Data:2017-08-22
Wyświetleń:1938

Mieszkanie plus eksmisja - czas połączyć siły
Wojciech Łobodziński

Po starciach liberalnej opozycji z PiS-em o Trybunał Konstytucyjny, stanęła ona do sporu o sądownictwo. Poprzednie boje niemalże ją zniszczyły. Afery obyczajowo-finansowe, w których głównymi bohaterami byli Ryszard Petru i Mateusz Kijowski, rozsadziły struktury dwóch opozycyjnych aktorów, KOD-u i Nowoczesnej, tym samym doprowadzając do bratobójczych walk o pozycje lidera ruchu antypisowskiego. Te natomiast były na bieżąco relacjonowane przez media, ujawniając bezsilność, oportunizm i brak ideowości, wśród „elit” opozycji. Opozycja dostała niejako okazję do rekonstrukcji swego ruchu – była nią reforma sądownictwa. Zamiast wykonać ruchy wymagające pewnej dozy refleksji, czyli stworzenie własnej propozycji zmian w sądownictwie, czy też przeformułowanie strategii protestu, opozycja zrobiła to, co robiła od zawsze. Petru, Schetyna oraz Frasyniuk zmonopolizowali protesty, marginalizując między innymi partię Razem czy Inicjatywę Polska i Zielonych. Na szczęście manewr ten nie udał im się w pełni. Wyrwę, a za jej pomocą nową przestrzeń, stworzyły pomniejsze organizacje, takie jak Obywatele RP czy Akcja Demokracja. Szczególnie ci pierwsi, kierując się dużą dozą inkluzywności, która czasem działa dobrze, a czasem nie, doprowadzili do tego, że wiele osób nie miało wyrzutów sumienia pojawiając się pod sejmem pomimo neoliberalnej łatki. Grupy te umożliwiły autonomicznym grupom, w tym młodzieży z czerwonymi i czarnymi flagami, wyartykułować swój gniew bez jednoczesnej próby zagospodarowania go i przejęcia. Udostępniali oni swą sieć komunikacyjną oraz sprzęt nagłośnieniowy. Skończyło się to budowaniem barykad wokół sejmu od strony ulicy Górnośląskiej i kontenerem ustawionym od strony Scheratona. Późniejszymi blokadami ulic, na których ludzie nie mający doświadczenia z bardziej konfrontacyjnymi modelami protestu, siadali na ulicy lub własnym ciałem blokowali samochody polityków. Akcje te były nie na miejscu zdaniem tuz opozycji. Krytykowali je i próbowali rozbijać tak jak Frasyniuk lub pisali na ich temat paszkwile jak Kijowski. Również część ludzi związanych z pomniejszymi organizacjami jak Obywatele RP, nie była zadowolona z tego, w co protesty się przerodziły. „Wkurw” jednak zaistniał i został wyartykułowany.

Wydaje mi się, że zmienił on niejako percepcję znacznej liczby ludzi. Miał swoje odbicie w mediach i pośród obserwatorów wydarzeń. Skutkował on tym, że zawiązały się nowe, mieszczańskie organizacje młodzieżowe. Jest to nowość, patrząc na dotychczasowe zachowanie polityczne wielkomiejskiej młodzieży. Ruch 20 lipca nie tworzy liderów, jak i nie stroni od dyskusji wewnętrznej. Działa oddolnie i spontaniczne, zmieniając tkankę miejską, na przykład poprzez wieszanie banerów lub malowanie.

Sytuacja ta ma wiele wspólnego z ruchem myśli i działań na samej lewicy. Stąd też tak długi jej opis, który wydaje się mi niezbędny, gdy myślimy o dalszym działaniu. Pojawiła się masa analiz i felietonów, w końcu pojawił się też list opublikowany na łamach Praktyki Teoretycznej, Codziennika Feministycznego i Nowego Obywatela. Wprost lewicowy związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza pojawił się pod sejmem ze swoimi flagami. Oczywiście musimy być świadomi, że plony z sądowej awantury nie są naszym dziełem. Lewica nie wytworzyła zawczasu struktur pozwalających jej na przechwycenie tłumów i artykulację ludzkiego gniewu. A partia Razem nie stała się niestety partią protestu, co potwierdzają w rozmowach jej działacze i potwierdza praktyka. Całe szczęście wyciągamy wnioski z ostatnich wydarzeń, które dynamicznie zmieniły sytuacje i otworzyły drogę wielu, dotychczasowo nieobecnym, działaniom. Sytuację można zmienić całkiem szybko i bardzo korzystnie dla lewicowej części sceny politycznej. Pomocną dłoń, jak źle by nie brzmiały te słowa, wyciąga do nas partia rządząca ustawą Mieszkanie +.

Inicjatywa ta ma na celu powiększenie stosunku liczby mieszkań do liczby obywateli. Dzięki współpracy państwa z prywatnym sektorem budowlanym, zapewniającym między innymi tańsze ceny gruntów państwowych, rząd planuje wybudowanie dużej liczby mieszkań pod wynajem, z możliwością doprowadzenia do otrzymania aktu własności. W projekcie tym jest wiele zapisów mówiących o pobocznych częściach tego planu, na przykład wsparciu państwa osób, których nie stać było dotychczasowo na budowę domu lub remont swojego miejsca zamieszkania. Mieszkanie + wprowadza prawo, które ma gwarantować chętnym mieszkanie... Jednak przy jednoczesnej możliwości jego natychmiastowego odebrania (lokator miałby 14 dni na opuszczenie lokalu) i wyrzucenia mieszkańców na bruk. Bez żadnego zabezpieczenia przed bezdomnością. Tak zwany „najem instytucjonalny”, wprowadzony dzięki tej ustawie i umożliwiający te machinacje, jest w dodatku rozciągnięty na cały wolny rynek mieszkań pod wynajem. A więc Mieszkanie + okazuje się ustawą skrajnie antylokatorską.

PiS z pewnością nie spodziewa się w tej sprawie dużego oporu. Kwestie te na polskim podwórku były marginalizowane, zajmowały się nimi dotychczas grupy nazywane „radykalnie lewicowymi”, takie jak na przykład Ruch Sprawiedliwości Społecznej, Federacja Anarchistyczna czy Związek Syndykalistów Polskich. Lecz dzięki wyrwom, jakie w polskim dyskursie powstały w trakcie wydarzeń związanych na przykład z demonstracjami pod sejmem, istnieje teraz możliwość rozszerzenia sprzeciwu w kwestii lokatorskiej o nowe środowiska i grupy społeczne, które były obecne na wcześniejszych protestach. Po kompromitacji liberalnego przywództwa wiele z tych grup rozszerzyło swe horyzonty polityczne. Część z nich zrozumiało, że walka prowadzona z pozycji narracyjnej KOD-u, PO i Nowoczesnej może być tylko i wyłącznie punktowa, prowadząca do powrotu praktyk rządzenia, które zrodziły sam problem PiS-u. Coraz więcej mówi się o tym, jak trafić do grup peryferyjnych z punktu widzenia mieszczaństwa, uznawanych wcześniej przez beneficjentów transformacji za „ciemny lud”. Jest to w dużej mierze elektorat PiS-u i potencjalny elektorat lewicy. Teraz, gdy trzeba walczyć z patologiami wprowadzanymi przez projekt Mieszkanie +, jest okazja by dotrzeć do tych ludzi. Można zrobić to szerzej i lepiej niż kiedykolwiek, jednocześnie uderzając w najmocniejszą do tej pory „nogę” PiS-u, „nogę” socjalną. Atak taki, dobrze przeprowadzony, zmieni polski dyskurs polityczny. Establishment i tłumy przeciwników władzy będą mogły zrozumieć, że na „starym paliwie” walka z władzą prowadzi donikąd. Duża mobilizacja lewicy połączona ze współpracą z pomniejszymi grupami protestu zadziała jak partyzant Carla Schmitta: stworzy nową powierzchnię i nowe terytorium walki politycznej, które będzie można łatwo i szybko zagospodarować ze względu na posiadane już przez nas struktury i doświadczenie w kwestii lokatorskiej.

Dlatego tak ważna jest solidarność i współpraca. Nie mogą podzielić nas kwestie towarzyskie i prywatne, niuanse naszych ideologii. Dla liberalno-prawicowego dyskursu, który na ten moment panuje, zawsze byliśmy lewackimi radykałami. Nieważne czy w rzeczywistości będziemy anarchistami, feministkami, socjalistami, antyfaszystkami czy lewicowymi działaczami związkowymi itd.. Wszyscy powinniśmy przyjść na warszawski protest 17 września pod PKiN-em i zacząć organizować pomniejsze akcje w swojej okolicy. Katolicko-narodowy obóz rządowy jeszcze nigdy tak bardzo nie wystawił się na mocny lewicowy cios. Możemy wspominać Czarny Protest, lecz prawda jest taka, że politycznie mało na nim zyskaliśmy. Uległ on upłynnieniu i rozpadowi szybko po tym, jak tylko pomysł zwiększenia restrykcji antyaborcyjnych został odsunięty. Nie stworzył ruchu sprzeciwu, który mógłby sprzeciwić się władzy w kwestii ellaOne. Musimy odrzucić fantazmat udanego protestu i spojrzeć prawdzie w oczy, wyciągnąć wnioski, wzbogacić doświadczenie o trzeźwą analizę polityczną i wszyscy wspólnie postarać się, by kwestia eksmisji na bruk pozwoliła nam stworzyć realną alternatywę dla binarnej polskiej sceny politycznej. Dwuwładza neoliberałów i narodowych katolików nazywana potocznie „POPiS-em”, to najgorsze co mamy w Polsce. Teraz możemy to rozbić lub przynajmniej spróbować, aby następnym razem zrobić to lepiej.

Kwestia Mieszkania + musi być nagłośniona od strony praktycznej, dlatego proszę, aby lewicowa prasa jak najbardziej wsparła nadciągającą demonstrację: analizami, opisem doświadczenia lokatorskiego oraz czystą praktyką pojawienia się na protestach i promocji.

Redagowała:

Natalia Rojek

Losowe Artykuły

mikropolityka

mikropolityka

Coś jest źle

tłumaczenia