złożenia potrzebnego wniosku. Chociaż Straż Graniczna nie jest tożsama z Urzędem ds. Uchodźców, chętnie wchodzi w jego kompetencje i już na przejściu wymaga od starających się o ochronę czegoś więcej niż prośby o azyl. Żądają okazania wizy, której uciekający Czeczeni z powodów oczywistych mieć nie mogą, co zresztą jest przewidziane przez prawodawstwo – wiza nie jest warunkiem koniecznym do złożenia wniosku o przyznanie statusu uchodźcy. Strażnicy życzą sobie także szczegółowego uzasadnienia tej prośby, w zupełności nie zważając na warunki, w których się znajdują: cudzoziemcy zmuszeni są opowiadać intymne historie z życia swojego i swoich rodzin, będąc w bliskim sąsiedztwie innych cudzoziemców (wchodzą oni do odpowiedniego pomieszczenia trójkami bądź trzema rodzinami), nie bacząc nie tylko na wartości tak najwyraźniej ulotne jak prawo do prywatności czy poczucie godności, ale także na bezpieczeństwo! Jak już wspominałam, powody do ucieczki z Czeczenii bywają różne, różne są także strony, z których Czeczena mogą dosięgać represje czy strony, po których dany człowiek, dana rodzina, walczył na wojnie. Nietrudno się domyślić, że poznanie pewnych informacji przez osoby trzecie mogą nawet narazić czyjeś życie. A jednak miejsce, w którym odbywają się podobne rozmowy, jest takie, jakie jest. Niezachęcające do konfesji. Ponadto, odpowiedzi na pozostałe pytania strażników bywają interpretowane w konkretny, nieprzychylny uchodźcom sposób. "Chce pani pracować po przybyciu do Polski? Do widzenia, nie chcemy migrantów ekonomicznych". A co gdyby pani nie chciała? MOPS nie potrzebuje kolejnych "klientów"…

W dworcowej poczekalni

Tymczasem życie się toczy. Dworzec w Brześciu jest domem, szkołą, centrum towarzyskim. Nawet osoby, które mogą sobie jeszcze pozwolić na wynajmowanie pokoju czy mieszkania, w ciągu dnia spotykane są tutaj. Kobiety szyją szmaciane lalki w muzułmańskich strojach, które wolontariuszki przywożą do Polski i sprzedają na rzecz Czeczenek. Dziećmi z kolei zajmuje się Marina Hulia, laureatka nagrody im. Ireny Sendlerowej "Za naprawianie świata". Prowadzi ona szkołę demokratyczną, czyli taką, w której to głos uczniów, a nie nauczycieli czy rodziców, jest najważniejszy. Robi wszystko, aby wyciągnąć je z czterech ścian dworca i uczynić ich życie bardziej kolorowym, a także uczy polskiego w wierze, że będą mogły z niego korzystać, wiodąc bezpieczne i stabilne życie tutaj, w Polsce. Być może to właśnie o tym śnią, spędzając kolejne dni i noce w swym wspólnym, tymczasowym domu, w którym poza godzinami od 1 w nocy do 6 rano nie mogą nawet położyć się na twardych ławkach. Słysząc chociaż pobieżne informacje na temat warunków życia w tamtym miejscu oraz licznych tragedii, które spotykają Czeczenów w ich ojczyźnie, nie można się dziwić apelowi psychologów Polskiego Ośrodka Rehabilitacji Ofiar Tortur o otwarcie granic dla tych ludzi. To dla nich jedyna szansa. Zapewnieniem im pomocy – zarówno materialnej jak i psychologicznej – zajmują się Fundacja Międzynarodowa Inicjatywa Humanitarna wraz z wymienionym wyżej Polskim Ośrodkiem Rehabilitacji Ofiar Tortur. To z nimi należy się kontaktować, chcąc włączyć się w akcję pomocową.

Losowe Artykuły

Coś jest źle

felietony

teksty historyczne

felietony