Data:2017-07-24
Wyświetleń:377

Trzy oblicza jednego boga
Alan Wysocki

W ostatnią niedzielę pod Sejmem miała miejsce organizowana przez Komitet Obrony Demokracji demonstracja pt. „To nie koniec! Powstrzymajmy zamach stanu!”. Całe to wydarzenie było protestem przeciwko wprowadzanej przez PiS reformie KRS oraz nowej ustawie dotyczącej Sądu Najwyższego. Pierwsza z nich przerywa trwanie kadencji KRS, która powinna zakończyć się dopiero za 4 lata i sprawia, że 15 sędziów Krajowej Rady Sądownictwa będzie wybierać większość parlamentarna, natomiast ustawa o SN mówi, że sędziowie Sądu Najwyższego przejdą w stan spoczynku — z wyjątkiem tych, których wskaże Zbigniew Ziobro. Nowych przedstawicieli władzy sądowniczej będzie wybierać minister sprawiedliwości, którym jest wyżej wspomniany Minister Ziobro.

Uważam, że protestowanie w tej sprawie jest bardzo ważne z bardzo prostych przyczyn. Przede wszystkim mamy nieudolną opozycję parlamentarną. Opozycję, która nie jest totalna, tylko śmieszna. Opozycję, która nie umie trzymać dyscypliny w swoich klubach parlamentarnych, nie umie się porozumiewać między sobą, a przede wszystkim nie rozumie powagi sytuacji. Dlatego obywatele muszą sami dochodzić swoich praw, co można robić chociażby poprzez masowe wychodzenie na ulice. Przynosi to o wiele lepsze skutki niż działania PO, .N i PSL razem wzięte.

Wziąłem więc udział w proteście zorganizowanym przez KOD. Nie zgadzam się na zawłaszczanie sądów przez jakąkolwiek partię. Niestety, protest ten mocno mnie zawiódł. Nie oceniam dobrze ani zorganizowania, ani samego przebiegu demonstracji. Przede wszystkim, nie rozumiem, co pod Sejmem robił Mateusz Kijowski. Jestem w stanie pojąć, że nie przyszedł na specjalne zaproszenie organizatorów, lecz mimo tego nie rozumiem, jak osoba z zarzutami za oszustwa finansowe, a przede wszystkim stosująca przemoc ekonomiczną wobec kobiet, może być mile widziana na demonstracji w obronie prawa, które Kijowski sam łamie. Drugą burzącą kwestią było to, że jedną z osób przemawiających był Leszek Balcerowicz, który przy wprowadzaniu swoich reform (pomijam fakt, jak bardzo złe były te reformy) łamał chociażby zasady obowiązujące w ówczesnym regulaminie sejmowym. Nie rozumiem również, dlaczego obecny przedstawiciel KOD – Krzysztof Łoziński — został przedstawiony jako nasz wybitny autorytet. Niestety, ale neoliberałowie nie są moimi autorytetami i po wielu komentarzach innych uczestników tej demonstracji wnioskuję, że dla nich też nie był on wzorem do naśladowania.

Zastanawia mnie również, dlaczego partie opozycyjne uznały tę demonstrację za swój wspólny sukces. To wydarzenie organizował KOD, a opozycja parlamentarna tylko się pod to podpięła, jak zwykle czerpiąc korzyści z pracy, którą ktoś wykonał za nich. Ta śmieszna z mojego punktu widzenia sytuacja nie napawa mnie optymizmem. Dla pięciu minut lansu na scenie neoliberalna grupa „starszych panów” nie dopuściła do głosu sił progresywnych, młodych, lewicowych. Sprawa niezawisłych sądów to sprawa nas wszystkich, a nie tylko Schetyny, Petru i Łozińskiego. Najwyższy czas ustąpić miejsca osobom, które będą w stanie zrobić to, czego opozycja parlamentarna nie potrafi, czyli zająć się prawdziwą obroną prawa, a przede wszystkim stać się realną alternatywą dla obecnego, konserwatywnego, rządu.

Do poniedziałkowego wieczora sprawy nabrały jednak innego obrotu. Przede wszystkim Prezydent Andrzej Duda zapowiedział, że nie podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym, dopóki nie zostanie uwzględniona jego nowelizacja ustawy o KRS: 15 sędziów Krajowej Rady Sądownictwa ma wybierać 3/5 większości parlamentarnej (przypomnę, że zgłoszona została poprawka, według której sędziów SN ma powoływać Krajowa Rada Sądownictwa). Od razu widać, że ten „wielki sprzeciw” prezydenta to tylko jedna wielka ściema. Do momentu, kiedy większość sędziów KRS będzie wybierać parlament, niezależnie od tego czy mówimy tu o zwykłej większości czy tylko o 3/5, władza sądownicza będzie uzależniona od władzy ustawodawczej. Andrzej Duda nie podpisze ustawy PiSu, która łamie prawo, bo musi złożyć swoje, niekonstytucyjne, poprawki. Odbył się kolejny protest, również zorganizowany przez Komitet Obrony Demokracji, który oceniam o wiele lepiej niż ich poprzednią demonstrację.

Na takich protestach niezbędny jest głos młodych, którzy prędzej czy później zajmą miejsca obecnych „starych wyjadaczy”. Ponadto ważny jest głos organizacji lewicowych i progresywnych. Dlatego cieszę się, że wyżej wspomniani zostali (wreszcie) dopuszczeni do głosu. Obyło się również bez obecności osób z zarzutami, czy też ludzi kompletnie kompromitujących sprawę. Chcę przez to powiedzieć, że w poniedziałek pod sejmem nie pojawili się Mateusz Kijowski i Leszek Balcerowicz. Demonstrujący nie musieli słuchać tylko neoliberałów i konserwatystów z PO i .N. Jednak nie obyło się bez „wieców wyborczych”, zapowiedzi wspólnych list opozycji, przedwyborczych obietnic Platformy. Późnym wieczorem pod sejmem pokazał się przewodniczący KOD Kapeli oskarżony o handel kobietami. Na szczęście nie został on miło przyjęty i musiał opuścił zgromadzenie. To, co również wywołało moje zgorszenie, to homofobiczne żarty Frasyniuka i powołanie się jednego z przemawiających „na wielkiego Polaka – Jana Pawła II” przez jednego z przemawiających. Jak można uważać za autorytet człowieka, który bronił pedofili w swoim Kościele? A to tylko jedno z niewielu przewinień, które można mu zarzucić.

To, co jednak budzi niepokój, to brak pomysłu na dalszy protest. Znów odbywają się te same demonstracje, zapalone zostają te same świeczki, a tysiące ludzi pod wpływem „zmęczenia tematu” odpuszczają i wracają do swoich zadań. Co jeszcze musi się zdarzyć, żeby opozycja wzięła się do roboty?

Jak widać można nam odebrać niezależne sądy, a opozycja parlamentarna dalej będzie tylko rzucać sformułowaniami typu: „Jak dojdziemy do władzy…”.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

mikropolityka

felietony

felietony

mikropolityka